30 maja, 2013

Rozdział 8.

Cześć, tutaj Pola.
Mam nadzieję, że akcja powoli będzie się rozkręcać ;) Serdecznie zapraszam do przeczytania kolejnego rozdziału naszego opowiadania i komentowania. Pozdrawiam.


-Witamy, witamy!- uśmiechnął się zawadiacko chłopak, ubrany w charakterystyczne barwy naszej szkolnej drużyny, które nietrudno można było zauważyć, czy to w samym college'u czy też dookoła całego obiektu. Każdy z teamu dumnie prezentował się w biało-niebieskich barwach, no tak prestiż...
- Jestem Brad- chwycił mnie w talii i zaprowadził do środka. Zwinnie wyplątałam się z uścisku i z lekkim zdenerwowaniem zaczęłam się obracać dookoła własnej osi. Czy aby na pewno nie pomyliłam domów?-powiedziałam pod nosem. Skąd Estie zna tych wszystkich ludzi? To niemożliwe, żeby w ciągu dwóch dni nawiązać tyle znajomości.
-Coś ty taka spięta? Zaraz coś na to poradzimy- bezczelnie przyłożył mi szklankę z drinkiem do ust, prawie mnie nim oblewając.
-Odczep że się ode mnie człowieku!- powiedziałam i popchnęłam go lekko w stronę kuchni. Ten odstawił napój i znowu znalazł się obok mnie.
-Co tu do cholery się dzieje?- zapytałam wreszcie. Brad uśmiechnął się pod nosem.
-Czyli masz w zwyczaju wbijanie na imprezy do pierwszej lepszej chaty i robienie zadymy? Co sierotko?- gwałtownie przyciągnął mnie do siebie. Byłam tak blisko, że nie mogłam zaczerpnąć powietrza. Momentalnie wyrwałam się z objęcia.
-Co ty sobie wyobrażasz?-odburknęłam- ja tu mieszkam!-dodałam z irytacją.
-No co ty? To ty jesteś pewnie ta nudziara! To wszystko wyjaśnia- zaśmiał się krótko i wrócił do znajomych, którzy oblegali sofę.
Nudziara? Bardzo śmieszne.
Skąd wzięli się ci wszyscy ludzie? Kuchnia była dosłownie zawalona puszkami po coli, wszędzie walały się miliony butelek z piwem, a cały kuchenny stół oraz blat były po brzegi zapełnione przekąskami. W holu oraz w salonie tańczyli ludzie. Mnóstwo osób przebywało także na schodach, aż strach pomyśleć, co mogło się dziać w naszych sypialniach na piętrze. Wolałam tego osobiście nie sprawdzać. Na ścianach i suficie wisiały lampiony oraz lampki, a głośna muzyka wypełniała całą przestrzeń, tak że trudno było usłyszeć własne myśli. Salon był na prawdę ogromny, ale na ten moment nie było nawet skrawka wolnej powierzchni. Zaczęłam wypytywać się co poniektórych, czy czasem nie widzieli Esther. Rzecz jasna odpowiedzi nie dostałam, z moich obserwacji wynikało, że 98% osób tam zgromadzonych było już pokaźnie schlana.
Nagle natknęłam się na kogoś znajomego.
-Liam? Mam rację?-zapytałam chłopaka siedzącego na drugim stopniu schodów. Ubrany był w beżowe rurki i czerwoną koszulę w kratkę, od razu zwróciłam na niego uwagę, nie ze względu na to, że miałam okazję poznać go już wcześniej, ale dlatego, że miał kompletny strój, nie był roznegliżowany jak większość osób przebywających w domu, co wręcz doprowadzało mnie do szału.
-Tak, tak-uśmiechnął się i przesunął się bliżej ściany, tak bym mogła usiąść obok niego- widzę, że zdążyłaś się już zorientować, co jest grane. Wybacz na prawdę próbowałem utrzymać tu należyty porządek, ale to wszystko, ci ludzie, ogólnie cała sytuacja wymknęła mi się spod kontroli- niepewnie spojrzał na mnie, po czym zwątpiony uśmiechnął się nieśmiało.
-Dziękuje ci- pogłaskałam go po ramieniu- ale póki co muszę znaleźć Esther, nie widziałeś jej może?-zapytałam.
-Nie widziałem jej tutaj od 15 minut. O tam jest Niall, może jego zapytaj-wskazał na drugi koniec pomieszczenia. Niall oparty o parapet, spoglądał w okno. Przepchałam się przez tłum ludzi, ocierając się o większość, co nie należało do najprzyjemniejszych doznań i poklepałam blondyna po ramieniu  ten jednak nie zwrócił na to uwagi.
-Przepraszam?-ponowiłam, jednak nie uzyskałam odpowiedzi. W przeciągu kilku sekund, Horan podniósł wzrok nieco wyżej i ujrzał mnie w odbiciu szyby. Natychmiast się odwrócił i zaczął:
-Wszystko ci wy-wy-wy-wyjaśnię- zaczął szybko- Harry wpadł na po-po-pomysł- język zaczął mu się plątać z przejęcia- a ja-ja-ja czekałem na cie-cie-ciebie właśnie i i i i-przerwałam mu.
-Nie musisz mi nic tłumaczyć, zdenerwowałam się owszem, ale nic na to nie poradzę, nie wyproszę ich teraz-spojrzałam na tłum- swoją drogą spodziewałam się, że to właśnie Hazza-uśmiechnęłam się mimo zdenerwowania.
-Na prawdę się nie gniewasz?-upewnił się blondyn.
-Nie będę, jeśli pomożesz mi znaleźć moją przyjaciółkę- wystawiłam język. Niall podskoczył z ekscytacji.
-Naturalnie- odpowiedział, po czym złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić w tłum. W pewnym momencie Niall puścił moją dłoń. Ktoś go popchnął i wylądował na podłodze.
