27 lipca, 2013

Rozdział 15.

Cześć :) Tu Pola. Jak tam mijają Wam wakacje? Mam nadzieję, że świetnie :D
Nie uwierzycie: w tym tygodniu stałam się pełnoletnia, trochę to przybijające, zważając na fakt, iż nic fenomenalnego w moi  życiu nie zrobiłam, a inni w moim wieku osiągnęli tyle, że nawet wyobrazić sobie tego nie mogę :| no cóż... Jedyna myśl, która trzyma mnie przy życiu, to to, że za 20 dni jedziemy z Esti do Londynu <3 
Mam nadzieję, że rozdział nie zanudzi Was na śmierć :P Zapraszam do czytania i komentowania :) x 

-Orientuj się- zawołał Zayn, rzucając w moim kierunku piłkę do kosza, po czym zaczął szukać lepszej, testując po kolei każdą z nich.
-Uchh-jęknęłam zwinnie chwytając przedmiot.
-Zgaduję, że ze sportem nie masz nic wspólnego- zaśmiał się ironicznie- dzisiaj ci jeszcze daruję, bo nieźle się nabiegałaś przy klientach, ale następnym razem dam ci taki wycisk, że będziesz miała zakwasy przez miesiąc- wystawił język, obszedł mnie dookoła, po czym zrobił perfekcyjny dwutakt i zręcznie wrzucił piłkę do kosza.
-No, no, no- klasnęłam w dłonie-Trenujesz gdzieś, tak?-zapytałam, przyglądając się, jak zwinnie przemierza wyznaczony obszar kozłując piłkę.
-Tak. To znaczy kilka lat temu grałem, jeździłem na zawody, ale miałem kontuzję i surowo zabroniono mi uprawiania sportu- przystanął na moment-ale od czasu do czasu, łamię zakaz i gram sobie rekreacyjnie- uśmiechnął się szeroko i ponownie trafił do kosza. Zrobił to jeszcze kilka razy.
-Pauline- wyrwał mnie z przyglądania się pustej, ciemnej hali, a moje imię dzięki echu unosiło się jeszcze przez kilkadziesiąt sekund w powietrzu- nie wyglądasz na zadowoloną- stwierdził i pokręcił głową. Spuściłam wzrok, po czym zaczęłam strzelać kostkami w dłoniach ze zdenerwowania- ech no coś ty- powiedział z uśmiechem- nie ściemnaj, zdążyłem się dowiedzieć, że nie przepadasz za imprezami, więc celowo przyprowadziłem cię tutaj- zaśmiał się po nosem i znowu przemierzył kilkumetrową trasę kozłując. Zawstydziłam się nieco.
-To chyba już wszyscy wiedzą- podsumowałam i uśmiechnęłam się nieśmiało. Czerwone cyfry zegara wiszącego nad trybunami wskazywały 22:50, usiadłam sobie na jednej z ławek rezerwowych przy krawędzi linii bocznych boiska, po czym zaczęłam rozmyślać, nad kwestią moich zaginionych dokumentów. Zayn w tym czasie wykonywał dziwne lecz imponujące trki z piłką. Przytłumiona muzyka z innych części budynku nagle wydała się być nieco głośniejsza niż do tej pory, a całe boisko przeszła przez moment struga światła. Ktoś zaczął rozmawiać z Zaynem, więc wychyliłam się nieco z obudowanej ławki. Był to Niall. Wymienił parę zdań z brunetem, po czym począł się rozglądać po sali.
-Gdzie posiałeś Pauline?- zapytał nieco głośniej.
-Masz na myśli tę szaloną imprezowiczkę, tak?- dopowiedział sarkastycznie Zayn- Siedzi, tam- wskazał w moim kierunku, a po chwili słychać było jego śmiech. Obaj podeszli do ławki, na której siedziałam i stanęli na przeciwko mnie z założonymi rękoma.
-Fajnie tak wyśmiewać się z bezbronnych dziewczynek- skrzyżowałam ciaśniej ręce.
-Bardzo fajnie- poprawił mnie szybko Zayn, po czym oboje usiedli obok mnie na ławce.
-Czyli przez cały ten czas byliście na sali?- zapytał z niedowierzaniem Niall, po niedługim czasie.
-No tak- powiedział wolno brunet, wymuszając szybko dalszą kontynuację wypowiedzi przyjaciela.
-Czyli nie widzieliście akcji Harrego i Esther?- zapytał ciągle się śmiejąc.
-Ekhem- odchrząknęłam- i Eshter?- dodałam z niedowierzaniem, bliżej przysuwając się do Niall'a.
-Naturalnie- uśmiechnął się szeroko- Serio nie ściemniacie? Przecież wszyscy o tym gadają- podrapał się po głowie.
-Boże Horan, tak siedzieliśmy tu przez 1,5 h, dziwi cię to?- spojrzał na mnie z politowaniem, po czym lekko poczochrał mi włosy.
-A kto mnie tu przytaszczył?- spojrzałam na Niall'a, ten wystawił język i zaczął kontynuować.
-Powiem wam tyle, co sam widziałem: Harry'emu cos odwaliło latał z Esther przerzuconą przez ramię dosłownie po całym obiekcie, a potem wskoczył z nią na rękach do basenu- opowiadał z zaangażowaniem.
-Mam rozumieć, że to wszystko, co chciałeś nam przekazać tak?- zapytał Malik, przygryzając dolna wargę. Szturchnęłam go nieco łokciem.
-Zayn, to tak niegrzecznie- powiedziałam cicho.
-A kto powiedział, że jestem grzeczny, co?-zapytał szybko mocniej przygryzając wargę.
-Krzywdę sobie zrobisz- skwitowałam, na co ten odburknął coś po cichu.
