28 czerwca, 2013

Rozdział 11.




To, co się działo wtedy z Zaynem było nie do opisania. Nigdy w życiu nie widziałam nikogo w takim stanie. Niall obejmowała ramieniem przyjaciela, kołyszącego się w przód i w tył. Clara stała nad nimi i przejęta wpatrywała się w bruneta, co chwilę zerkając na moją reakcję. W duchu powtarzałam sobie, że zaraz albo Liam, albo Lou, o zgrozo, się tu pojawi i opanuje sytuację.
Przykucnęłam przy chłopakach. 
-Zayn, spokojnie, wszystko będzie dobrze-powiedziałam cicho, Malik coś niegrzecznie odburknął, oczywiście nie miałam mu tego za złe. Niall uniósł głowę i spojrzał na mnie, po czym dyskretnie pokręcił głową, uświadamiając mi, że moje starania i tak pójdą na marne. Chwycił mnie tylko za rękę, wyrażając tym samym, że moje wsparcie, mimo niepowodzeń bardzo się dla nich liczy. W tym samym momencie przybiegł zdyszany Liam. Momentalnie podniosłam się z ziemi, Clara podeszła do mnie i zaczęłyśmy przyglądać im się.
-Jak dobrze, że jesteś-powiedziałam cicho, choć Payne za pewne nawet tego nie usłyszał.
Przykucnął przy Zaynie, tym samym Horan wstał i zostawił ich samych.
-Dziewczyny, na prawdę nie powinnyście tego widzieć- spuścił głowę Niall.
-Co ty wygadujesz?-zaprzeczyłam od razu.
-To, nie wyjdzie wam na dobre.-powiedział cicho.
-Niall proszę cię, co tu jest grane?-dodałam zdezorientowana.
-Kiedyś się dowiecie i będziecie mieć nam to za złe, że was w to wmieszaliśmy-powiedział to w tak tajemniczy sposób, że zrodził się we mnie lekki niepokój słysząc takie słowa. Przeniosłam wzrok na Liama, ten trzymał Zayna za ramiona i spoglądając mu w oczy, powtarzał, spokojnie lecz bardzo przekonująco  „Zayn, już dobrze. Musisz nad tym zapanować. Jesteś silny, pamiętaj o tym.”
Na prawdę nie wiedziałam, o czym rozmawiają. I dlaczego Zayn, ma nad czymś zapanować? Nim się obejrzeliśmy pojawił się przy nas Louis. Przechodząc obok, rzucił w moim kierunku niezbyt miłe spojrzenie, po czym uklęknął przy przyjaciołach.
-Li, jaki etap?-zapytał szybko szatyn.
-Najgorsze minęło, Pauline, Esther, Clara i Niall odwalili kawał dobrej roboty, drgawki przeszły, powoli wraca do siebie, z minuty na minutę jest spokojniejszy. Teraz tylko trochę motywacji i opanujemy sytuację-streścił Liam. Tomlinson uśmiechnął się, po czym zwrócił się do bruneta.
-Strary, bierzemy się w garść. No bracie, wstajemy- pomógł mu się podnieść. Zayn przetarł oczy. Widać było, że stojąca obok Clara odetchnęła z ulgą.
-Zayn, dobrze już? Czy może jednak chcesz gdzieś się położyć-zapytał z troską Payne. Swoją drogą z Liama to takie dobre stworzenie.
-Trochę kręci mi się w głowie, ale dam radę- przybił sobie piątkę z Liamem, Louisem i Niallem- sorry za kłopot, wiecie, że ja..-nie dokończył, bo z premedytacją przerwał mu Niall.
-To co wracamy? Jestem pewien, że trener wypruje nam flaki, a mi potrzebne są moje flaki, przynajmniej do wieczora, miałem zamiar wstąpić jeszcze dzisiaj do kawiarni. Pa-no-wie ruszcie że swoje tyłki!-rozładował napięcie.  I nagle, jak gdyby za użyciem czarodziejskiej różdżki chłopcy zaczęli się wygłupiać, traktowali Malika na równi, widocznie potrafili wyczuć, kiedy mają uważać, co mówią i być nadzwyczaj delikatni w stosunku do niego, jak to miało miejsce przed paroma minutami, a kiedy mogą odpuścić, bo wiedzą, że już jest dobrze. Podążaliśmy w stronę stadionu, Lou zbliżył się do mnie tak, że szliśmy ramię w ramię.
-Pauline, jeśli Zayn mówił wam, jakieś niestosowne rzeczy, nie bierzcie tego do siebie, błagam, on na prawdę tego nie chciał- zwrócił się do mnie, co mnie totalnie zaszokowało i w pierwszej chwili, nie wiedziałam, czy uciekać, czy szykować się do ataku. Dotychczas ten koleś był tak niezrównoważony, że lepiej w jego towarzystwie mieć się na baczności, szczególnie kiedy jest się mną.
-Tak wiem- odpowiedziałam szybko.-ale jego zachowanie, to wszystko...dlacze-przerwała mi Tomlinosn.
-Poszę nie pytaj.-odpowiedział oschle, po czym wrócił do Li. Super-pomyślałam- nikt mi nie chce niczego wytłumaczyć, serio się ze mną nie liczycie? Wtem na horyzoncie dostrzegliśmy Esther i Harrego podążającego w naszym kierunku. Przyśpieszyli kroku, widać było, że odetchnęli widząc Zayna, w takim a nie innym stanie. Harry zlustrował kumpli i przekazał im coś w rodzaju znaku, który tylko oni rozumieją, nie wnikam.
-Ziomki, musimy wracać na murawę, inaczej możemy pożegnać się z mistrzostwami.-powiedział niskim głosem Harold.
-Mogłybyście zaopiekować się przez ten czas Zaynem- powiedział cicho Niall, tak by sam zainteresowany nie usłyszał.
-Pewnie, lećcie. Liczę, że strzelicie jeszcze jakiegoś gola, co?- uśmiechnęłam się. Louis, Liam i Niall pobiegli za kapitanem drużyny, a my zajęliśmy swoje miejsca. Zayn stonował, już nie bawił się tak, jak przedtem, ale też nie zachowywał się w tak dziwny sposób, co mnie niezmiernie cieszyło. Nie mam pojęcia, co doprowadziło go do takiego stanu.
    Mecz zakończył się wynikiem 2:0. Harry dumny przede wszystkim z siebie odebrał puchar, po czym, co było do przewidzenia, nie oszukujmy się, został otoczony wianuszkiem dziewcząt, chcących "zobaczyć nagrodę". "Ochy i achy" końca nie miały i Estie postanowiła przełożyć gratulacje na termin bliżej nieokreślony. Clara udała się do campusu, a ja postanowiłam skserować kilka notatek. Udałam się w tym celu do college'u. 
-Pauline, zaczekaj-zawołał, ktoś biegnący za mną. Odwróciłam się natychmiast. Niall podszedł do mnie i nieśmiało wydukał, czy czasem nie miałabym ochoty skoczyć do kawiarni.
-Wiesz, chcemy świętować wygraną i... Hazza będzie i... Liam i.... Louis i... po prostu- dodawał co chwilę, lekko poddenerwowany blondyn.
-Chyba spasuję, dosyć wrażeń na dziś- powiedziałam i szybko wyciągnęłam notatki z torebki. Niall chwycił mnie za rękę i próbował wydukać coś stosownego. Ja tymczasem padłam w minimalną panikę, bo niby z jakiej racji, osobnik płci męskiej będzie mnie dotykał, więc szybko cofnęłam się o krok. Zapadła krępująca cisza.
-Yyy.-podrapał się nerwowo po głowie, po czym uśmiechnął się przesłodko- wiem, od Esther, że nie przepadasz za imprezami, a chciałbym ci w jakiś sposób podziękować, za wszystko i...
-Nie musisz mi za nic dziękować, na prawdę. Nie jesteś mi nic winny, nie denerwuj się- postanowiłam przerwać rozmowę i przyśpieszyłam kroku. 
-Pauline.. źle mnie zrozumiałaś, zawołał tylko, tymczasem ja byłam już pod arkadami college'u.Chłopak został odesłany z kwitkiem. Widać było, że był przejęty i zależało mu, a ja, Paulina vel. Lodowate Serce, jak zwykle potraktowałam go nie fair. No cóż, widocznie nigdy się nie zmienię.