-Idiota- wyszeptał, po czym próbował się podnieść. Podbiegłam do niego i podałam mu dłoń.
-Wszystko ok?-zapytałam szybko.
-Jesteś taki sam, jak...-nie dokończył tylko zaśmiał się szyderczo stojący obok chłopak- Nic, tylko uronić nad wami łzę. Kaleki.
-Coś ty powiedział?-zapytał wkurzony Niall, po czym zbliżył się do 19-latka i popchnął go w tłum. Ten nie został dłużny, zrobiło się na prawdę gorąco. To nie była już zabawa.
-Niall, lepiej stąd chodźmy- pociągnęłam go za rękaw bluzy. Blondyn z niechęcią spełnił moją prośbę i cofnął się o krok. Nagle kilku chłopaków zebrało się wokół jednego, zaczęły padać wyzwiska i obelgi. Reszta osób cofnęła się tak, że w promieniu trzech metrów od zainteresowanych nie było prócz nas dosłownie nikogo- typowa znieczulica. Sama zaczęłam się bać, nie znałam ich, nie wiedziałam do czego mogą się posunąć. Niall próbował odepchnąć jednego, jednakże miał nad nim znaczną przewagę fizyczną. Nagle padło imię: „ZAYN!” i już wiedziałam co się święci. Znowu Zayn. Niech mi wreszcie ktoś wyjaśni, o co chodzi, co jest nie tak z tym chłopakiem? Nie mogłam tak tego zostawić. Tak, jestem słaba, bojaźliwa, ale cała tajemnicza otoczka związana z owym facetem wydawała się być tak intrygująca, jego słabość i wrażliwość bijąca z jego oczu oraz bezradność, wzbudzały we mnie niesamowitą empatię, że nie mogłam tak tego zostawić. Nagle padł pierwszy cios. Niall wpadł w furię, próbował rozdzielić ich, lecz oni nie ustępowali. Tylu obrzydliwych wyzwisk nigdy nie słyszałam. Padał cios za ciosem, nikt nie reagował... Wiedziałam, że oni traktują to jak najbardziej serio, to nie były zwykłe potyczki o pierwszą lepszą błahostkę  to musiało być coś więcej. W tej sytuacji byłam bezradna. Ludzie dookoła przyglądali się, ale nikt nie reagował- nikt. Jedna wielka libacja i komentarze na temat tego, jak zakończy się bójka, kto wygra, czy Zayn wyląduję na OIOM-ie i czy z tego wyjdzie. Miałam ochotę się na nich rzucić.
Zaczęłam płakać, uderzałam z całych sił w plecy agresywnych chłopaków, ale zostałam odepchnięta i upadłam na szklany stół. To nie było najgorsze. Wiecie co było najgorsze? Najgorszy był widok broniącego się, a zarazem bezbronnego w swym działaniu Zayna, nie oszukujmy się 4 na 1... jego oczy były przepełnione bólem. Niall podbiegł do mnie i zaczął wypytywać się mnie czy wszystko ze mną dobrze.
-Niall, zadzwoń po policję! Nie możemy tak tego zostawić!
Znikąd pojawił się wysoki, szatyn, włączył się w bójkę, rozdzielił chłopaków, jednemu nawet wymierzył cios, w podbródek, gdyż działał w obronie własnej. Zayn powoli wycofał się i usiadł pod ścianą.Podbiegłam do niego. Miał rozcięty łuk brwiowy, gdyż wcześniej został popchnięty na komodę, leciała mu też krew z nosa i najwyraźniej stało się coś z jego ręką, bo była cała potłuczona.
-Zayn...-szepnęłam. On tylko spojrzał z nienawiścią na chłopaków, z którymi rozprawił się młodzieniec, po czym przygryzł wargę i wstał i skierował się w stronę łazienki.
-Nie chcę was tu więcej widzieć! Dupki!- zawołał wybawiciel bruneta.
-Lou, Boże jak dobrze, że tu byłeś- odetchnął Niall.- A wy co się gapicie? Spadówa- powiedział z pretensjami Horan.- Nie ma was! Słyszycie?- ponowił- Tania sensacja, co? Spadać stąd! Ludzie zaczęli się wycofywać. Zapadła cisza. Spojrzałam na Louisa.
-Co ty tu robisz? Zresztą nieważne- powiedział zirytowany, po czym zwrócił się do Liama, by ten zawiózł Zyna, na pogotowie. Liam z pośpiechem zarzucił na siebie szary sweter, sięgnął do kieszeni po klucze, po czym poszedł po Zayna, który w tym czasie próbował zatamować krwotok z nosa.
-Dziękuję- powiedziałam cicho, mijając Louisa, z którym kilka godzin temu wymieniłam parę nieprzyjemnych zdań, po czym udałam się na górę. Niall zdezorientowany oschłym traktowaniem mnie przez przyjaciela, poklepał go po ramieniu i pobiegł za mną.
-Paulnie poczekaj-zawołał.- Przepraszam, gdyby nie to.. gdyby nie ten głupi pomysł...wszystko byłoby dobrze- powiedział cicho blondyn.
-Mógłbyś mi wreszcie wyjaśnić, dlaczego wszyscy uwzięli się na Zayna?-zapytałam niepewnie. Niall spuścił tylko głowę. Nagle z pokoju wyszła Esther ubrana w piękną, czarną sukienkę, a kilka chwil za nią Harry. Harry trzymał coś na podobieństwo starej szkatułki, czy pudełka. Dziwne- pomyślałam.
Szatyn spojrzał na nas, po czym cały rozradowany zapytał:
-A co wy tu gołąbeczki robicie?
Niall przewrócił oczami, a ja już miałam pobiec do mojego pokoju, kiedy blondyn chwycił mnie za rękę i przyciągnął z powrotem.
-Zostań-powiedział cicho. Esther podeszła do mnie, zobaczyła mój rozmyty tusz na policzkach i z przerażeniem w głosie zapytała, co działo się podczas ich nieobecności. 