-Ja tu do was przychodzę z taką nowinką, z takim newsikiem, a z waszej strony nic, żadnego „Jesteś świetny Niall”, „Dzięki bracie”, „Niall na prezydenta”-zaczął monolog, żywo gestykulując- „Uuu Niall, ale dzisiaj wyglądasz”- dodał w zaskakująco szybkim tempie  „No Niall, niech cię uściskam”.. nie, nic po prostu, ja nie wiem...- spuścił głowę, a dłonie ułożył na udach.
-Niall...-zaśmiałam się cicho i poklepałam go lekko po ramieniu- a teraz mógłbyś zaprowadzić mnie do łazienki?- uśmiechnęłam się wdzięcznie, czym podsumowałam niezwykle żywą wypowiedź poprzednika. Horan niechętnie wstał z ławki, po czym uciszył zwijającego się ze śmiechu bruneta lekkim uderzeniem w policzek.
Wyszliśmy z sali i podążyliśmy w kierunku łazienek, do których to miał mnie zaprowadzić blondyn.
-To chyba tutaj- puścił mi oczko, co sprawiło, że cała sytuacja stała się nieco krępująca dla obu stron, więc z prędkością światła weszłam do środka, to samo, widziałam kątem oka, zrobił Horan, udając się nad basen. Zaczęłam poprawiać makijaż, tusz po całym dniu zsypał mi się na policzki, co nie wyglądało zbyt
estetycznie, zmyłam więc czarny pyłek, nałożyłam pod oczy nieco rozświetlającego korektora, a na koniec nałożyłam pomadkę na usta, już miałam wychodzić, kiedy Esther weszła do środka.
-Ale z niego pajac, normalnie co to za debil -powtarzała, jak w transie wykręcając mokre włosy.
-Ess- zaśmiałam się, podeszłam do niej, chwyciłam jej podbródek i nieco uniosłam.-Oj ty moja pando- powiedziałam ironicznie, patrząc na jej rozmazany tusz do rzęs.
-Zabiję go! I nie ma, że mnie weźmie na litość, na jego piękne zielone oczy, nie ma.- powiedziała stanowczo, układając ręce na biodrach- No spójrz, jak wyglądam- odwróciła się w stronę lustra- jak zmokła kura.
-Harry pewnie uznałby, że w mokrych włosach i w mokrej koszulce, wyglądasz nad wyraz seksownie- zaśmiałam się pod nosem.
-Nawet mi o nim nie wspominaj, myślałam, że sobie żartuje. Nie powiem, na początku było całkiem zabawnie, ale serio wyprowadził mnie swoim zachowaniem z równowagi- wyznała blondynka, po czym starała zmyć sobie czarne strugi spływające jej po policzkach- W co ja się teraz przebiorę, chyba nie będę siedziała w mokrych ciuchach?
-Poczekaj chwilę, mam pomysł-oznajmiłam z entuzjazmem i pobiegłam do Zayna na salę gimnastyczną.
***
-Słuchaj Malik, nie ma tu może jakichś stroi sportowych, nieważne jakich. Taka mała pożyczka- uśmiechnęłam się najładniej, jak tylko potrafiłam. Ten zlustrował mnie, po czym zapytał:
-Czyli chcesz, żebym został twoim osobistym trenerem- przygryzł wargę, jak się przekonałam, miał w zwyczaju to robić- wiedziałem, że w końcu przyjdziesz- powiedział niskim głosem.
-Zayn, skończ- przeczesałam palcami włosy- Esther jest cała mokra i nie ma w co się przebrać, bądź tak miły i znajdź jej coś. Po 5 minutach chłopak wyłonił się z jakimś materiałem przewieszonym przez dłoń.
-To prawdopodobnie są najgorsze gacie na świecie- uśmiechnął się z satysfakcją.
-Jesteś niemożliwy- odebrałam od niech workowate granatowe spodenki- a nie znalazłbyś jeszcze jakiejś koszulki? Bo chyba nie będzie tutaj paradować w staniku- wzruszyłam ramionami.
-Nie miałbym nic przeciwko- rzucił, po czym natychmiastowo odsunął się o krok widząc, jak przymierzam się do ciosu.
-Zayn!
-Dobrze, już dobrze- wrócił do składzika.
Nagle drzwi sali uchyliły się i wyjrzał przez nie jakiś blondyn. Rozejrzał się po czym postanowił wejść.
-Uchuuu- krzyknął- jakie echo- dodał rozbawiony, po czym podszedł do mnie. Stałam akurat w świetle rzucanym przez wąską szczelinę lekko otwartych drzwi sali.-A ty co tu robisz?- zapytał szybko-dlaczego siedzisz tu sama?- rozejrzał się dookoła.
-Czekam, aż Zayn..-nie dokończyłam, po z składziku dochodziły dziwne odgłosy, szamocącego się wśród sprzętu bruneta.
-Zayna powiadasz- dodał szyderczo się uśmiechając- a więc- zaczął głośniej- może się trochę zabawimy- zmrużył oczy- Złap psychola, kojarzysz taką grę?- zaśmiał się cicho.
-Przestań.- cofnęłam się kilka kroków.
-Świrze, gdzie jesteś?- zaczął rozglądać się po sali i przemierzać kilka metrów z rękoma założonymi z tyłu.
-Wyjdź stąd lepiej- powiedziałam stanowczo, szukając zewsząd jakiejkolwiek pomocy. Zdążyłam już się przekonać, że Malik, jest odrzucany przez środowisko, ale myślałam, że tutaj jest całkowicie bezpieczny  przecież chłopcy wiedzieli, kogo zapraszali.