***

Wróciłam do domu około godziny 20:00. Esther siedziała w salonie z laptopem na kolanach i gadała z rodzicami przez skype'a, postanowiłam jej nie przeszkadzać i udałam się do na piętro, do mojego pokoju. W ślad za przyjaciółka włączyłam laptop i weszłam, jak co dzień na Twittera. Szczerze? To czasem mam wrażenie, że ludzie z sieci są 100 razy bardziej mi bliżsi niż otaczający mnie na co dzień. Smutne lecz prawdziwe. Z przeglądania portalu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Postanowiłam wyręczyć Ess i zeszłam na dół, by otworzyć.
-Dobry wieczór, możemy wejść?-zapytał Harry, a zza ściany wyłonił się niepewnie Niall, usiłując wzrokiem wytłumaczyć mi, że to nie jego sprawka.
-Ale..-nie pozwolili mi dokończyć tylko zamknęli za sobą drzwi i udali się do środka- dziękuję, że ktoś liczy się z moim zdaniem- powiedziałam z ironią i przekręciłam klucz w drzwiach.
-Siema Esther, zwalamy wam się na głowę, mam nadzieję, że nie macie nic przeciwko- powiedział pewnie Styles.
-Owszem mamy- powiedziałam z udawaną złością. 
-Ta, ta- zbagatelizował sprawę Harold. 
-Mamo, muszę kończyć, przyszli koledz.. yyy przyszedł sąsiad po cukier- wyjaśniła lekko poddenerwowana  blondynka.
-Po cukier? Mała cwaniara, kiedyś się doigrasz- zaśmiał się szatyn i położył na stole trzy paczki popcornu, który przytaszczył razem ze sobą, a w ślad za nim Niall ustawił zgrzewkę puszek z colą. 
Esther szybko zamknęła laptop i żądała wyjaśnienia ze strony chłopaków.
-Nie mów, że tak bardzo przeszkadza ci moja obecność- zaczął się z nią droczyć. W tym samym czasie kiedy Hazza toczył zacięty bój na słowa z moją kumpelą Niall podszedł do mnie i próbował wyjaśnić, że to nie był jego pomysł, że wie, że jest już późno, że nie wypada przychodzić, o takiej porze...
-Niall, nie traktuj wszystkiego tak poważnie- zaśmiałam się.
-No proszę i kto to mówi- uśmiechnął się od ucha do ucha.
-A tak poza tym przepraszam, że cię tak olałam dzisiaj.
-W sumie dopiąłem swego, więc nie masz za co przepraszać- wystawił język- Harry pokarz dziewczynom, jakie filmy wypożyczyłeś- zwrócił się do kumpla, zajętego w tym czasie wyplątywaniem swojego zegarka z włosów Esther.
-Auu, ile razy jeszcze sprawisz mi ból?-dodała blondynka.
-Nie raz, uwierz mi, więc miej się na baczności-zaśmiał się Harry. Niall wyjął z torby szatyna kilka płyt i rozłożył je na stole. W ostateczności, postanowiłyśmy wykazać się stanowczością- co prawda stosując szantaż- i wybrałyśmy komedię romantyczną. 
Nie spodziewałam się, że wieczór może zakończyć się w tak przyjemny sposób, zważając na zdarzenia, które towarzyszyły nam podczas meczu. 



Przepraszam za popełnione błędy.
Dziękuję i pozdrawiam, 
Pola xx 

16 czerwca, 2013

Rozdział 10.

Witajcie kochani!! ;* Tu Nesti ;) Z góry chciałam was bardzo przeprosić za to, że dawno nie było nowego rozdziału, ale w tym tygodniu miałam naprawdę codziennie kartkówki i spr ( mogli sobie już to darować -.- ) wiecie koniec roku, trzeba walczyć o oceny końcowe itp. Tylko jeszcze te 2 tygodnie i WAKACJE ;D !! Nie wiem jak wy, ale ja MEGA z tego faktu cieszę, bo ta cała nauka mi już za przeproszeniem dupą wychodzi ;p !! Mimo małej ilości czasu udało mi się napisać kolejny rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba, jak zawszę życzę wam miłego czytania i zapraszam do komentowania. Uwieźcie, że wasze komentarze naprawdę dają nam takiego pozytywnego kopa w dupę i zachęcą do dalszego pisania ;)