*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*



Dziękuję, pozdrawiam. 
Love always, 
Pola xx 

24 maja, 2013

Rozdział 7.

Witajcie kochani!! ;*Tu Nesti ;) Co tam u was słychać? Nie wiem jak wy, ale ja już jestem TOTALNIE zmęczona tą całą nauką i mam nadzieję, że ten ostatni już miesiąc szkoły przeleci nam mega szybko! I w końcu będziemy mogli cieszyć się tymi upragnionymi wakacjami!! ;D A na razie w ramach miłego rozpoczęcia weekendu dodaję 7 część opowiadania i jak zawsze życzę wami miłego czytania kochani ;*


- Ona tak zawsze? Spytał się chłopak z burzą loków na głowie.
- Niestety tak, nie ma na nią żadnej siły, która dałaby rade ją rozkręcić. To już chyba jest wina genów..
- Spoko, damy radę!! Nie ma rzeczy, nie do zrobienia, co nie Harry?! Uśmiechnięty blondyn popatrzył się pytająco na szatyna.
- Pewnie!
- To idziemy!? Niecierpliwił się Niall - Nie wiem jak wy, ale ja zaraz UMRĘ z głodu!
- Niall, ty 5 min temu wpierniczyłeś całą paczkę chipsów! Powiedział rozśmieszony Harry
- I nic mi to nie dało!!
Cala nasza rozgadana trójka poszła w kierunku parkingu, kiedy już tam doszliśmy pojawił sie lekki problem gdyż..Niall i Harry zaczęli się kłócić, którym samochodem mamy jechać. Ponieważ zarówno Niall jak i Harry mieli prawko i swoje samochody.
- Jedziemy moim i koniec kropką!
- Nie ma w ogóle takiej opcji! Jedziemy moim
- Stary, twoja klacz nawet w 5% nie dorównuje mojemu rumakowi.
- No Cię chyba POSRAŁO!! Myślisz, że Esther wejdzie to takiego złoma? Mówiąc to Niall wskazał na mnie palcem. Pewnie kłóciliby się tak dalej, ale się lekko wkurzyłam i pomyślałam, że chyba szybciej będzie jeśli tam pójdę pieszo. Obróciłam się i zaczęłam iść a kłócącej się dójce krzyknęłam tylko krótkie"CZEŚĆ" szłam sobie tak jeszcze chwilę, gdy nagle poczułam, że dwie osoby chwaciły mnie od tyłu za ręce.
- Co ty robisz!? Spytał się zdziwiony Harry.
- No szybciej będzie jak pójdę pieszo. Jeżeli macie się tak jeszcze z 3h kłócić.
- Nie ma mowy. Jedziesz z nami. Po tych słowach Nialla poczułam jak obaj mnie podnoszą na rękach i kierują w stronę auta. Była to chyba bryka Nialla bo z tego co pamiętam samochód Harrego był większy i miał czarny kolor.
- IDIOCI!! Zaczęłam wrzeszczeć.
 Ale nic mi to nie dawało, uśmiechnięci chłopcy wsadzili mnie na tylne siedzenia pojazdu, Harry usiadł za kierownicą a Niall koło niego na miejscu pasażera. kiedy tylko ruszyliśmy Harry zamknął wszystkie drzwi na zamek, Tak jakbym chciała uciec.
- wiecie, że to jest porwanie!?
- Wiemy! Odpowiedzieli jednocześnie.
- Zaraz, zaraz Harry czemu ty prowadzisz samochód Nialla?
- Ale to jest mój samochód.
- Jak to twój? Ale tym masz inny! Dobrze pamiętam, przecież nie tym mnie zawiozłeś wczoraj do domu.
Niall popatrzył z uśmiechem na loczka i odpowiedział na moje pytanie.
- To jest bardzo możliwe bo Harry ma trzy samochody.
- Co!? Matko po co Ci aż trzy fury!?
- Wiesz, każdym samochodem zawozi inną dziewczynę. Powiedział blondy uśmiechając się głupkowato do loczka.
- NIEPRAWDA! Niall nie gadaj głupot Esther! Ja po prostu uwielbiam samochody, to jest moja pasja więc jedna fura by mi nie wystarczyła.
- Ale po co Ci aż trzy!
- A wystarczyłaby Ci jedna sukienka do końca życia!?
- Oooooooooooooooooook, wygrałeś! Zaśmiałam się.
Harry chyba chciał zobaczyć moją minę żeby móc napawać się tym, że wygrał naszą potyczkę bo ustawił przednie lusterko tak by mógł widzieć moją twarz. Ja kiedy to zauważyłam szybko pokazałam mu język a on się zaśmiał.
- Aaaaaaaa to już tu! Krzyknął uradowany Niall. Zaparkowaliśmy i we trójkę udaliśmy się w stronę restauracji. Usiedliśmy i otworzyliśmy kartę dań, dla mnie nie ma nic trudnego w wyborze dań. Masz na coś ochotę to, to zmawiasz, proste, ale w przypadku Harrego i Nialla jest to równoznaczne z kupnem domu czy wzięciem kredytu! Dosłownie przeglądali tą kartę z 1345454 razy! I straciliśmy nad tym chyba z 30 min tylko po to by, w końcu zamówili to co chcieli wziąć od samego początku. I gdzie tu jakaś logika ja
się pytam!? Po niedługim czasie dostaliśmy swoje zamówienie i zaczęliśmy jeść. No w przypadku Nialla to bardziej pochłaniać. Wpatrywałam się z zdumieniem na to z ja jaką prędkością Niall zjada swój posiłek.
- Spokojnie, On tak zawsze. Powiedział Harry machając ręką na znak tego, że mam się nie przejmować.
- Właśnie Esther! Powiedział Niall przeżuwając jeszcze swój ostatni kęs i połykając go. Znamy się od dwóch dni a totalnie nic o tobie nie wiemy. No może tylko to, że masz bardzo mocną głowę. Mówiąc to popatrzył na loczka.
- Szczerze mówiąc to moje życie nie jest jakoś wybitnie ciekawe. Zaczęłam. - Mieszkałam w małym miasteczku tam ukończyłam szkołe i poszłam do collegu, ale on okazał się totalna klapą więc razem z Pauline się przeprowadziłyśmy do Londynu by móc tu studiować w lepszym colleg'u. A wy? Czym w się w ogóle zajmujecie? Co studiujecie?
- Ja menagerstwo. Pierwszy odezwał się Harry. - Ale uwielbiam też sport i gram w reprezentacji naszego collegou w koszykówce, piłce nożnej i siatkówce.
- Co ty gadasz "gram sobie". Przerwał loczkowi blondyn. - Esther ty wiesz jaki on jest niesamowity! Harry jest kapitanem naszej reprezentacji i każdy mecz z nim w roli kapitana jest zwycięski, wszystkie puchary jakie ma nasz colleg to wszystko zasługa Hazzy.
- Ooo co ja słyszę, czemu nic nie mówiłeś wcześniej?
- Nie lubię sie chwalić.
- Chwila! Krzyknął Niall powiedziałaś, że mieszkasz tu od wczoraj?
- No tak.
- I ma się rozumieć, że zrobiłaś już  imprezę powitalną?
- Nie, bo nie miałam kiedy i nawet o tym nie myślałam. A co?
- Kochana to na co ty jeszcze w ogóle czekasz! Powiedział zdziwiony Niall. - Bierz telefon i zapraszaj ludzi! A ja się mogę zając żarciem.
- Ale, że w sensie, że dzisiaj mam niby zrobić tą imprezę? Powiedziała z lekkim niedowierzaniem i zdziwieniem.
- No a no co ty jeszcze czekasz!?
- Ale po pierwsze to ja tu nikogo nie znam poza wami i Liamem, a po drugie Paulcia by mnie chyba zabiła!
- Spokojnie, Harry zajmie się gośćmi a ja biorę na klatę sprawy wyżywienia i Pauline więc ty nie musisz się niczym martwić.
- No nie wiem. Powiedziałam z niepewną miną i popatrzyłam na blondyna, ale po chwili pomyślałam " a co mi szkodzi?!"
- Dobrze zgadzam się.
- To super, zobaczysz zrobimy wam takie przywitanie, że nikt was nie zapomni!!
- Oby. Powiedziała uśmiechnięta


Pozdrawiam i z góry przepraszam za błędy, oczywiście czekam na wasze komentarze ;)
 Buziaczki, Nesti Xx

16 maja, 2013

Rozdział 6.