-Pauline, znalazłem..-powiedział z uśmiechem wychodząc z pomieszczenia.
-O jesteś, szukałem cię- powiedział nieprzyjemnie, zakładając ręce na klatce piersiowej.
-Spieprzaj stąd- syknęłam. Chyba na prawdę nie zdawałam sobie sprawy z tego, w co się pakowałam.
-Oj nie ładnie, ze mną zadzierać- zmrużył lekko oczy, po czym obszedł mnie dookoła przyglądając mi się. Zayn stał jak wryty.
-Czego chcesz Josh?-zapytał szybko Malik. Blondyn zaśmiał się szyderczo, podszedł do Zayna i stanął tak blisko, że stykał się z nim klatką piersiową.
-Czego chcę pytasz?-zrobił pauzę- chcę się wreszcie ciebie pozbyć, psycholu. Zrozum, nikt nie chce się zadawać z wariatem. Więc chcę zrobić to w imieniu wszystkich i wysłać cię tam gdzie powinieneś już dawno być- chłopak wydawał się być niesamowicie spokojny, wypowiadał te okrutne słowa z zimną krwią. Zayn cały drżał widocznie, co chwilę zerkał w moim kierunki, widocznie nie chciał, żebym była świadkiem takiego zdarzenia.
-Zostaw go- ponowiłam- wyjdź stąd, bo zadzwonię po policję- powiedziałam cicho, nie wiem co mną kierowało, że zebrałam się na taką odwagę. Agresor podszedł do mnie płynnym ruchem.
-Dlaczego się z nim zadajesz?- zapytał niskim głosem.
-Przeszkadza ci to?-odpowiedziałam szybko pytaniem.
-To psychol, on nie jest dobrym towarzystwem dla ciebie, dla tych kalek, jak im tam Harry i tak dalej, być może, to podobna liga, kretyn na kretynie, ale ty- zaśmiał się krótko. Uderzyłam go w twarz, po czym złapałam Zayn'a za rękę i szybkim krokiem wyszłam na zewnątrz, usłyszałam jedynie: „Idioci, jesteście siebie warci!”. Zayn nerwowo zaciskał dłoń i oblizywał co chwilę usta.
-Nie wiem, jak mam cię przepraszać, za to, że ciągle wciągam cię w takie sytuacji, jak ta- dodał zrezygnowany.
-Przestań- splotłam moją dłoń z jego, na znak, że jest ok- zapomnijmy o tym.
***
Zaniosłam Estie stój sportowy, który znalazł brunet, na którego widok zareagowała co najmniej, jak na otwarte złamanie kończyny. Z początku, nie chciała wyjść z kabiny, krzyczała tylko, że wygląda jak w worku na ziemniaki, po 10 minutach wyszła. Związałam jej bluzkę w supeł z jednej strony, tak, że odkrywała kawałek brzucha, a co za tym idzie, choć w małym stopniu stój dopasował się do figury blondynki.
-Ok- powiedziała, po pół godzinie przyglądania się, czy aby na pewno wygląda, jak człowiek. Wreszcie wyszła z łazienki, od razy kiedy zjawiła się na korytarzu Li porwał ją ze sobą, gdyż stwierdził, że koniecznie musi jej kogoś przedstawić. Ja w tym czasie znalazłam jakiś kąt i sennym okiem przyglądałam się przechodzącym obok ludziom.
***
Poczułam, że promienie słoneczne rażą mnie w oczy, przetarłam je więc i rozejrzałam się, niepewnie podniosłam się z pozycji leżącej i ze strachem w oczach obserwowałam się nieznajome mi pomieszczenie. Jasny pokój, nowocześnie umeblowany, z dużym oknem, przez które wpadały poranne promienie. Nagle coś puszystego wskoczyło mi na brzuch. Biały, malutki piesek zaczął merdać ogonkiem i skakać po całym łóżku.
-O obudziłaś się- powiedział ciepłym głosem Niall. Zamarłam na moment- hej, zdążyłaś już poznać naszą Ailin- wskazał na pupilka, po czym złapał białą kuleczkę na ręce, uniósł wysoko, po czym przytulił ją delikatnie.
-Dlaczego...- nie pozwolił mi dokończyć, usiadł na łóżku obok mnie.
-Zasnęłaś nam i nie chcieliśmy cię budzić- uśmiechnął się szeroko- Esther bawiła się gdzieś z Harrym i Louisem, więc nie umieliśmy się dostać do twojego mieszkania no i postanowiliśmy cię uprowadzić- zaśmiał się krótko. Uśmiechnęłam się nieśmiało.
-Gdzie jest mój sweter?- zapytałam szybko, gdyż zdałam się sobie sprawę, że byłam w koszulce na ramiączkach.
-Och, Pauline, leży na krześle- dodał z politowaniem.
Ni stąd ni zowąd do pokoju wszedł Liam.
-Przyniosłem ci herbatę i kanapki, mam nadzieję, że będzie ci smakować- dodał z troską. Nie wiem czym zasłużyłam sobie, na takich znajomych.
-Dziękuję- uśmiechnęłam się najładniej, jak potrafiłam- mieszkacie razem?-zapytałam po dłuższej przerwie.
-Tak, wynajmujemy to mieszkanie od 2 lat- odpowiedział blondyn.
-Gustownie urządzone-dodałam. Naszą rozmowę przerwał nam dzwonek mojej komórki, znajdującej się w torebce na krześle. Liam podskoczył do niej i podał mi ją.
-Dzięki- odpowiedziałam cicho, lekko uśmiechając się pod nosem. Z trudem wyciągnęłam telefon, na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Esther.