Oszołomiona i przestraszona biegłam za dziewczynami, nie miałam zielonego pojęcia co się stało z Zanem!! Przecież jeszcze minutę temu było wszystko ok, siedział z nami na trybunach i kibicował naszej drużynie a po chwili nagle oszalał. Przyspieszyłam bieg ponieważ Zayn zaczął się coraz bardziej od nas oddalać. Nagle w pewnym momencie zauważyłam, że chłopak się zatrzymał i usiadł skulony na trawie, po pewnym czasie razem z Pauliną i Clarą go dogoniłyśmy. Szybko kucnęłyśmy koło niego i próbowałyśmy mu pomóc, ale nic nie pomagało, chłopak wyrywał się i krzyczał żebyśmy dały mu spokój. Dezorientowana patrzyłam na Pauline
- Co mu jest? Spytałam.
- Nie wiem. Odpowiedziała przestraszona.
- Jak to nie wiesz ? kto z naszej dwójki studiuje biologiczne kierunki, co?
- I myślisz, że znam wszystkie przypadki i choroby na pamięć!?
Nasza rozmowę przerwał nadbiegający Niall. Lekko się zdziwiłam gdyż chłopak był bez koszulki. Blondyn szybko usiadł koło Zayna, przytulił go i głaskał po głowie. Ja, Clara i Pauline zdziwionym wzrokiem, patrzyłyśmy na siebie i nie wysiedzimy co robić, z transu wyrwał nas Niall. Kazał Clarze skoczyć po pielęgniarkę. Dziewczyna szybko spełniła polecenie chłopaka, lecz po chwili przybiegła z wiadomością, że pielęgniarki nie ma bo musiała pilnie wyjść.
- No piękne!! Powiedział wkurzony Niall. - Esther mogla byś szybko zadzwonić po Liama? On ma niezwykle kojący wpływ na Zayna i tylko on może nam teraz pomóc.
Szybko pokiwałam głową i zaczęłam szukać w torebce mojego telefonu. Nie dziwie się, ze Liam miał niesamowity wpływ na Zayna, ten chłopak jest po prostu niezwykły. Po tej całej ostatniej "imprezie" nasz kontakt z Niallem, Harrym i Zaynem totalnie zanikł jedyne słowa jakie między sobą wymienialiśmy jak się przypadkowo na siebie natknęliśmy na korytarzu czy w ogrodzie to było zwykłe "cześć! Co tam u Ciebie" itp. Jednak z Liamem było inaczej przez te kilka tygodni bardzo się do siebie zbliżyliśmy, był naprawdę świetnymi przyjacielem, z nim mogłam porozmawiać dosłownie o wszystkim. Z moich przemyśleń na temat Liama wytracił mnie moment, w którym ręką chwyciłam swój telefon, szybko wyszukałam w nim numer mojego przyjaciela i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Jednak sygnał się powtarzał i nadal trwała cisza. Li nie odbierał
- Nie odbiera? Zapytał przestraszony Niall
 Czekałam ciągle, ale sygnał oczekiwania nieustannie się powtarzał.
- KURDE!! Krzyknęłam wkurzona - Przecież ciągle trwa mecz więc a Liam bierze w nim udział. Bezradnie włożyłam komórkę do mojej torby.
Blondyn zaczął nad czymś intensywnie myśleć jednocześnie tuląc ciągle krzyczącego Zayna.
- Jest jeszcze jedna możliwość, ale ona jest już ostatnią. Dodał szybko.
- Jaka mów! Powiedziała zdenerwowana i bezradna Pauline.
- Louis
- CO!? Krzyknęłam zdziwiona.
 Przecież ten chłopak jest psychiczny! Pomyślałam w głowie. Nie dość, że o mało nie przejechał Pauline to jeszcze darł się na nią, że to wszystko jej wina. Poznałam go na tamtej pamiętnej imprezie, ale jakoś mnie nie "zauroczył"
- On jest naszą ostatnią szansą. To jest druga osoba po Liamie, która może nam pomóc. Powiedział stanowczo blondyn.
- Ale on też jest teraz na meczu. Dodała Clara.
- Akurat to się da załatwić. Dodałam szybko i nie zastanawiając się nawet sekundy dłużej, pobiegłam ile sił w nogach w stronę boiska. Nie mogłam dłużej patrzeć na cierpiącego Zayna. A jeśli Li, albo Lou są w stanie ukoić jego ból to ich do Zayna ściągnę. Po minucie byłam już na terenie wielkiego boiska. Nadal trwał mecz, walka toczyła się zażarcie. Błądziłam oczami po zawodnikach w poszukiwaniu chłopaków, po chwili ich dostrzegłam. Biegali akurat koło siebie podając sobie na zmianę piłkę. Szybko ruszyłam w stronę trenera, przecież nie mogłam krzyknąć do chłopców, żeby tu przyszli bo po pierwsze rozwrzeszczany tłum mnie zagłuszał, a po drugie nie mogli sobie od tak opuścić boiska, Tym bardziej, że był to mecz o jakieś tam mega ważne mistrzostwa. Wbiegłam szybko w stronę ławki rezerwowych gdzie siedział Trener.
- Co ty tu robisz! Krzyknął na mnie zdenerwowany.
- Przepraszam, że tak tu wchodzę mimo tego, że pewnie mam zakaz, ale musi pan puścić Louisa, albo Liama z boiska!
