04 czerwca, 2013

Rozdział 9.

     Cześć, z tej strony Pola. Jak widzicie, rozdział 9 jest również mojego autorstwa, mam nadzieję, że nie obrazicie się na mniej jakoś szczególnie. Zachęcam do czytania i komentowania ;)

         Minęło już kilka tygodni odkąd przeprowadziłyśmy się do Londynu. Po upływie tego czasu, wreszcie poczułyśmy się w pełni członkiniami społeczności szkolnej i z dnia na dzień coraz to bardziej przywiązywałyśmy się do tego miejsca. Nawiązałyśmy nowe znajomości- tak nie kłamię, tyczy się to również mojej skromnej osoby. Nauki było dosyć sporo, ale umiałyśmy pogodzić obowiązki z życiem towarzyskim i rozrywką- ten punkt ma na uwadze wyłącznie moją nieziemską przyjaciółkę, ja- jak doskonale wiecie, JESTEM ZEREM TOWARZYSKIM.
      Od incydentu, który miał miejsce tamtej pamiętnej nocy, wiele się zmieniło. Znajomość z chłopakami się skończyła, wszystko ucichło (w zasadzie to nie do końca, widywałyśmy się od czasu do czasu z Liam'em, który jako jedyny próbował nie wdrażać się, w to co stało się 'wtedy' i zaprzyjaźnił się z nami).  Zayn tamtej nocy, jak i następnego dnia musiał zostać na obserwacji w szpitalu, gdyż lekarze podejrzewali wstrząs mózgu-na szczęście były to tylko podejrzenia. Liam został wtedy z nim, siedział tam całą noc tak, że nawet pielęgniarki będące na nocnym dyżurze były zaskoczone poświęceniem Payne'a. Na szczęście brunet wykaraskał się, niedawno właśnie zdjęli mu gips z prawej ręki, z tego co zaobserwowałam. Harry i Niall jeszcze długo rozmawiali z nami tamtego wieczoru, było coś po 4, kiedy wrócili do siebie, a Lou? A Lou opuścił nasze mieszkanie, w podobnym tempie, jak rozprawił się z agresorami.
Od tego własnie czasu, nie utrzymujemy kontaktu, fakt, przelotne „cześć-cześć”, czy „co tam?” padają, ale wszystko wydaję się takie sztuczne i wymuszone...