Dziękuję i pozdrawiam :) xx
Pola

20 lipca, 2013

Rozdział 14.

Witajcie kochani!! ;* Tu Nesti ;) Nie wiem jak wam, ale mi osobiście się wydaje, że te wakacje zapierdzielają jak szalone! Zaraz skończy się Lipiec i zacznie Sierpień a ja nie wiem nawet kiedy to przeleciało. Ale nie jest aż tak źle ;) W czwartek byłam na ostatnim wykładzie z prawka i w przyszłym tygodniu zaczynam jazdy ;D Więc radzę wam mieć się na baczności, bo nie ręczę za siebie na drodze XD A w poniedziałek mam test wewnętrzny z prawka, jestem ciekawa jak ja go zdam skoro ja jeszcze ani razu do książki nie zajrzałam ;p Ale mam jeszcze jeden dzień na naukę więc nie jest tak źle ;p Tymczasem dodaję kolejny rozdział i mam głęboką nadzieję, że wam się spodoba ;)



Mimo tego, że był środek Października i dookoła leżały kolorowe liście, to pogoda była po prostu przepiękna. Słońce grzało przyjemnym w moje plecy, lekki wiatr rozwiewał moje długie ciemne blond włosy
a dookoła roiło się od uśmiechniętych dzieci. Korzystając z soboty i tego, że nie miałam dzisiaj wykładów postanowiłam się przejść po parku. Usiadłam na ławce i wyciągałam z torebki moją ulubioną książkę. Musiałam skorzystać z może ostatnich już tak pięknych dni. Pomału zatracałam się w swojej lekturze, gdy nagle usłyszałam znany mi dzwonek mojego telefonu. Szybko wyjęłam go z torebki i popatrzyłam na kran, na którym wyświetliło mi się zdjęcie osoby, która do mnie dzwoni. Uśmiechnęłam się i nacisnęłam na zieloną słuchawkę.
- Hey! Zayn.
- Hey! Estie.
- Coś się stało? - spytałam zaciekawiona.
- Mam do Ciebie małe pytanie. Jesteś może teraz czymś zajęta.
Popatrzyłam na moją książkę i po chwili odpowiedziałam.
- Nie, a co?
- To świetnie! Mogłabyś pomóc mi w kawiarni, bo mam dzisiaj taki tłum klientów, że sam nie wyrabiam z wszystkim. Dzwoniłem do Pauline, ale powiedziała, że będzie dopiero za godzinę a ja potrzebuje pomocy teraz!
- Pewnie! Za 10 min powinnam u Ciebie być.- powiedziałam z wielkim entuzjazmem w głosie ponieważ uwielbiam pomagać moim przyjaciołom.
- To super, Esther jesteś boska!
- Dobra rozłączam się, bo już głupoty gadasz.
 Zaśmiałam się i nacisnęłam na czerwoną słuchawkę. Szybkim ruchem schowałam książkę do torebki i ruszyłam w stronę kawiarni Zayna. Gdy już dotarłam na miejsce to ledwo docisnęłam się to kasy.
 Pomieszczenie było tak zatłoczone, że nie dało się normalnie przejść. Kiedy Zayn zauważył moją obecność to od razu się uśmiechnął i mi pomachał, szybkim krokiem poszłam w jego kierunku.
- Hej! Naprawdę Esther nawet nie wiesz jak mi ulżyło jak Ciebie zobaczyłem.
- Dobra Zayn nie gadaj tyle tylko powiedź szybko co mam robić.
- Ok, tu masz notes i długopis, będziesz kelnerką. Przepraszam, Cię bardzo, że tak Cię wysyłam, ale sam
nie dam rady stać na kasie, obsługiwać klientów i jednocześnie zbierać zamówienia.
- Zayn naprawdę nie ma sprawy. - powiedziałam po czym wzięłam notes i długopis z jego reki. Uśmiechnęłam się do niego i ruszyłam do pracy. Kelnerowanie bardzo mi się spodobało, latałam i zbierałam zamówienia obdarzając jednocześnie każdego swoim uśmiechem. Po ponad godzinie w kawiarni zjawiła się Pauline, która potem mi pomogła dzięki czemu obsługiwanie było o wiele szybsze. Pod wieczór kiedy ostatni klient wyszedł z pomieszczenia ja i Puline usiadłyśmy zmęczone na krzesłach.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem padnięta. - powiedziała podpierając dłonią głowę.
- Ja też, nie mam totalnie na nic siły.
Naszą rozmowę przerwał stojący nad nami uśmiechnięty Zayn.