- A to niby czemu?
- Bo to jest sprawa życia, lub śmierci!
- Słuchaj! Dodał wkurzony. To są jedna z najważniejszych mistrzostwa w historii naszego Collegu. Do końca tego meczu zostało 7 min, prowadzimy i mam zamiar ten wynik potrzymać i ŻADNA siła nie ściągnie żadnego mojego zawodnika z tego boiska. Zrozumiano!? Tym bardziej, że Niall gdzieś zniknął i ostatniego mojego rezerwowego musiałem puścić za niego. I nie ma już żadnej innej osoby, więc nikogo nie wypuszczę! Poczekaj te 7 min to potem sobie będziesz mogła brać kogo tylko chcesz.
- Ale ja nie mam tyle czasu!
- Trudno, jak mówiłem żadna siła nie ściągnie tych chłopaków z boiska.
- TO SIĘ JESZCZE OKAŻE!! Powiedziałam po czym zrzuciłam z siebie swoją torebkę i ile sił w nogach wbiegłam na boisko. Miałam głęboko w DUPIE czy ten cały trener mnie wygwiżdże. Najważniejszy w tej chwili był Zayn. Usłyszałam gwizdy i krzyki tłumu, które na pewno były spowodowane pojawieniem się mojej osoby na boisku. Dobiegłam szybko do Liama, który jak tylko zobaczył mnie biegnącą w jego stronę to się zatrzymał. Jego mina mówiła sama za siebie, że był zdziwiony tym, że mnie teraz widzi.
- Liam! krzyknęłam - Zaynowi się coś stało i potrzebuje Cię i to już!!
- A gdzie on jest ?
- Siedzi tam z Niallem , Pauline i Clarą. Pokazałam ręką kierunek, w którym się znajdowali.
Chłopak gdy tylko usłyszał te sowa to od razu pobiegł do Lou posyłając mu mrugnięciem oka jakiś znak, na który chłopak zaprzestał akcji i pobiegł za nim w stronę miejsca gdzie znajdował się Zayn. Odetchnęłam nareszcie ulgą, że wszystko jest pod kontrolą, gdy nagle poczułam, że ktoś łapie mnie z całej siły za ramie i odwraca w swoja stronę, był to trener. Po jego minie było widać, że jest na mnie nieźle wkurzony. Chociaż "wkurzony" to BAAAAARDZO łagodne słowo.
- OSZALAŁAŚ!! Coś ty takiego narobiłaś?! Przez Ciebie musimy przerywać mecz! Zdajesz sobie z tego sprawę!
Darł się na mnie tak głośno, że myślałam że za raz ogłuchnę. Za każdym razem kiedy podnosił głos zaczął coraz bardziej zaciskać swoja dłoń wokół mojej ręki, co sprawiało mi okropny ból, który stawał się coraz mocniejszy. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam prosić żeby mnie póścił, ale trener nic sobie nie robił z tego i dalej krzyczał na mnie zaciskając swoja dłoń coraz mocniej i mocnej. Ból stawał się taki mocny, że łzy mimowolnie zaczęły mi spływać po policzkach.
- Niech Pan ją puści!
Usłyszałam nagle znany mi głos za sobą.
- Wiesz co ta blondyneczka narobiła?
- Wiem! dodał chłopak z burzą loków na głowie. Ale to nie usprawiedliwia Pańskiego zachowania.
Powiedział po czym wyrwał moje ranie od mocnego uścisku mężczyzny i przytulił mnie do siebie.
- Pan nie widzi, że ją to boli!?
- Ona zniszczyła mecz!
- Po pierwsze widocznie miała bardzo ważny powód żeby to zrobiła, a po drugie ja jestem kapitanem drużyny i w imieniu całego zespołu mówię, że nic się nie stało. Poczekamy aż Lou i Li wrócą i zaczniemy grać dalej.
Trener popatrzył na mnie wtuloną w Harrego, natomiast chłopak srogim wzrokiem wpatrywał się w niego.
- Dobra! Zgoda niech tak będzie. A ty Harry bierz stąd tą blondyneczkę bo mi tu zaraz nerwy puszczą!
Trener ruszył w kierunku ławki rezerwowych a ja dalej stałam wtulona w Harrego. Czułam jak jego delikatny uścisk koi ból mojej ręki . Harry pogłaskał mnie po głowie a następnie szepnął do ucha.
- No, Esther masz u mnie spory dług.
Musiało to pewnie dziwnie wyglądać, ja z Harrym stoimy na środku boiska wtuleni w siebie a on mówi mi coś na ucho. Na 1000% mam teraz przesrane u wszystkich wielbicielek loczka, których teraz na trybunach jest na pewno MNUUUUUSTWO!! Po krótszej chwili wydostałam się z uścisku i spojrzałam na chłopka.
- Dziękuje Ci bardzo. Powiedziałam pocierając swoje bolące ramie.
- Nie ma za co. Loczek delikatnie otarł palcem z mojego policzka łzy, popatrzył w moje oczy i zadał mi pytanie. - Co się takiego stało, że musiałaś aż przerwać mecz?
Opowiedziałam szybko loczkowi cała historię z Zaynem i jego zachowaniem. Harry spytał się o miejsce gdzie przebywa teraz Zayn. Już chcieliśmy iść w stronę chłopaka kiedy zauważyliśmy wyłaniających się za rogu Pauline, Clare, Nialla, Louisa, Liama oraz Zayna.