Witam, tutaj Pola. 
Serdecznie zapraszam do czytania oraz przepraszam za wszelkie błędy. Do następnego razu! :)

      Przechadzałam się właśnie główną alejką, kiedy to ni stąd ni zowąd pojawiła się obok mnie Esther.
-Pauline, dobrze, że cię zauważyłam. Muszę koniecznie ci kogoś przedstawić.-powiedziała z satysfakcją.
-O nie, nie mam zamiaru zawierać żadnych nowych znajomości. Póki co muszę skoncentrować się na aklimatyzacji, a przede wszystkim na nauce, więc podziękuję- powiedziałam po czym wyciągnęłam z torebki gruby podręcznik z biologii. Estie gwałtownie wyrwała mi książkę z rąk i zaczęła się na mnie wydzierać na cały głos, że mam wreszcie ruszyć dupę, a nie ciągle ślęczeć przy książkach, bo w ostateczności zostanę starą panną z pierdyliardem kotów. Odpuściłam. Blondynka zaciągnęła mnie do fontanny. Podążając w owym kierunku, modliłam się tylko, żeby moja sukienka pozostała na swoim miejscu i nie odsłoniła mi tyłka, do czego ma niestety tendencję, a szczególnie wtedy, kiedy się denerwuję, bo moje nogi zaczynają mi się plątać, tym samym marszczą moją kieckę. Na szczęście nic takiego się nie stało i ku mojemu zdziwieniu, ani nie potknęłam się, a tym bardziej nie przewróciłam, a to dla mnie był nie lada sukces. Podeszłyśmy do wyznaczonego miejsca, gdzie czekali chłopcy. Dwóch z nich już kojarzyłam: Harry, to ten wybawiciel Estie i ten wesolutki blondyn z cukierni, towarzyszył im jednak ktoś jeszcze.
-Pauline to Liam, Liam to Pauline- przedstawił nas sobie szatyn, po czym z zaciekawieniem dobrał się do mojego podręcznika z biologii, który tymczasowo był w posiadaniu zielonookiej.
-Miło mi cię poznać-powiedziałam cicho, po czym spojrzałam na Harrego, który niewątpliwie chciał zadać mi frapujące go pytanie.
-I ty masz zamiar to przeczytać?- zmarszczył czoło, po czym podrapał się po głowie.
-Przeczytać?-zaśmiałam się- chyba chciałeś powiedzieć-wykuć.
-Oj Paulcia- zachichotała Esther-ona tak ma-rzuciła- ja się przyzwyczaiłam, wy pewnie też-poklepała po ramieniu stojącego obok Nialla, a ten wesoło przytaknął.
-To co wybieracie się na jakiś lunch? Pora obiadowa się zbliża, mam rację?-zapytał momentalnie Horan.
-Ja muszę się zmywać, wybaczcie. Obiecałem Zaynowi, że pomogę mu w kawiarni, wiecie... teraz będzie największy ruch, a poza tym.. sami wiecie... jak z Zaynem-powiedział Liam, poprawiając kołnierz granatowej koszuli.
-To ty też znasz Zayna?-zapytałam bez namysłu.
-Tak, to nasz przyjaciel-powiedział szybko, po czym rzucił cicho "na razie" i pobiegł w kierunku kawiarni, mimo to zdążyłam zauważyć, że jego oczy w jednej sekundzie stały się szkliste.
-Powiedziałam coś złego?-zapytałam zdezorientowana patrząc na oddalającego się chłopaka.
-Nie, nie-zaprzeczył momentalnie Harry, po czym przygryzł wargę i szybko zmienił temat.
-To co skoczymy gdzieś?-zapytał.
-Jestem za- uśmiechnęła się Ess, po czym spojrzała na mnie wymuszając odpowiedź.
-Eee, nie przepraszam. Będzie lepiej, jeśli sobie pójdę, serio- odebrałam podręcznik z rąk szatyna i schowałam go, po czym spojrzałam na Esther. Wolałam nawet nie wiedzieć, jak wyklinała mnie w myślach, wiedziałam jednak dokładnie, jak wykład będzie czekał mnie w domu.
-Właśnie sprawdziłem MENU na iphonie-zaśmiał się blondyn- na pewno nie masz ochoty na wielkiego hamburgera? Przysięgam z ręką na sercu na prawdę są wyśmienite, a ja się znam, jak mało kto, prawda?-spojrzał na Hazzę i czekał na poparcie z jego strony. Ten wyrwał się momentalnie z transu-przyglądania się długim nogom Esther- i szybko przytaknął, za pewne nie wiedział nawet czemu.
-Miło z wszej strony, ale na prawdę będzie lepiej jeżeli zostawię was samych- odetchnęłam cicho.- Do zobaczenia!-zawołałam odchodząc. Słyszałam w tle namawiania, żebym wróciła, ale jednak jak to ja, wolałam spędzić ten czas sama.

***

 Przerwę na lunch spędziłam w bibliotece w poszukiwaniu potrzebnych materiałów, na jutrzejsze wykłady. Jednak na kogoś się natknęłam, spojrzałam przez szczelinę pomiędzy książkami i dostrzegłam nikogo innego, jak Zayna. Przecież o tej porze powinien być w pracy, dziwne- pomyślałam. Stał w kącie i przeglądał, jakąś starą kronikę. Przyjrzałam mu się dokładniej. Chłopak z tatuażami, przeglądający takie starocie z takim skupieniem na twarzy, jak gdyby zawarta była tam tajemnica świata, tego nie widuje się codziennie.Po kilku minutach wpatrywania się z zaciekawieniem w chłopaka, wycofałam się wolno. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył i nie pozwie o stalkowanie.

***

   Wykłady ciągnęły się w nieskończoność, a to wcale nie był koniec, czekały mnie jeszcze 3 godziny zajęć praktycznych w laboratorium. Miałam opuścić mury szkoły dopiero o godzinie 20, a następnie czekał mnie długi spacer do domu. O dziwo, zajęcia były dosyć ciekawe, tym bardziej, ze ludzie z roku okazali się całkiem sympatyczni, także wszyscy pomagaliśmy sobie nawzajem, nawet nie sądziłam, ze złapię z kimś kontakt, a tu proszę, taka niespodzianka. Niestety po skończonej lekcji musiałam udać się w kierunku domu-sama, gdyż większość zamieszkiwała campus, także nikt nie szedł w moją stronę. Złożyłam słuchawki zarzuciłam na siebie ciemny sweter, założyłam kaptur, bo na dworze zrobiło się dużo chłodniej i rozmyślając o tym tajemniczym gościu, szłam powoli w kierunku mieszkania. Nagle usłyszałam pisk opon, a po chwili miliony przekleństw i trzask zamykanych drzwi samochodu. 
-Co za idiotka, trzymajcie mnie, bo nie wyrobię-usłyszałam. Zdjęłam kaptur i odwróciłam się. Za mną stał nieco starszy chłopak ode mnie , który prawdopodobnie w danym momencie miał ciśnienie 220/130, a sądząc po minie z niezmierzoną przyjemnością udusiłby mnie na miejscu.
-Przepraszam-powiedziałam przestraszona i zdezorientowana całą sytuacją.
-Przepraszam?-zaśmiał się z ironią- pewnie, teraz przepraszam, fajnie się mówi, co?-oparł się o maskę samochodu- no tak, przecież to ja zawiniłem, jechałem jak wariat całe 30km/h. Mój błąd wybacz.- dodał z ironią.-Taka młoda, głupiutka nieogarnięta panienka wyskoczy ci na jezdnie.. ale ty się nie denerwuj, najwyżej przypłaciłaby życiem, co to takiego.
-Mówisz o mnie?-zapytałam z przerażeniem w głosie.
-Nie, o Gerard'zie Depardieu, cóż za ograniczona istota.
-Przestań się na mnie wyżywać, ok?-dodałam z pretensjami- nic nie zrobiłam.-rozejrzałam się jednak dookoła i zdałam sobie sprawę, że gość miał prawo być wściekły, chociaż 'wściekły' to zbyt małe określenie. Okazało się, że zeszłam z chodnika i kilka metrów wędrowałam sobie w najlepsze, po samiutkim środku jezdni. Matko, ze mną jest serio coś nie tak, skoro odwalam takie coś- pomyślałam i zaczęłam przepraszać owego kierowcę.
-Na prawdę miałam ciężki dzień, dopiero wracam z zajęć, cały dzień na nogach, zmęczenie wzięło górę.-zaczęłam się tłumaczyć, jednakże do chłopaka nic nie docierało. 
-Daruj sobie. Ok? Mam nadzieję, że już nigdy w życiu nie będę musiał oglądać twojej gęby, smarkulo- dodał w złości.
-Świetnie i nawzajem. Takiego pajaca jak ty to nigdy nie spotkałam, wiesz? -chłopak spojrzał na mnie z niechęcią, po czym odebrał telefon dzwoniący od kilkunastu sekund.
-Co jest Zayn?-zapytał. Zayn? Dlaczego te imię musi ciągle mnie prześladować, fatum?- Tak z tej strony Louis, masz wątpliwości? Dlaczego?(...) Ja zdenerwowany? Jakaś smarkula, wyskoczyła mi na drogę,  nieważne. Mów o co chodzi.(...). Kiedy zauważył, że staram się oddalić, momentalnie rozłączył się i ponownie zaczął mnie wyzywać.
-Człowieku, lecz się! To nie jest normalne, ok? Ile razy mam cię przepraszać? Zresztą...
-Idź w cholerę- machnął ręką i wsiadł do samochodu.
   Kilka minut po 21 byłam już na naszej ulicy, powolnym krokiem kierowałam się w stronę domu. Coraz bliżej podchodząc do budynku słyszałam coraz to głośniejszą muzykę. Nadal byłam zirytowana całą tą sytuacją z panem Wielkie Ego, także dzisiejszego nocy nic nie mogło wyprowadzić mnie z równowagi. Weszłam do domu tylnymi drzwiami i co zastałam? ...