- Proszę to dla was, zasłużyłyście sobie.- powiedział po czym postawił przed nami dwie wielkie Latte. - Takiego oblężenia klientów to ja w życiu nie miałem !! Zarobiłem przez ten dzień więcej niż przez cały poprzedni tydzień. Nie mówiąc już o napiwkach, które dostałem za jak to powiedzieli klienci "przepiękną obsługę". - dodał patrząc się na mnie i Pauline. Obie zaczerwieniłyśmy się i zrobiłyśmy łyk naszej kawy.
- Jeszcze raz wam dziękuję!
- Nie ma za co Zayn. - dodałam - Jeśli jeszcze kiedyś będziesz potrzebował pomocy to daj mi znać. Powiedziałam z uśmiechem.
- Biorę Cie za słowo.
- Ooooo tu jesteście!
Usłyszeliśmy za sobą wesoły znany nam wszystkim głos.
- O cześć Naill! Zawołam wesoło Zayn.
Nie wiem jak to określić, ale ten blondyn tak kojąco działam na ludzi, że gdy się zjawia to ludzie mimo woli sami się do niego uśmiechają.
- Szukamy was od godziny, a żaden z waszej trójki geniusze nie odbiera telefonów. - dodał szybko Niall
- Bo byliśmy zajęci. - powiedziała Pauline
- Słuchajcie! Wiecie, że Tata Lou jest właścicielem tej wielkiej Hali sportowej. No tej niedaleko Galerii.
Tak, faktycznie coś słyszałam, że ojciec Lou jest właścicielem kilku hall sportowych w Londynie, ale nie podejrzewałam, że chodzi o tą ogromną Hallę "Fit & Gloss".
- No tak wiemy. - odpowiedział szybko Zayn.
- No to właśnie, Tata Lou dał mu klucze do niej i powiedział, że możemy zrobić sobie w niej imprezę w basenie!
Blondyn był zdziwiony, że po mino swojego entuzjazmu my patrzyliśmy na niego zmęczonym wzrokiem.
- Ej co jest z wami! - powiedział szybko Niall
- Sory Niall, ale od 7h jestem na nogach i nie mam już siły na żadną imprezę. - dodała stanowczo Pauline.
- Ja też pasuję. - mówiąc to wzięłam łyk swojej kawy.
- Ale wy nie macie nic do powiedzenia. - blondyn powiedział bardzo stanowczym tonem. - Zabieram was ze sobą teraz i bez żadnego gadania !
- Niall, ale my serio jesteśmy zmęczeni. - dodałam
- No to trzeba was obudzić. - powiedział po czym przybliżył się do nas i chwycił mnie i Pauline za rękę. - Zayn masz 5 min żeby zamknąć kawiarnie a ja z dziewczynami będzimy na Ciebie czekać w samochodzie.
Byłam totalnie w szoku kiedy chłopak wyszedł z kawiarni ciągnąc nas za sobą w stronę swojego samochodu. Zawsze się śmiałam, że Paulcie trzeba siłą brać na imprezy, ale że mnie kiedyś spotka coś takiego to ja w życiu bym nie podejrzewała. 
Blondyn otworzył nam tylne drzwi samochodu i zgrabnym ruchem ręki wskazał nam żebyśmy usiadły na siedzeniach. Grzecznie zrobiłyśmy to co nam kazał, po krótkiej chwili pojawił się Zayn, który usiadł koło chłopaka.
- No to jedziemy. - powiedział uradowany Niall.
Przez prawie całą podróż Niall ciągle zawzięcie rozmawiał z Zaynem, Paulina siedziała zamyślona wpatrując się w szybę po minie stwierdzam, że chyba była zła, albo strasznie zmęczona.
- Ekhm... - chrząknęłam przerywając chłopca konwersację. - Nie żeby coś, ale jedziemy właśnie na imprezę, która to ma mieć miejsce na basenie. -zaczęłam mówić bardzo poważnym i żartobliwym tonem - A ja jak, moja współlokatorka i siedzący przede mną młodzieniec Zayn nie mamy kąpielówek!
- Ja tu Estie nie widzę żadnego problemu. - powiedział blondyn - Zaynowi się coś znajdzie a ty i Pauline możecie kąpać się w ubraniach, albo je ściągnąć.
- HA, HA, HA bardzo śmieszne! - powiedziałam uderzając Nialla w jego ramie.
- O już jesteśmy. - przerwał nam Zayn
Hala była naprawdę ogromna. Niall zaparkował samochód po czym wysiadł szybko z niego i otworzył mi i Pauline drzwi. Kiedy już cała nasza czwórka wyszła z pojazdu to ruszyliśmy w stronę Halli. Przy wejściu do budynku roiło się od studentów naszej uczelni, ale były też osoby, które widziałam pierwszy raz w życiu. Weszliśmy do środka, muzyka leciała tak głośno, że mimo tego że basen znajdował się jakoś za boiskiem do siatkówki oraz boiskiem do gry w piłkę nożną, to było ją słuchać.