***


      Jesienne promienie słońca wpadały do pokoju. Obudziłam się 8:00, a już o 9:30 musiałam stawić się na zajęciach. Z pokoju słyszałam wesoło nucącą Esther, za pewne szykowała sobie w kuchni naleśniki z nutellą, jak to ma w zwyczaju robić w czwartki. Musiałam nieco przyspieszyć swe działania, by po raz kolejny nie podpaść, o zgrozo, najsurowszemu z najsurowszych wykładowców na uczelni. Wykonałam poranną toaletę, ubrałam się nieco cieplej niż zwykle, gdyż na zewnątrz z dnia na dzień temperatura coraz to bardziej malała, a także londyński deszcz nie omieszkał nas zaszczycić. Zeszłam na dół. Esti krzątała się po kuchni i co chwilę sięgając po nowy produkt, tudzież naczynie wykonywała piruety.
-Mam nadzieję, że dla mnie też coś zostanie- powiedziałam z szerokim uśmiechem, sięgając po szklankę, by nalać sobie soku pomarańczowego.
-Zapomnij leniu śmierdzący- odrzekła blondynka z impetem rzucając kolejnego naleśnika z patelni prosto na stertę, już kilku gotowych. 
-Też cię kocham- rzuciłam wesoło, po czym porwałam jednego i z satysfakcją rozsmarowałam na nim pokaźną porcję nutellii.
-Zołza- dodała zielonooka, po czym w spektakularny sposób podrzuciła naleśnika.
-Ee szczera jesteś wiesz?-powiedziałam w charakterystyczny sposób, naśladując pewną kabaretową postać.-Jedziesz ze mną? Bo ja za moment wychodzę, muszę tylko zabrać potrzebne materiały z góry i zmykam.
-Przejdę się, zajęcia mam dopiero po południu.-odrzekła, po czym wróciła do swoich zajęć.
Z prędkością światła zjadłam śniadanie, pobiegłam po stertę teczek, znajdujących się w mojej sypialni i ruszyłam w stronę college'u. Na szczęście żadnych korków nie było, także byłam na miejscu o stosownej godzinie. Wykład miał miejsce w największej szkolnej auli, gdyż brała w nim udział także grupa będąca na medycynie. Zajęcia były na prawdę ciekawe, zważając na fakt iż wykładowca nie tyle imponował swoim intelektem, o ile przypodobał się w szczególności damskiej części studentów i bądź co bądź między innymi dzięki temu czynnikowi wykład minął mi bardzo szybko. Poznałam tam też bardzo fajną dziewczynę. Clara, bo tak właśnie miała na imię, miała bardzo ciekawe spostrzeżenia ta temat aparycji prowadzącego zajęcia, także nie omieszkałyśmy się nimi powymieniać.
-Mam nadzieję, że mnie nie opuścisz i wybierzemy się razem na mecz. Nasi grają, trzeba dodać im otuchy- zaproponowała Clara, kiedy wychodziłyśmy z auli.
-Ja i sport?- dodałam z ironią, fakt faktem lubiłam czasem zasiąść przed TV i zobaczyć jakiś mecz, choć w rzeczywistości ze sportem ode mnie daleko. Każdy kontakt z piłką w moim wykonaniu kończył się wręcz tragicznie.
-A czemu by nie? Rozerwiesz się trochę. Chyba nie masz w tym czasie, żadnych zajęć, co?
-Nie, dzisiaj już żadnych wykładów nie mam, ale..- nie dokończyłam, bo zostałam pociągnięta za rękaw i porwana w stronę wyjścia. 
-Nie masz wyboru, koleżanko- powiedziała z satysfakcją. Na zewnątrz ludzie gromadzili się, po czym wspólnie podążali, za campus, gdzie znajdował się stadion.-Czekamy na kogoś, czy idziemy już grzać swoje miejsca?- zapytała Clara. Rozejrzałam się dookoła, po czym skinęłam głową, byśmy ruszyły na stadion.
Oczywiście, jak podejrzewałam zewsząd byłam otoczona barwami naszej szkoły. Gra zaczęła się kilka minut po naszym przyjściu, więc nie czekałyśmy jakoś szczególnie długo. Nie uwierzycie, kto reprezentował nasz college. W jedenastce między innymi znalazł się Harry, no tak zapomniałam, on przecież jest wszędzie... Liam, Niall i Louis, z którym wolałam nie nawiązywać, żadnego kontaktu wzrokowego, bo jeszcze zszedłby z boiska, przeskoczyłby barierki i mnie zaatakował. Szczerze? To nie zdziwiłabym się, gdyby tak zrobił.
Zabrzmiał gwizdek, a co za tym idzie z każdej możliwej strony rozchodziły się krzyki. Uczniowie byli wręcz rządni zaciętej walki, czasami nawet sami prowokowali swoim zachowaniem przeciwników. Niedługo po rozpoczęciu dopatrzyłam się na trybunach Esti, postanowiłam ją zawołać, bo widziałam, że siedzi sama. Dziewczyna przysiadła się do nas i zaczęła narzekać, na to, że przyszły tydzień ma niesamowicie zawalony różnego rodzaju zaliczeniami.
-A tak odbiegając od tematu, nie jesteś przypadkiem w trakcie zajęć?-zapytałam.
-Jestem-odpowiedziała z satysfakcją śledząc rozgrywki. Spojrzałam na nią podejrzliwie.-No dobra uciekłam, nie zamierzałam słuchać tych wszystkich smętów. Ile można gadać o tym, jak ważna jest postawa ciała podczas wypowiadania swoich kwestii?! No ludzie litości- powiedziała w emocjach- i uciekłam, chyba nie mogłam przegapić, tak ważnego meczu, no nie?
-Jasna sprawa-potwierdziła Clara, a ja pokręciłam przecząco głową.
Po 45 minutach dosiadł się do nas Zayn. Tak, dobrze myślicie TEN Zayn.
-Cześć, wolne?-zapytał wskazując na miejsce obok. Kiwnęłyśmy głową.-Zauważyłem, że jesteście z koleżanką, więc przyniosłem cztery napoje- uśmiechnął się przyjaźnie, co zdecydowanie nie było w jego stylu. Podał nam wysokie kubki z kolorowymi słomkami i wręczył nam, po czym sam wypił mały łyk.
-Dziękuję-uśmiechnęła się dziewczyna- jestem Clara, miło mi-podała dłoń. Zayn odpowiedział na gest, po czym zaczął rozmowę z nią. Byłam w tak wielkim szoku, że nawet nie wiem, o czym gadali. Ciągle patrzyłam się na chłopaka, jego dotychczasowe zachowanie wydawało mi się takie dziwne, a teraz? Nagła zmiana? Mina Esther też sugerowała, że była wręcz zdumiona entuzjazmem Malika. Wspólnie z nami kibicował drużynie, żartował-co jeszcze przed paroma tygodniami było wręcz nie do pomyślenia, wydawał się być wyluzowany, niczym się nie przejmował, śmiał się, lecz czasami rozglądał się niepewnie, jak gdyby kogoś szukał.
-Moje ziomki!- dodawał dumnie, kiedy Lou, Li, Niall lub Hazza rozegrali dobrą akcję.-Patrzcie tylko, Niall, jak jakaś młoda łania podskakuje na tym boisku- zaczął się śmiać sam do siebie.
    Padł pierwszy gol, wszyscy wstali z miejsc i zaczęli wiwatować. Jak możecie się domyślić owym strzelcem został nie kto inny, jak sam Harry Styles- kapitan drużyny. Zayn z szerokim uśmiechem skandował imię przyjaciela, a ja z wielkim zdumieniem wpatrywałam się w ten niecodzienny widok. Przecież niedawno był skryty, zamknięty, najchętniej przebywałby na odludziu. Cóż za pozytywne zaskoczenie. 
Harry w euforii zdjął koszulkę. Nie powiem widok był niczego sobie, a damskie grono nagrodziło to licznymi okrzykami. Na boisko wbiegły piszczące dziewczyny i otoczyło szatyna, ten cały rozpromieniony, nawet nie myślał, żeby się od nich uwolnić. Widać było, że czuje się w ich towarzystwie wręcz wyśmienicie. Przytulał się z każdą, przyjmował gratulację, a także nie da się ukryć flirtował z nimi.
-Ja pierdzielę!! Jaki z niego Ronaldinio-dodała pod nosem Estie.
Ach ten Harry... Najwyraźniej taka jego natura.