 *~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*


Dziękuję.
Pozdrawiam, Pola xx. 

   
    


10 maja, 2013

Rozdział 5.

Witajcie kochani ;*!!Tu Nesti ;) Wiem, że teraz powinna być kolej Poli na dodanie rozdziału, ale miałam w tym tygodniu trzy dni wolnego ( Matury ;p ) i tak mi się nudziło, że postanowiłam napisać kolejny rozdział mimo tego, że powinna to zrobić Pola. Życzę miłego czytania i jeszcze raz zachęcam do obejrzenia zwiastunu naszego opowiadania ;) 



Jak to mówią nowy dzień przynosi nowe początki. Wczorajszy dzień był na pewno totalna tragedią, więc mam głęboką nadzieję, że ten będzie inny. Wstałam, umyłam się, zjadłam śniadanie, otworzyłam swoją szafę z ubraniami i wyjęłam z niej krótką spódniczkę oraz ciemną bluzkę,
przebrałam się i o dziwo byłam gotowa już godzinę przez zajęciami. Wyszłam na dwór i czekałam na Pauline, po chwili dziewczyna zeszła do mnie i razem weszłyśmy do jej samochodu. Paucia jako jedyna z naszej dwójki miała prawko. Weszłyśmy do ładnego dużego białego samochodu i pojechałyśmy w stronę uczelni. Gdy byłyśmy już na miejscu dałyśmy sobie buziaka na pożegnanie i ruszyłyśmy w swoim kierunku.  Ja i Paulcia studiowałyśmy dwa różne kierunki dlatego miałyśmy zajęcia na dwóch zupełnie innych końcach college'u. Kiedy doszłam pod salę, w której miał odbyć się wykład popatrzyłam na zegarek i zauważyłam, że mam jeszcze 20 min do jego rozpoczęcia miałam sporo czasu więc wyjęłam telefon i odpaliłam Twittera, stałam tak czytając wpisy innych. Gdy nagle naprzeciwko mnie stanął bardzo przystojny chłopak i zaczął mi się przyglądać. Na samym początku to olałam, ale po pewnym czasie zaczęło mnie to irytować, mimo wszystko się do niego nie odezwałam. Nie czekałam jednak długo bo on odezwał się pierwszy.
 
- Przepraszam, czy ty studiujesz aktorstwo?
- Tak, a co?
Odpowiedziałam zdziwiona.
- Przepraszam najmocniej, że tak się Ciebie o to pytam, ale nie widziałem Ciebie tu wcześniej, a też studiuję ten sam kierunek.
- Noooo wiesz do długa historia. Ale skracając ją to miałam bardzoooooo wesołe rozpoczęcie roku akademickiego.
- Matko, ale ja jestem niewychowany! Nawet się nie przedstawiłem!! Jestem Liam.
Chłokak wyciągnął swoją rękę w moją stronę i się uśmiechną.
- Bardzo mi miło, ja jestem Esther.
Mówiąc to uścisnęłam jego dłoń.
- Działo się coś ciekawego wczoraj jak mnie nie było?
- Nic, Tylko Pan Smith opowiadał jak będą mniej więcej wyglądały nasze wykłady i zaliczenia, mówił też że studenci naszego kierunku będą mieli szanse być statystami przy kręceniu różnych filmów. A najlepsi nawet może w nich zagrają.
- Serio? To brzmi świetnie!
Powiedziałam uradowana.
- No mi też to się strasznie podoba!
Nagle drzwi do sali przed, którą staliśmy razem z chłopakiem się otworzyły. To był chyba znak, że można już zajmować swoje miejsca. Weszłam do sali, ale totalnie nie wiedziałam gdzie mam usiąść! Reszta studentów pozajmowała pewnie te same miejsca co wczoraj, a ja stałam tam jak kołek. Liam musiał to zauważyć bo wziął mnie za rękę, przybliżył swoją twarz do mojej i powiedział mi na ucho "Chodź ze mną coś dla Ciebię znajdę". Zrobiłam to o co mnie poprosił chłopak, Szliśmy razem przez sale trzymając się za ręce. Wiem, że musiało to dziwnie wyglądać, ale ta sala była tak ogromna, że nawet człowiek z GPS-em nie znalazłby tu drogi. Gdy już dotarliśmy na miejsce usiadłam na siedzeniu koło Liama. Uśmiechnęłam się do niego na znak, że mu dziękuję. Drzwi do sali zostały zamknięte, a Pan Smith wszedł na salę i zaczął mówić.

- Witam was moi kochani studenci!! Mam dla was już pierwsze wyzwanie!! Każdy z was dostanie scenariusz krótkiego epizodu, którego to będzie musiał się nauczyć a później go zagrać. Oczywiście będzie to brane jako zwykłe zaliczenie, ale proszę się nie bać!! Będziecie mieli na to ponad dwa miesiące czasu.