- Hej! - Krzyknął Louis - Super, że jednak jesteście!
Chłopak przybiegł do nas uśmiechnięty trzymając w dłoni jakiegoś drinka.
- A to wszystko dzięki mnie. - powiedział uśmiechnięty blondyn.
- To świetnie Niall. - dodał zadowolony Lou - Ok, ludziska, basen znajduje się za boiskiem do siatkówki a napoje wydawane są w sali koło basenu, oczywiście jeśli tylko chcecie to możenie skorzystać też z boisk i zagrać w co tylko chcecie. A teraz wybaczcie, ale muszę przywitać resztę gości. - powiedział po czym pobiegł dalej.
- Nie wiem jak wy, ale ja pójdę pograć w kosza. - powiedział Zayn. - Jakoś nie jara mnie widok upitych i pływających ludzi.
- Idę z tobą! - dodała szybko Pauline
- Ja pójdę przywitać się z resztą i do was dołączę.
Powiedział Niall po czym ruszył w stronę machającej mu grupki ludzi. Pauline i Zayn poszli w stronę boiska a ja postanowiłam pójść na basen. Mimo tego, że nie byłam stalą bywalczynią imprez to chciałam zobaczyć co się ciekawego aktualnie tam dzieje. Z każdym moim krokiem muzyka stawała się coraz to głośniejsza. Kiedy otworzyłam drzwi do basenu oślepło mnie białe światło jakieś lampy świecące z góry, muzyka leciała na cały regulator, a wszędzie roiło się od tańczących w strojach kąpielowych dziewczyn zaś inni pływali i wygłupiali się w basenie. Szczerze mówiąc byłam tam jedyną osboą w normalnym ubraniu. Przez co czułam się jak totalna idiotka. Stałam tam pewną chwilę, ale nie zauważyłam żadnej znanej mi osoby więc postanowiłam wyjść i pójść po coś do picia. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam w kierunku stołu z napojami. Kiedy już tam się znalazłam to namyślałam się krótką chwilę nad tym co sobie nalać, wybór napoi był taki duży, że nie wiedziałam co mam wybrać.
- Polecam drinka z mango. - powiedział stojący koło mnie blondyn.
- A jest dobry? - spytałam
- Jest świetny. - dodał chłopak, po czym uśmiechnął się do mnie 
- Jestem Josh. - przedstawił się po czym podał mi rękę.
- Esther. - odpowiedziałam szybko odwzajemniając uścisk.
- Oo, to ty jesteś ta słynna Esther.
- Jak słynna. - spytała ze zdziwieniem
- No, to ty wybiegłaś w środku meczu na murawę jednocześnie olewając zakaz trenera. Nie wiem czy wiesz, ale naszemu trenerowi jeszcze nikt się nie przeciwstawił. Ty byłaś pierwszą osobą, która to zrobiła, nikt poza tobą nie odważył się tego zrobić. Jesteś sławna!
Zaśmiałam się po czym odpowiedziałam.
- On jest aż tak przerażający?
- Oj tak.
Powiedział po czym uśmiechnął się zalotnie do mnie. Josh miał śliczny uśmiech i jasno błękitne oczy, w których można było się zatracić a jego długawa blond grzywka opadała mu na czoło, wiecie coś coś ala na Biebiera. Chłopak chyba zauważył, że mu się tak dogłębnie przyglądam bo uśmiechną się, odstawił drink, który trzymał w ręku i przybliżył się do mnie.
- Nie wierzę, że taka śliczna dziewczyn jak ty jest tu całkiem sama.
Jego wzrok mnie totalnie zahipnotyzował, nie potrafiłam się ruszyć z miejsca, dystans między nami był taki mały, że czułam bardzo wyraźnie zapach jego perfum. Już chciałam mu co odpowiedzieć, kiedy poczułam jak ktoś chwyta mnie od tyłu, przyciąga do siebie i oplatuje swoje ręce wokół mojej talii.
- Nie jest sama, ona jest ze mną.
Byłam w totalnym szoku kiedy usłyszałam nad sobą niski głos Harrego. Zdziwiony Blondyn spojrzał na loczka po czym dodał.