Pozdrawiam i z góry przepraszam za błędy, oczywiście czekam na wasze komentarze ;)
 Buziaczki, Nesti Xx

04 czerwca, 2013

Rozdział 9.

     Cześć, z tej strony Pola. Jak widzicie, rozdział 9 jest również mojego autorstwa, mam nadzieję, że nie obrazicie się na mniej jakoś szczególnie. Zachęcam do czytania i komentowania ;)

         Minęło już kilka tygodni odkąd przeprowadziłyśmy się do Londynu. Po upływie tego czasu, wreszcie poczułyśmy się w pełni członkiniami społeczności szkolnej i z dnia na dzień coraz to bardziej przywiązywałyśmy się do tego miejsca. Nawiązałyśmy nowe znajomości- tak nie kłamię, tyczy się to również mojej skromnej osoby. Nauki było dosyć sporo, ale umiałyśmy pogodzić obowiązki z życiem towarzyskim i rozrywką- ten punkt ma na uwadze wyłącznie moją nieziemską przyjaciółkę, ja- jak doskonale wiecie, JESTEM ZEREM TOWARZYSKIM.
      Od incydentu, który miał miejsce tamtej pamiętnej nocy, wiele się zmieniło. Znajomość z chłopakami się skończyła, wszystko ucichło (w zasadzie to nie do końca, widywałyśmy się od czasu do czasu z Liam'em, który jako jedyny próbował nie wdrażać się, w to co stało się 'wtedy' i zaprzyjaźnił się z nami).  Zayn tamtej nocy, jak i następnego dnia musiał zostać na obserwacji w szpitalu, gdyż lekarze podejrzewali wstrząs mózgu-na szczęście były to tylko podejrzenia. Liam został wtedy z nim, siedział tam całą noc tak, że nawet pielęgniarki będące na nocnym dyżurze były zaskoczone poświęceniem Payne'a. Na szczęście brunet wykaraskał się, niedawno właśnie zdjęli mu gips z prawej ręki, z tego co zaobserwowałam. Harry i Niall jeszcze długo rozmawiali z nami tamtego wieczoru, było coś po 4, kiedy wrócili do siebie, a Lou? A Lou opuścił nasze mieszkanie, w podobnym tempie, jak rozprawił się z agresorami.
Od tego własnie czasu, nie utrzymujemy kontaktu, fakt, przelotne „cześć-cześć”, czy „co tam?” padają, ale wszystko wydaję się takie sztuczne i wymuszone...