Uśmiechnięty mężczyzna puścił po sali kopie scenariuszu i zaczął kontynuować swój monolog.
- Każdy z was będzie musiał dobrać się w pary, bo scenki są dwu, trzy i czteroosobowe, ale dla was to chyba nie jest żaden problem prawda? Dobrze kochani a teraz przechodzimy do wykładu.

Mężczyzna prezentował się dalej, ale ja go totalnie nie słuchałam bo byłam za bardzo skupiona na czytaniu swojego scenariusza. Trafiła mi się jakaś miłosna scenka."bułka z masłem" pomyślałam sobie. Przecież takie coś gra się najłatwiej. No, ale mam jeden problem, muszę sobie znaleźć "kochanka". Dobra, przecież mam na to dwa miesiące czasu, coś się wykombinuje. Wykład był bardzo fajny. Pan Smith miał wspaniałe podejście do młodzieży plus widać było, że aktorstwo jest jego pasją, co sprawiało, że każdy był wpatrzony w niego jak w obrazek. Nawet nie zauważyłam kiedy wykład się skończył i była przerwa. Miałam wielką ochotę przejść się po college'u, ale przecież jak go totalnie nie znam!! Z opresji uratował mnie Liam, już drugi raz dzisiaj!

- Ester a nie miałabyś nic przeciwko jeśli pokazałbym Ci college? Bo podejrzewam, że jeszcze nie miałaś czasu go obejrzeć.
- Z wielką przyjemnością!
Powiedziałam szybko uśmiechając się do chłopaka.
Chodziliśmy po różnych zakątkach, Liam był wspaniałym przewodnikiem, pokazywał mi przeróżne miejsca college'u. Nawet te, o których pewnie nawet sami wykładowcy nie mieli zielonego pojęcia. I najważniejsze KAWIARNIA!! Gdy tylko ją zobaczyłam to bez dłuższego namysłu pociągnęłam Liama za rękę w jej kierunku. Kupiliśmy sobie dwie duże kawy i ruszyliśmy w dalsze zwiedzanie. Nasza podróż zakończyła się na przepięknym ogrodzie. Musze przyznać iż  mimo tego, że jest to mój pierwszy dzień w tym college'u to już zdążyłam pokochać ten ogród! Był taki piękny i miał taki swój wyjątkowy klimacik, staliśmy tak i śmialiśmy się kiedy nagle usłyszałam znany mi głosy.
- Hej Stary!
Tak jak podejrzewałam był to ten blondyn, którego Harry poprosił wczoraj o zwolnienie mnie z zajęć.
- Hej Niall!
Odpowiedział szybkouradowany Liam. Blondyn przybił mu piątkę a następnie poparzył na mnie i z uśmiechem na ustach powiedział .
- A my to się już chyba znamy, co?!
- Tak.
Odpowiedziałam mu z uśmiechem.
- Już lepiej? Czy w głowie nadal szumi?
- Nie, już jest dobrze.
- To się cieszę. A gdzie jest ta twoja koleżanka, z którą się minąłem wczoraj w szpitalu?
Już chciałam Niallowi odpowiedzieć kiedy jakaś osoba stojąca za mną krzyknęła
-Cześć Niall I Liam !! Uuu z jaką wy tu ładną dziewczyną gadaci...." nie dokończył bo się nagle odwróciłam w jego stronę. Harry speszył się a ja popatrzyłam na Liama. Chłopak odebrał to chyba jako znak, że ja z Harrym się nie znamy bo zaczął nas sobie przestawiać.
- Harry pozwól, że przedstawię Ci Esther. Razem z Esther chodzimy razem na wydział aktorski.
Po krótkiej chwili ciszy ja i Loczek wybuchliśmy śmiechem, biedny Liam nie wiedział o co chodzi. Wzięłam łyk mojej latte i spytałam się Harrego
- Skąd się znacie z Liamem?
- Jesteśmy przyjaciółmi.
- Człowieku, ty się chyba przyjaźnisz z połową tego college'u!!
- No, tak mniej więcej
Powiedział uśmiechnięty chłopak. W tym momencie zauważyłam spacerującą nieopodal nas Paulcie. Bez dłuższego namysłu postanowiłam ją zawołać i poprosić by do nas dołączyła.



Pozdrawiam i z góry przepraszam za błędy, oczywiście czekam na wasze komentarze ;)
 Buziaczki, Nesti Xx

05 maja, 2013

Rozdział 4.

Witajcie kochani ;*!! Z tej strony Nesti ;) Jak wam minął długi Weekend majowy ;) ?? Mi osobiście świetnie ;D !! Byłam przez cały weekend w Wiedniu ;) Zwiedziłam miasto, wszystkie pałace księżniczki Sisi, wariowałam w Wiedeńskim wesołym miasteczku, porobiłam mega duże zakupy i oczywiście obżarłam się słodyczami XD ( Zaczynam się pomału martwić czy mój tyłek po tym całym obżarstwie zmieści się jeszcze w moje spodnie ;p ) Kiedy ja szalałam w Austrii to Pola zrobiła filmik pokazujący w mega skróconej wersji historię naszego opowiadania ;) Jeśli chcecie zobaczyć co wydarzy się w naszym opowiadaniu, ( ale też niekoniecznie ;p) w najbliższej przyszłości to zapraszam do obejrzenia go ;)