- Czyli nie potrzebujesz żadnej pomocy. - mówiąc to ciągle wpatrywał się we mnie .
- Nie, niczego jej nie brakuje, ale dziękujemy Ci Josh za miłe chęci. - odpowiedział mu szybko Harry po czym mocniej mnie przytulił i dał mi buziaka w policzek. Zaniemówiłam, nie miałam bladego pojęcia co to w tej chwili za cyrk Loczek odstawia.
- To a już będę szedł, miłego wieczoru kochani. -wziął swój kieliszek z drinkiem, zatrzymał się koło mnie i dodał - Miło mi Cię było poznać Esther.
Harry mu pomachał i odprowadził wzrokiem do momentu kiedy chłopak zniknął. W tym momencie wyrwałam się z objęć Harrego i wściekłym tonem zwróciłam się do niego.
- Co to była za szopka Styles!?
- Ochroniłem Cię, powinnaś mi podziękować.
- Za co!?
- To jest Josh Williams, największy podrywacz i drań jakiego znam, skurczybyk już nie jedną dziewczynę wykorzystał i porzucił. Nienawidzę gościa.
- A skąd go znasz?
- Gra w naszej drużynie piłkarskiej, chciał mnie wygryźć z roli kapitan i sam ją zająć, ale mu coś nie wyszło. Od tego czasu jakby to powiedzieć lekko....nie przepadamy za sobą.
- I ty oczywiście chciałeś mnie uchronić przed nim a nie mu dopiec.- powiedziałam zakładając rękę na rękę i przyglądając się jego twarzy.
- Oczywiście skarbie.
- odpowiedział po czym chwycił mój podbródek i wysłał mi oczko. - A to, że jednocześnie mu dopiekłem to były dwie przyjemności za jednym razem. - powiedział to tym swoim szarmanckim akcentem.
- Zachowujesz się jak dziecko!
- Zaraz, zaraz a ty czemu nie masz na sobie bikini? - spytał mnie Loczek, po czym lekko przygryzł dolna wargę.
- Nie zmieniaj tematu!
- Nie, to ty nie zmieniaj, czemu się nie przebrałaś?
- A ty też nie jesteś lepszy. -dodałam.
Mi zwraca uwagę a sam ma na sobie białe conversy, czarne rurki, niebieską bluzkę i szarą marynarkę.
- Ja się nie przebiorę dopóki ty tego nie zrobisz. - odrzekł stanowczo chłopak.
Zwinnym ruchem przybliżyłam się do Harrego tak, że stałam dosłownie 1cm od niego, stanęłam na swoich palcach co dodało mi kilka cm i mu odpowiedziałam.
- Oj to sobie poczekasz bo ja nie mam ze sobą żadnego stroju.
- Hmmm. - dodał wpatrzony w mnie chłopak. - No to zrobimy inaczej.
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem gdy nagle Harry schylił się i przerzucił mnie przez swoje ramie po czym się wyprostował i dodał - Jeśli nie chcesz się przebrać to razem wskoczymy do basenu.
- Coooo!? - krzyknęłam przestraszona - Ty chyba oszalałeś!!!!
- No może. - powiedział po czym ruszył w stronę basenu.
- HARRY PUSZCZAJ MNIE, SŁYSZYSZ!!
Darłam się jak idiotka, ale nic to nie dawało, gdy już doszliśmy do basenu. Harry podszedł do jakieś dziewczyny w bikini i wręczył jej swój telefon i kluce od samochodu po czym prosił ją żeby je na chwilę potrzymała. Darłam się tak głośno, że wszyscy ludzie dookoła patrzyli się tylko na nas.
- Harry to nie jest śmieszne!! - Krzyczałam jednocześnie uderzać pięściami w jego plecy, lecz chłopak pozostał niewzruszony. Stanął nad krawędzią basenu po czym nagle mnie postawił na podłodze. Zdziwiłam się, ale postanowiłam skorzystać z nadarzonej mi okazji, już chciałam mu uciec kiedy nagle Harry chwycił mnie za rękę i powiedział.- Nigdzie mi nie uciekniesz. Zrobimy to razem. - uśmiechną się do mnie tym swoim zadziornym uśmiechem. Zwinnym ruchem chwycił moje ciało i je podniósł, kiedy już stabilnie trzymał mnie na swych rękach to popatrzył się w moje przestraszone oczy, przybliżył swoje usta do mojego ucha a następnie cichym szeptem się mnie zapytał.
- Jesteś gotowa?
- Nie, Harry ja.......
Nie dokończyłam bo w tym momencie chłopak skoczył razem ze mną do basenu.