***


      Jesienne promienie słońca wpadały do pokoju. Obudziłam się 8:00, a już o 9:30 musiałam stawić się na zajęciach. Z pokoju słyszałam wesoło nucącą Esther, za pewne szykowała sobie w kuchni naleśniki z nutellą, jak to ma w zwyczaju robić w czwartki. Musiałam nieco przyspieszyć swe działania, by po raz kolejny nie podpaść, o zgrozo, najsurowszemu z najsurowszych wykładowców na uczelni. Wykonałam poranną toaletę, ubrałam się nieco cieplej niż zwykle, gdyż na zewnątrz z dnia na dzień temperatura coraz to bardziej malała, a także londyński deszcz nie omieszkał nas zaszczycić. Zeszłam na dół. Esti krzątała się po kuchni i co chwilę sięgając po nowy produkt, tudzież naczynie wykonywała piruety.
-Mam nadzieję, że dla mnie też coś zostanie- powiedziałam z szerokim uśmiechem, sięgając po szklankę, by nalać sobie soku pomarańczowego.
-Zapomnij leniu śmierdzący- odrzekła blondynka z impetem rzucając kolejnego naleśnika z patelni prosto na stertę, już kilku gotowych. 
-Też cię kocham- rzuciłam wesoło, po czym porwałam jednego i z satysfakcją rozsmarowałam na nim pokaźną porcję nutellii.
-Zołza- dodała zielonooka, po czym w spektakularny sposób podrzuciła naleśnika.
-Ee szczera jesteś wiesz?-powiedziałam w charakterystyczny sposób, naśladując pewną kabaretową postać.-Jedziesz ze mną? Bo ja za moment wychodzę, muszę tylko zabrać potrzebne materiały z góry i zmykam.
-Przejdę się, zajęcia mam dopiero po południu.-odrzekła, po czym wróciła do swoich zajęć.
Z prędkością światła zjadłam śniadanie, pobiegłam po stertę teczek, znajdujących się w mojej sypialni i ruszyłam w stronę college'u. Na szczęście żadnych korków nie było, także byłam na miejscu o stosownej godzinie. Wykład miał miejsce w największej szkolnej auli, gdyż brała w nim udział także grupa będąca na medycynie. Zajęcia były na prawdę ciekawe, zważając na fakt iż wykładowca nie tyle imponował swoim intelektem, o ile przypodobał się w szczególności damskiej części studentów i bądź co bądź między innymi dzięki temu czynnikowi wykład minął mi bardzo szybko. Poznałam tam też bardzo fajną dziewczynę. Clara, bo tak właśnie miała na imię, miała bardzo ciekawe spostrzeżenia ta temat aparycji prowadzącego zajęcia, także nie omieszkałyśmy się nimi powymieniać.
-Mam nadzieję, że mnie nie opuścisz i wybierzemy się razem na mecz. Nasi grają, trzeba dodać im otuchy- zaproponowała Clara, kiedy wychodziłyśmy z auli.
-Ja i sport?- dodałam z ironią, fakt faktem lubiłam czasem zasiąść przed TV i zobaczyć jakiś mecz, choć w rzeczywistości ze sportem ode mnie daleko. Każdy kontakt z piłką w moim wykonaniu kończył się wręcz tragicznie.
-A czemu by nie? Rozerwiesz się trochę. Chyba nie masz w tym czasie, żadnych zajęć, co?
-Nie, dzisiaj już żadnych wykładów nie mam, ale..- nie dokończyłam, bo zostałam pociągnięta za rękaw i porwana w stronę wyjścia. 
-Nie masz wyboru, koleżanko- powiedziała z satysfakcją. Na zewnątrz ludzie gromadzili się, po czym wspólnie podążali, za campus, gdzie znajdował się stadion.-Czekamy na kogoś, czy idziemy już grzać swoje miejsca?- zapytała Clara. Rozejrzałam się dookoła, po czym skinęłam głową, byśmy ruszyły na stadion.