 Zayn nagle jakby opadł z sił, schował twarz w dłoniach i nieco skulił się.
-Jejku Zayn, wszystko w porządku?- przykucnęłam i złapałam bruneta za kolano.
-Zostaw mnie- powiedział oschle.
-Zayn, co ci jest?-zapytałam cicho, pomimo prośby chłopca.
Nie odpowiedział, wstał po chwili, zaczął się trząść i mamrotać coś pod nosem. Był jakby w jakimś amoku, ciągle powtarzał do siebie: "Oni się na mnie patrzą, oni wiedzą, co robię... wszędzie...tyle cierpienia".
-Chodź, zaprowadzę cię do pielęgniarki- pogłaskałam go po ramieniu. Clara też zaniepokoiła się zachowaniem bruneta. Esther w tym czasie zajęta była najprawdopodobniej wpatrywaniem się w przyjmującego zaloty Harry'ego. Malik zaczął nerwowo przygryzać wargę, robił to tak obsesyjnie, że w pewnym momencie przegryzł ją i polała mu się struga krwi.
-Boże Zayn, wszystko gra?-ocknęła się blondynka.
-Odczepcie się ode mnie, wszyscy się ode mnie odczepcie!- wpadł w złość, rzucił napój na ziemię i popychając każdego, kto stał mu na drodze, zszedł z trybun.
-Co mu odbiło?-zapytała dosyć niegrzecznie Clara.
-Nie mam pojęcia- pokręciłam zdezorientowana głową- na prawdę nie wiem...
Widziałam, że na boisku Niall zaczął negocjować z trenerem, by ten go zmienił, ale najwyraźniej zabronił mu, mimo to blondyn zdjął symbolicznie koszulkę, na znak, że ma gdzieś zakaz trenera i pobiegł ile sił w nogach za Zaynem. Pomimo tego, że nie zadawałam się już z nimi, postanowiłam za nimi pójść. Nie mogłam tak tego zostawić.
-Zaczekaj, idę z tobą-zawołała Ess.


Dziękuję, pozdrawiam
Pola xx

6 komentarzy: