Minęło już kilka tygodni odkąd przeprowadziłyśmy się do Londynu. Po upływie tego czasu, wreszcie poczułyśmy się w pełni członkiniami społeczności szkolnej i z dnia na dzień coraz to bardziej przywiązywałyśmy się do tego miejsca. Nawiązałyśmy nowe znajomości- tak nie kłamię, tyczy się to również mojej skromnej osoby. Nauki było dosyć sporo, ale umiałyśmy pogodzić obowiązki z życiem towarzyskim i rozrywką- ten punkt ma na uwadze wyłącznie moją nieziemską przyjaciółkę, ja- jak doskonale wiecie, JESTEM ZEREM TOWARZYSKIM.
Od incydentu, który miał miejsce
tamtej pamiętnej nocy, wiele się zmieniło. Znajomość z
chłopakami się skończyła, wszystko ucichło (w zasadzie to nie do końca, widywałyśmy się od czasu do czasu z Liam'em, który jako jedyny próbował nie wdrażać się, w to co stało się 'wtedy' i zaprzyjaźnił się z nami). Zayn tamtej nocy,
jak i następnego dnia musiał zostać na obserwacji w szpitalu, gdyż
lekarze podejrzewali wstrząs mózgu-na szczęście były to tylko
podejrzenia. Liam został wtedy z nim, siedział tam całą noc tak,
że nawet pielęgniarki będące na nocnym dyżurze były zaskoczone
poświęceniem Payne'a. Na szczęście brunet wykaraskał się,
niedawno właśnie zdjęli mu gips z prawej ręki, z tego co
zaobserwowałam. Harry i Niall jeszcze długo rozmawiali z nami
tamtego wieczoru, było coś po 4, kiedy wrócili do siebie, a Lou? A
Lou opuścił nasze mieszkanie, w podobnym tempie, jak rozprawił się
z agresorami.
Od tego własnie czasu, nie
utrzymujemy kontaktu, fakt, przelotne „cześć-cześć”, czy „co
tam?” padają, ale wszystko wydaję się takie sztuczne i
wymuszone...
***
Jesienne promienie słońca wpadały
do pokoju. Obudziłam się 8:00, a już o 9:30 musiałam stawić się
na zajęciach. Z pokoju słyszałam wesoło nucącą Esther, za pewne
szykowała sobie w kuchni naleśniki z nutellą, jak to ma w zwyczaju
robić w czwartki. Musiałam nieco przyspieszyć swe działania, by
po raz kolejny nie podpaść, o zgrozo, najsurowszemu z najsurowszych wykładowców na uczelni. Wykonałam poranną toaletę, ubrałam się
nieco cieplej niż zwykle, gdyż na zewnątrz z dnia na dzień
temperatura coraz to bardziej malała, a także londyński deszcz nie
omieszkał nas zaszczycić. Zeszłam na dół. Esti krzątała się
po kuchni i co chwilę sięgając po nowy produkt, tudzież naczynie
wykonywała piruety.
-Mam nadzieję, że dla mnie też coś
zostanie- powiedziałam z szerokim uśmiechem, sięgając po szklankę,
by nalać sobie soku pomarańczowego.
-Zapomnij leniu śmierdzący- odrzekła
blondynka z impetem rzucając kolejnego naleśnika z patelni prosto
na stertę, już kilku gotowych.
-Też cię kocham- rzuciłam wesoło,
po czym porwałam jednego i z satysfakcją rozsmarowałam na nim
pokaźną porcję nutellii.
-Zołza- dodała zielonooka, po czym w
spektakularny sposób podrzuciła naleśnika.
-Ee szczera jesteś wiesz?-powiedziałam
w charakterystyczny sposób, naśladując pewną kabaretową
postać.-Jedziesz ze mną? Bo ja za moment wychodzę, muszę tylko
zabrać potrzebne materiały z góry i zmykam.
-Przejdę się, zajęcia mam dopiero po
południu.-odrzekła, po czym wróciła do swoich zajęć.
Z prędkością światła zjadłam
śniadanie, pobiegłam po stertę teczek, znajdujących się w mojej
sypialni i ruszyłam w stronę college'u. Na szczęście żadnych
korków nie było, także byłam na miejscu o stosownej godzinie.
Wykład miał miejsce w największej szkolnej auli, gdyż brała w
nim udział także grupa będąca na medycynie. Zajęcia były na
prawdę ciekawe, zważając na fakt iż wykładowca nie tyle
imponował swoim intelektem, o ile przypodobał się w szczególności
damskiej części studentów i bądź co bądź między innymi dzięki
temu czynnikowi wykład minął mi bardzo szybko. Poznałam tam też
bardzo fajną dziewczynę. Clara, bo tak właśnie miała na imię,
miała bardzo ciekawe spostrzeżenia ta temat aparycji prowadzącego
zajęcia, także nie omieszkałyśmy się nimi powymieniać.
-Mam nadzieję, że mnie nie opuścisz
i wybierzemy się razem na mecz. Nasi grają, trzeba dodać im
otuchy- zaproponowała Clara, kiedy wychodziłyśmy z auli.
-Ja i sport?- dodałam z ironią, fakt
faktem lubiłam czasem zasiąść przed TV i zobaczyć jakiś mecz,
choć w rzeczywistości ze sportem ode mnie daleko. Każdy kontakt z
piłką w moim wykonaniu kończył się wręcz tragicznie.
-A czemu by nie? Rozerwiesz się
trochę. Chyba nie masz w tym czasie, żadnych zajęć, co?
-Nie, dzisiaj już żadnych wykładów
nie mam, ale..- nie dokończyłam, bo zostałam pociągnięta za
rękaw i porwana w stronę wyjścia.
-Nie masz wyboru, koleżanko-
powiedziała z satysfakcją. Na zewnątrz ludzie gromadzili się, po
czym wspólnie podążali, za campus, gdzie znajdował się
stadion.-Czekamy na kogoś, czy idziemy już grzać swoje miejsca?-
zapytała Clara. Rozejrzałam się dookoła, po czym skinęłam
głową, byśmy ruszyły na stadion.
Oczywiście, jak podejrzewałam zewsząd byłam otoczona barwami naszej szkoły. Gra zaczęła się
kilka minut po naszym przyjściu, więc nie czekałyśmy jakoś
szczególnie długo. Nie uwierzycie, kto reprezentował nasz college.
W jedenastce między innymi znalazł się Harry, no tak zapomniałam,
on przecież jest wszędzie... Liam, Niall i Louis, z którym wolałam
nie nawiązywać, żadnego kontaktu wzrokowego, bo jeszcze zszedłby
z boiska, przeskoczyłby barierki i mnie zaatakował. Szczerze? To
nie zdziwiłabym się, gdyby tak zrobił.
Zabrzmiał gwizdek, a co za tym idzie z
każdej możliwej strony rozchodziły się krzyki. Uczniowie byli
wręcz rządni zaciętej walki, czasami nawet sami prowokowali swoim
zachowaniem przeciwników. Niedługo po rozpoczęciu dopatrzyłam się na trybunach Esti, postanowiłam ją zawołać, bo widziałam, że siedzi sama. Dziewczyna przysiadła się do nas i zaczęła narzekać, na to, że przyszły tydzień ma niesamowicie zawalony różnego rodzaju zaliczeniami.
-A tak odbiegając od tematu, nie jesteś przypadkiem w trakcie zajęć?-zapytałam.
-Jestem-odpowiedziała z satysfakcją śledząc rozgrywki. Spojrzałam na nią podejrzliwie.-No dobra uciekłam, nie zamierzałam słuchać tych wszystkich smętów. Ile można gadać o tym, jak ważna jest postawa ciała podczas wypowiadania swoich kwestii?! No ludzie litości- powiedziała w emocjach- i uciekłam, chyba nie mogłam przegapić, tak ważnego meczu, no nie?
-Jasna sprawa-potwierdziła Clara, a ja pokręciłam przecząco głową.
Po 45 minutach dosiadł się do nas Zayn. Tak, dobrze myślicie TEN Zayn.
-A tak odbiegając od tematu, nie jesteś przypadkiem w trakcie zajęć?-zapytałam.
-Jestem-odpowiedziała z satysfakcją śledząc rozgrywki. Spojrzałam na nią podejrzliwie.-No dobra uciekłam, nie zamierzałam słuchać tych wszystkich smętów. Ile można gadać o tym, jak ważna jest postawa ciała podczas wypowiadania swoich kwestii?! No ludzie litości- powiedziała w emocjach- i uciekłam, chyba nie mogłam przegapić, tak ważnego meczu, no nie?
-Jasna sprawa-potwierdziła Clara, a ja pokręciłam przecząco głową.
Po 45 minutach dosiadł się do nas Zayn. Tak, dobrze myślicie TEN Zayn.
-Cześć, wolne?-zapytał wskazując na
miejsce obok. Kiwnęłyśmy głową.-Zauważyłem, że jesteście z
koleżanką, więc przyniosłem cztery napoje- uśmiechnął się
przyjaźnie, co zdecydowanie nie było w jego stylu. Podał nam wysokie kubki z kolorowymi słomkami i wręczył nam, po czym sam
wypił mały łyk.
-Dziękuję-uśmiechnęła się
dziewczyna- jestem Clara, miło mi-podała dłoń. Zayn odpowiedział
na gest, po czym zaczął rozmowę z nią. Byłam w tak wielkim
szoku, że nawet nie wiem, o czym gadali. Ciągle patrzyłam się na
chłopaka, jego dotychczasowe zachowanie wydawało mi się takie
dziwne, a teraz? Nagła zmiana? Mina Esther też sugerowała, że była wręcz zdumiona entuzjazmem Malika. Wspólnie z nami kibicował drużynie, żartował-co jeszcze przed paroma tygodniami było wręcz nie do pomyślenia, wydawał się być wyluzowany, niczym się nie przejmował, śmiał się, lecz
czasami rozglądał się niepewnie, jak gdyby kogoś szukał.
-Moje ziomki!- dodawał dumnie, kiedy Lou, Li, Niall lub Hazza rozegrali dobrą akcję.-Patrzcie tylko, Niall, jak jakaś młoda łania podskakuje na tym boisku- zaczął się śmiać sam do siebie.
-Moje ziomki!- dodawał dumnie, kiedy Lou, Li, Niall lub Hazza rozegrali dobrą akcję.-Patrzcie tylko, Niall, jak jakaś młoda łania podskakuje na tym boisku- zaczął się śmiać sam do siebie.
Padł pierwszy gol, wszyscy wstali z
miejsc i zaczęli wiwatować. Jak możecie się domyślić owym
strzelcem został nie kto inny, jak sam Harry Styles- kapitan
drużyny. Zayn z szerokim uśmiechem skandował imię przyjaciela, a
ja z wielkim zdumieniem wpatrywałam się w ten niecodzienny widok. Przecież niedawno był skryty, zamknięty,
najchętniej przebywałby na odludziu. Cóż za pozytywne
zaskoczenie.
Harry w euforii zdjął koszulkę. Nie
powiem widok był niczego sobie, a damskie grono nagrodziło to
licznymi okrzykami. Na boisko wbiegły piszczące dziewczyny i otoczyło szatyna, ten cały rozpromieniony, nawet nie myślał, żeby się od nich uwolnić. Widać było, że czuje się w ich towarzystwie wręcz wyśmienicie. Przytulał się z każdą, przyjmował gratulację, a także nie da się ukryć flirtował z nimi.
-Ja pierdzielę!! Jaki z niego Ronaldinio-dodała pod nosem Estie.
Ach ten Harry... Najwyraźniej taka jego natura.
Zayn nagle jakby opadł z sił, schował twarz w dłoniach i nieco skulił się.
-Ja pierdzielę!! Jaki z niego Ronaldinio-dodała pod nosem Estie.
Ach ten Harry... Najwyraźniej taka jego natura.
Zayn nagle jakby opadł z sił, schował twarz w dłoniach i nieco skulił się.
-Jejku Zayn, wszystko w porządku?-
przykucnęłam i złapałam bruneta za kolano.
-Zostaw mnie- powiedział oschle.
-Zayn, co ci jest?-zapytałam cicho,
pomimo prośby chłopca.
Nie odpowiedział, wstał po chwili, zaczął się trząść i mamrotać coś pod nosem. Był jakby w jakimś amoku, ciągle powtarzał do siebie: "Oni się na mnie patrzą, oni wiedzą, co robię... wszędzie...tyle cierpienia".
-Chodź, zaprowadzę cię do
pielęgniarki- pogłaskałam go po ramieniu. Clara też zaniepokoiła
się zachowaniem bruneta. Esther w tym czasie zajęta była najprawdopodobniej wpatrywaniem się w przyjmującego zaloty Harry'ego. Malik zaczął nerwowo przygryzać wargę, robił to tak obsesyjnie, że w pewnym momencie przegryzł ją i polała mu się struga krwi.
-Boże Zayn, wszystko gra?-ocknęła się blondynka.
-Boże Zayn, wszystko gra?-ocknęła się blondynka.
-Odczepcie się ode mnie, wszyscy się
ode mnie odczepcie!- wpadł w złość, rzucił napój na ziemię i
popychając każdego, kto stał mu na drodze, zszedł z trybun.
-Co mu odbiło?-zapytała dosyć
niegrzecznie Clara.
-Nie mam pojęcia- pokręciłam
zdezorientowana głową- na prawdę nie wiem...
Widziałam, że na boisku Niall zaczął negocjować z trenerem, by ten go zmienił, ale najwyraźniej zabronił mu, mimo to blondyn zdjął symbolicznie koszulkę, na znak, że ma gdzieś zakaz trenera i pobiegł ile sił w nogach za Zaynem. Pomimo tego, że nie zadawałam się już z nimi, postanowiłam za nimi pójść. Nie mogłam tak tego zostawić.
-Zaczekaj, idę z tobą-zawołała Ess.
Dziękuję, pozdrawiam
Pola xx
Widziałam, że na boisku Niall zaczął negocjować z trenerem, by ten go zmienił, ale najwyraźniej zabronił mu, mimo to blondyn zdjął symbolicznie koszulkę, na znak, że ma gdzieś zakaz trenera i pobiegł ile sił w nogach za Zaynem. Pomimo tego, że nie zadawałam się już z nimi, postanowiłam za nimi pójść. Nie mogłam tak tego zostawić.
-Zaczekaj, idę z tobą-zawołała Ess.
Dziękuję, pozdrawiam
Pola xx

świetny ! <3
OdpowiedzUsuńwspaniały.!! ;**
OdpowiedzUsuńmoja twitterowa zolniacha <3
~ @angelkaaaa_13
CZADOWE!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńAlee wooooooow, super *_*
OdpowiedzUsuńNiesamowity, *.* czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńWspaniałe! ;D Jak zawsze. ;) Czekam na następny rozdział. <3
OdpowiedzUsuń