Oczywiście, jak podejrzewałam zewsząd byłam otoczona barwami naszej szkoły. Gra zaczęła się kilka minut po naszym przyjściu, więc nie czekałyśmy jakoś szczególnie długo. Nie uwierzycie, kto reprezentował nasz college. W jedenastce między innymi znalazł się Harry, no tak zapomniałam, on przecież jest wszędzie... Liam, Niall i Louis, z którym wolałam nie nawiązywać, żadnego kontaktu wzrokowego, bo jeszcze zszedłby z boiska, przeskoczyłby barierki i mnie zaatakował. Szczerze? To nie zdziwiłabym się, gdyby tak zrobił.
Zabrzmiał gwizdek, a co za tym idzie z każdej możliwej strony rozchodziły się krzyki. Uczniowie byli wręcz rządni zaciętej walki, czasami nawet sami prowokowali swoim zachowaniem przeciwników. Niedługo po rozpoczęciu dopatrzyłam się na trybunach Esti, postanowiłam ją zawołać, bo widziałam, że siedzi sama. Dziewczyna przysiadła się do nas i zaczęła narzekać, na to, że przyszły tydzień ma niesamowicie zawalony różnego rodzaju zaliczeniami.
-A tak odbiegając od tematu, nie jesteś przypadkiem w trakcie zajęć?-zapytałam.
-Jestem-odpowiedziała z satysfakcją śledząc rozgrywki. Spojrzałam na nią podejrzliwie.-No dobra uciekłam, nie zamierzałam słuchać tych wszystkich smętów. Ile można gadać o tym, jak ważna jest postawa ciała podczas wypowiadania swoich kwestii?! No ludzie litości- powiedziała w emocjach- i uciekłam, chyba nie mogłam przegapić, tak ważnego meczu, no nie?
-Jasna sprawa-potwierdziła Clara, a ja pokręciłam przecząco głową.
Po 45 minutach dosiadł się do nas Zayn. Tak, dobrze myślicie TEN Zayn.
-Cześć, wolne?-zapytał wskazując na miejsce obok. Kiwnęłyśmy głową.-Zauważyłem, że jesteście z koleżanką, więc przyniosłem cztery napoje- uśmiechnął się przyjaźnie, co zdecydowanie nie było w jego stylu. Podał nam wysokie kubki z kolorowymi słomkami i wręczył nam, po czym sam wypił mały łyk.
-Dziękuję-uśmiechnęła się dziewczyna- jestem Clara, miło mi-podała dłoń. Zayn odpowiedział na gest, po czym zaczął rozmowę z nią. Byłam w tak wielkim szoku, że nawet nie wiem, o czym gadali. Ciągle patrzyłam się na chłopaka, jego dotychczasowe zachowanie wydawało mi się takie dziwne, a teraz? Nagła zmiana? Mina Esther też sugerowała, że była wręcz zdumiona entuzjazmem Malika. Wspólnie z nami kibicował drużynie, żartował-co jeszcze przed paroma tygodniami było wręcz nie do pomyślenia, wydawał się być wyluzowany, niczym się nie przejmował, śmiał się, lecz czasami rozglądał się niepewnie, jak gdyby kogoś szukał.
-Moje ziomki!- dodawał dumnie, kiedy Lou, Li, Niall lub Hazza rozegrali dobrą akcję.-Patrzcie tylko, Niall, jak jakaś młoda łania podskakuje na tym boisku- zaczął się śmiać sam do siebie.
    Padł pierwszy gol, wszyscy wstali z miejsc i zaczęli wiwatować. Jak możecie się domyślić owym strzelcem został nie kto inny, jak sam Harry Styles- kapitan drużyny. Zayn z szerokim uśmiechem skandował imię przyjaciela, a ja z wielkim zdumieniem wpatrywałam się w ten niecodzienny widok. Przecież niedawno był skryty, zamknięty, najchętniej przebywałby na odludziu. Cóż za pozytywne zaskoczenie. 
Harry w euforii zdjął koszulkę. Nie powiem widok był niczego sobie, a damskie grono nagrodziło to licznymi okrzykami. Na boisko wbiegły piszczące dziewczyny i otoczyło szatyna, ten cały rozpromieniony, nawet nie myślał, żeby się od nich uwolnić. Widać było, że czuje się w ich towarzystwie wręcz wyśmienicie. Przytulał się z każdą, przyjmował gratulację, a także nie da się ukryć flirtował z nimi.
-Ja pierdzielę!! Jaki z niego Ronaldinio-dodała pod nosem Estie.
Ach ten Harry... Najwyraźniej taka jego natura.

 Zayn nagle jakby opadł z sił, schował twarz w dłoniach i nieco skulił się.
-Jejku Zayn, wszystko w porządku?- przykucnęłam i złapałam bruneta za kolano.
-Zostaw mnie- powiedział oschle.
-Zayn, co ci jest?-zapytałam cicho, pomimo prośby chłopca.
Nie odpowiedział, wstał po chwili, zaczął się trząść i mamrotać coś pod nosem. Był jakby w jakimś amoku, ciągle powtarzał do siebie: "Oni się na mnie patrzą, oni wiedzą, co robię... wszędzie...tyle cierpienia".
-Chodź, zaprowadzę cię do pielęgniarki- pogłaskałam go po ramieniu. Clara też zaniepokoiła się zachowaniem bruneta. Esther w tym czasie zajęta była najprawdopodobniej wpatrywaniem się w przyjmującego zaloty Harry'ego. Malik zaczął nerwowo przygryzać wargę, robił to tak obsesyjnie, że w pewnym momencie przegryzł ją i polała mu się struga krwi.
-Boże Zayn, wszystko gra?-ocknęła się blondynka.
-Odczepcie się ode mnie, wszyscy się ode mnie odczepcie!- wpadł w złość, rzucił napój na ziemię i popychając każdego, kto stał mu na drodze, zszedł z trybun.
-Co mu odbiło?-zapytała dosyć niegrzecznie Clara.
-Nie mam pojęcia- pokręciłam zdezorientowana głową- na prawdę nie wiem...
Widziałam, że na boisku Niall zaczął negocjować z trenerem, by ten go zmienił, ale najwyraźniej zabronił mu, mimo to blondyn zdjął symbolicznie koszulkę, na znak, że ma gdzieś zakaz trenera i pobiegł ile sił w nogach za Zaynem. Pomimo tego, że nie zadawałam się już z nimi, postanowiłam za nimi pójść. Nie mogłam tak tego zostawić.
-Zaczekaj, idę z tobą-zawołała Ess.


Dziękuję, pozdrawiam
Pola xx