- Jeszcze 1 km prosto, potem w lewo i już będzie widać mój dom.
- Z głową już lepiej?
Spytał Harry patrząc jednocześnie na jezdnię.
- Troszkę boli, ale przestanie, musi nie ma wyjścia!
Harry oderwał na chwilę swój skupiony na jezdni wzrok, spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
- Bardzo fajną masz koleżankę.
- I jaką ładną!
Powiedziałam to z uśmiechem spoglądając jednocześnie na twarz Harrego.
- I wiesz jest wolna! a na dodatek mam jej numer komórki więc jeśli ładnie poprosisz to nawet mogę ci go dać.
Harry wybuchnął lekkim śmiechem.
- Ty tak zawsze szukasz drugich połówek dla swoich znajomych czy tak z zawodu jesteś swatką?
- Bardziej z  powołania ;p Wiesz ktoś w końcu musi, bo ta laska jest taka nieśmiała, że jak nie kopnie się ją w tyłek to się dziewczyna nie ruszy.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez chwile bo nagle za rogu wyłonił się mój dom.
- Aaa to tu! Jesteśmy na miejscu!!
- O to niedaleko was mieszka mój przyjaciel Zayn.
- Nie znam gościa, ale wiesz mieszkam tu od wczoraj więc jeszcze nie zdążyła poznać nikogo.
Harry wyszedł z samochodu, okrążył go szybko i otworzył mi drzwi. Następnie pomógł mi z niego wysiąść i dojść do drzwi, gdy już przy nich staliśmy ja odwróciłam się w jego stronę i mu podziękowałam.
- Harry naprawdę dziękuję Ci za wszystko! No może nie tak zupełnie za wszystko.
Dodałam głaszcząc się po głowie.
- Nie ma za co! Cała przyjemność po mojej stronie.
Powiedział z uśmiechem na ustach, patrzyliśmy na siebie przez chwilę gdy nagle Harry wziął moją dłoń w swoje ręce, uniósł ją i pocałował. Mnie lekko zamurowało, można powiedzieć, że w XXI wieku rzadko kiedy spotyka się mężczyznę, który jeszcze całuje kobietę w rękę, ale nie zaprzeczę było to bardzo miłe.
- A ty zawsze jest taki szarmancki?
- A tak z powołania. Wiesz ktoś w końcu musi.
Powiedział te zdanie naśladując mnie, mimowolnie się zaśmiałam gdyż wyszło mu to po prostu genialnie! Nagle usłyszeliśmy głos dzwonka, Harry wyjął telefon z kieszeni i odczytał wiadomość.
- Wybacz Esther, ale muszę już iść Niall mnie potrzebuje!
- Spoko, pewnie leć!
Powiedziałam z uśmiechem na ustach. 
- Ale obiecuję, że następnym razem kiedy się spotkamy to dłużej porozmawiamy!
Dodał szybko Harry a następnie mnie przytulił na pożegnanie i poszedł w stronę swojego samochodu. Ja odprowadziłam go wzrokiem a następnie zaczęłam szukać kluczy w torebce, ale jak to zawsze bywa w damskich torebkach. Miałam tam kosmetyczkę, zeszyty, książki, zapasowe kluczyki od samochodu Paulci, apteczkę, kilogram cukru, owoce a tych przeklętych kluczy do domu BRAK!! Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Pauline, ale ona JAK ZWYKLE nie odbierała telefonu!! Matko, czy ja dożyję takiego dnia, w którym ta dziewczyna odbierze ten zasrany telefon!? Po co ona w ogóle go ma?? Chyba tylko po to by siedzieć a nim na necie kiedy laptop jej się zepsuje. Dzwoniłam do niej chyba 15 razy, ale dalej nic..cisza. Zrezygnowana usiadłam na ziemi, "GENIALNIE!!" pomyślałam. Pierwszy dzień dorosłego życia a ja już spóźniłam się na zajęcia, oberwałam w łeb i nie mogę wejść do mojego domu. Po prostu SUPER !! Siedziałam tak gdy nagle przejechałam ręką po spodniach i poczułam, że coś mam w kieszonce od spodni. Szybko włożyłam tam rękę i wyjęłam z niej klucze. JA SIĘ PYTAM ile moja mama musiała się śniegu najeść, że urodziła takiego bałwana jak ja, co!? Szybko weszła do domu, bo nie marzyłam teraz o niczym innym jak tylko o łóżku! Miałam ochotę położyć się i przespać cały tydzień. Weszłam do kuchni, wzięłam jabłko do ręki bo jak zwykle cały dzień nic nie jadłam. Gdy go już zjadłam i miałam ochotę iść spać usłyszałam dzwonek do drzwi. Lekko zdziwiłam się gdy w drzwiach ujrzałam policjanta.
- Dzień dobry czy to w tym domu mieszka Pani Pauline?
- Tak, a co się stało?
- Zgłoszono kradzież portfela.
- Tak, przyjaciółka coś wspominała mi o tym.
- Udało nam się go odzyskać.
- To świetnie! Ale jej w domu nie ma.
- Nic nie szkodzi Pani jest współlokatorką więc możemy go pani wręczyć.
- O dziękuję Panu bardzo!
Powiedziałam z uśmiechem na ustach. Policjant odwzajemnił uśmiech, dał mi jakiś świstek do podpisania, pożegnał się ze mną i ruszył w stronę radiowozu. Ja zamknęłam drzwi i otworzyłam szybko portfel w celu sprawdzenia czy nic nie zginęło. Z tego co zauważyłam to karta do bankomatu była, dowód i prawko też jedyne co zginęło to 20 funtów w papierku. Bałam się, że będzie o wiele gorzej. Odłożyłam portfel na stół w salonie i już chciałam się położyć na kanapie, gdy do domu wbiegła Paulcia
- Esti co się stało!!
Zapytała przerażona
- Do baaaaaardzo długa historia.
Odpowiedziałam jej po czym położyłam się jak długa na kanapie.



 
Z góry przepraszam za wszystkie błędy, ale ten rozdział pisałam szybko po przyjeździe z Wiednia. Pozdrawiam i oczywiście czekam na wasze komentarze ;)
 Buziaczki, Nesti xx

03 maja, 2013

Rozdział 3.





         -Esti! No nareszcie, myślałam, że przepadłaś na dobre!- dobiegłam do przyjaciółki, odetchnęłam ze zmęczenia i oparłam się o ścianę, rzucając z impetem swoją torbę na podłogę, nie zważając na to, że wysypało się z niej parę drobiazgów. - nie uwierzysz: wyszłam z domu przed tobą, bo musiałam zatankować samochód, swoją drogą dziwię się, że się ze mną nie zabrałaś, byłabyś szybciej-odbiegłam od tematu-ale to w sumie nawet i lepiej, bo.. - zrobiłam przerwę na odetchnięcie, po czym niestarannie rozwinęłam wypowiedź- tankuję samochód, tankuję sobie, tankuję, a wiesz jak ja tankuję, jak ostatnia ofiara losu, drzwi samochodu z każdej strony pootwierane, torebka na siedzeniu, a ja skupiona leję paliwo do baku, żeby nie podpaść nikomu, że kolejna 'wyedukowana' blondynka próbuje swoich sił z tak skomplikowaną maszyną. I wyobraź sobie, że jakiś cwaniak skorzystał z mojej głupoty i gwizdnął mi portfel, rozumiesz? Nie mam ani dokumentów, ani kasy, wyobraź sobie, jak musiałam się tłumaczyć płacąc za paliwo 'na piękne oczy'-zrobiłam przerwę na kolejne dwa głębokie oddechy.
-Ważne, że tobie nic się nie stało. Tylko te nieszczęsne dokumenty...- włączyła się Esther.
-Złożyłam zeznania na policji i przyjechałam tutaj, wyobraź sobie, że wszędzie cię szukałam, byłam nawet w campusie, nie wiem co mi strzeliło do głowy, żeby cię tam szukać, ale nikt nie wiedział gdzie jesteś.-dokończyłam, po czym spojrzałam zdezorientowana, na chłopka stojącego przez cały ten czas obok blondynki.-Chyba przeszkodziłam.-zawstydzona nieco wycofałam się.
-Nie, nie, długa historia opowiem ci w domu-uśmiechnęła się Esti- uh, przepraszam Pauline Harry, Harry Pauline- przedstawiła nas sobie.
-Nie macie teraz zajęć? Mnie już nie wpuścili, podpadłam na wstępie- dodałam zwątpiona, po czym zaczęłam zbierać długopisy i kilka pierścionków, które niefortunnie wypadły z torebki.
-Nie, to znaczy, ja zaraz udaję się na wykłady-odparł Harry- ale koleżanka wraca do domu, wskakuje do łóżka i odpoczywa- uśmiechnął się słodko w stronę zielonookiej.
-Jak to?-zapytałam szybko.
-Niefortunny upadek, nieważne-zbagatelizowała Ess.
-Jeszcze raz najmocniej cię przepraszam-powiedział niskim głosem chłopak, chwytając Esther za ramię.
-Mówiłam ci, starczy tych przeprosin- uśmiechnęła się, po czym dała mi do zrozumienia, że nic strasznego się nie stało.
Nie minęło parę minut, a u boku młodzieńca pojawił się uśmiechnięty od ucha do ucha blondyn.
-Cześć stary, dobrze, że jesteś.- poklepał go po ramieniu- to jest właśnie Niall, Niall Pauline i Esther, którą poturbowałem. Blondyn zasalutował nam i zwrócił się do Hazzy.
-Niall będzie potrzebował twojej karty studenckiej, żeby cię zwolnić- powiedział melodyjnym głosem, a dziewczyna wykonała jego polecenie.
-Stary, jak będziesz ją zwalniał, to napomnij coś o mnie, żeby mi godziny nie przepadły- zawołał do niego, kiedy ten już w podskokach udawał się do dziekanatu.
-Pewnie, dla ciebie wszystko-odwrócił się w naszą stronę i wysłał mu kilka buziaczków.
Harry zaczerwienił się.
-I jak tu wychodzić z takim czubkiem do ludzi- zaśmiał się, wziął Ess pod rękę i jak przypuszczam udali się w stronę parkingu.
Niestety moje próby przekonania wykładowcy, żeby jednak pozwolił mi wejść na salę na nic się nie zdały. Musiałam się z tym pogodzić, że po takiej wpadce jestem już na straconej pozycji. Mam nadzieję, że jutro nic nie stanie mi na przeszkodzie i zjawię się tutaj na czas.
Nie ma co, fajnie zaczęłam- pomyślałam i skierowałam się w stronę wyjścia. Niestety szkoła była tak olbrzymia, że musiałam skorzystać z okazji, jak to mam w zwyczaju i w przecudownym stylu się zgubić. No, bo przecież byłby to szczyt szczytów, gdybym wyszła z budynku, jak normalny człowiek. Wyciągnęłam broszurę z mapką campusu, zamiast college'u i błądziłam podwójnie długo. Tyle nieznajomych twarzy, tak olbrzymi budynek, a ja taka bezradna. Esti to ma szczęście, od razu nawiązała znajomość, przez przypadek-tak to fakt, ale ja pewnie nie dopuściłabym do większej wymiany zdań niż: nic się nie stało, poradzę sobie, do wiedzenia..  nie potrafię nawet zapytać o drogę, bo za pewne zaczęłabym się jąkać. Fakt faktem do odważnych to ja nie należałam, a tym bardziej do otwartych ludzi, zawsze jako ostatnia odzywałam się w towarzystwie, a moje rozmowy z nowo poznanymi osobami wyglądają mniej więcej tak, jakby ktoś ucinał mnie w połowach wyrazów. Wolałam nawet nie próbować.

***

     Około 14 wyszłam ze szkoły- jakimś cudem, niebiosa nade mną się zlitowały-pomyślałam i udałam się w stronę cukierni, która była oddalona od całego kompleksu o mniej więcej 20-30m. Pewnie był to jeden z punktów, który uczeń realizuje w ciągu dnia- przecież w filmach zawsze tak jest, no nie? Lata tradycji, to pewnie tam wszyscy przesiadują po wykładach i wszelkich zajęciach praktycznych-rozmyślałam. Otworzyłam szklane drzwi, miałam rację ludzi co niemiara, każdy uczył się w gronie swoich znajomych, podręczniki tu i tam, brawowało tylko wspólnego ksera. Udałam się do kasy, by złożyć zamówienie. Przyglądałam się tym wszystkim misternie udekorowanym wypiekom, tak pysznie wyglądającym deserom i lodom. W końcu przeniosłam swój wzrok, by złożyć zamówienie i kogo spotykam? Tak, właśnie mojego sąsiada od brownie. Nie dałam po sobie poznać, jak bardzo ucieszyłam się na widok znajomej mi osoby, bo wyglądałoby to co najmniej dziwnie, lecz skierowałam wzrok na plakietkę widniejącą na jego jakże uroczym różowo-białym, estetycznym wdzianku. „ZAYN”-przeczytałam pod nosem.
-Przepraszam? Ekhemm! Przepraszam? Mogę przyjąć zamówienie?-zapytał z lekkim zdenerwowaniem w głosie.
-Przepraszam. Tak, poproszę sernik wiedeński i kawę.-wymruczałam pod nosem.
-Duża, mała, czarna, biała, parzona, rozpuszczalna...-zaczął wymieniać, jakby w transie. Zagubiona odpowiedziałam, że jednak poproszę herbatę z cytryną, gdyż przypuszczałam, że nad nią nie będzie się tak rozwodził.
-Dobrze, przyniosę do stolika.-powiedział od niechcenia, z irytacją w głosie.
No tak-pomyślałam-nie można powiedzieć, że jest do tej pracy stworzony, ale fakt faktem fartuszek dodaje mu uroku-zaśmiałam się po nosem i wybrałam stolik. Rozłożyłam sobie na nim mapkę college'u i odcinek po odcinku studiowałam każdy zakamarek, by jutro jako tako odnaleźć się, a przynajmniej potrafić wydostać się z budynku.
-Proszę.-odpowiedział surowo, podając mi zamówiony deser.
-Przepraszam, za swoją obecność- odburknęłam w podobnym tonie i wróciłam do swojego planu.
-Gdybyś była na moim miejscu nie byłoby ci tak wesoło- odwrócił się na pięcie i podążył w kierunku stoiska.
-Podziękuj mamie za brownie.- zawołałam. Ten wzruszył ramionami, ale widać było zaciekawienie w jego oczach i lekkie niedowierzanie.
Ciasto było pyszne. Kończyłam właśnie dopijać moja herbatę, kiedy do lokalu wszedł wesoło, wcześniej poznany Niall. Od razu w kawiarni zrobiło się głośno, blondyn przybijał z wszystkimi piątki, witał się, po czym energicznie podskoczył do kasy, tam zamienił kilka zdań z Zayn;em i nie uwierzycie, na twarzy bruneta pojawił się szczery uśmiech.
-To co zawsze!-rzucił z szerokim uśmiechem i usiadł z pewną grupką ludzi. Najwyraźniej jest tu stałym bywalcem, skoro wzbudził swoim przyjściem tak wielki entuzjazm. Bad boy, bo takie sprawiał wrażenie, rozpromienił się, zaczął żartować i wygłupiać się. Widocznie ten niepozorny blondyn potrafi zdziałać cuda.
     Zapłaciłam i niepostrzeżenie wyszłam z cukierni. Wsiadałam właśnie do samochodu, kiedy to odczytałam na komórce, że mam 17 nieodebranych połączeń od Esther.


*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*

Rozdział pozostawia wiele do życzenia, no ale cóż.
Serdecznie dziękuję :)
Pozdrawiam.
Pola xx