Z góry przepraszam za błędy i oczywiście czekam na wasze komentarze ;)
 Buziaczki, Nesti Xx

13 lipca, 2013

Rozdział 13.


Hej, z tej strony Pola ;) Wreszcie wakacje, a po wakacjach klasa maturalna...No cóż, powoli trzeba zabierać się za naukę, ja osobiście od kilku dni powtarzam pierwszą klasę z geografii, idzie mi to mozolnie, ale się staram. 
   Wszyscy gdzieś wyjeżdżają, a Esti i ja siedzimy w domach, jeszcze miesiąc i nasz upragniony Londyn :D Nie mogę się już doczekać. A jak Wam mijają wakacje? Mam nadzieję, że znajdziecie chwilę czasu na przeczytanie kolejnego rozdziału. Pozdrawiam ;)


-Pauline, ja wychodzę- usłyszałam ciepły, przyjemny głos, a niedługo później lekkie klepanie po lewym ramieniu. Ocknęłam się momentalnie, najwyraźniej musiałam zasnąć przed telewizorem.
-Pauline, ja wracam do siebie-powtórzył- przepraszam, że obudziłem, ale chciałem żebyś zamknęła drzwi dla bezpieczeństwa- powiedział Liam zarzucając na siebie lekką kurtkę. Przetarłam oczy i posłusznie wykonałam polecenie Payne'a.
-Dobranoc- powiedział z uśmiechem, podnosząc z podłogi jedną z kartek, która wypadła mu z segregatora, po czym momentalnie odskakując, udał się do samochodu. Stałam jeszcze chwilę na ganku, obserwując jak odjeżdża, ale zimne jesienne powietrze zniechęciło mnie do dalszego wpatrywanie się w latarnie, dlatego niedługo po zniknięciu samochodu Liam'a wróciłam do środka. Zegar wskazywał 3:40. Wyłączyłam telewizor, który najwyraźniej działał przez co najmniej 3 godziny bez najmniejszego sensu. Zdążyłam jednak usłyszeć, o kolejnych niepokojących przypadłościach nastolatków, jakimi są nadużywanie alkoholu, czy też sięganie po narkotyki. Puszczając mimo uszu wiadomość, która była mi doskonale znana, żyjąc w takim, a nie innym środowisku, udałam się pod prysznic, a następnie do łóżka. Od razu lepiej kładło się spać, ze świadomością, że jutro jest wolny dzień od zajęć.

***


-Dzień dobry, pani Pauline Henderson?-zapytał miły pan z wąsem, stojący o poranku na naszym ganku. Przeczesałam palcami włosy do tyłu, naciągnęłam lekko bluzkę od piżamy, która odsłaniała mi część brzucha i potwierdziłam moją tożsamość, w niezbyt grzeczny sposób, odpowiadając: „Yhym”.
-Najwyraźniej listonosz pomylił się i wrzucił do mojej skrzynki pani list- dodał, po chwili wpatrując się w kopertę, na której widniało moje imię i nazwisko.
-Jeszcze nie miałam okazji poznać naszego listonosza, dziękuję za fatygę- zdobyłam się na odrobinę dyplomacji w mojej porannej, niedospanej wypowiedzi, na co sąsiad zareagował szerokim uśmiechem. Nie otwierając koperty, przypięłam ją magnesem do lodówki, nie byłam szczególnie ciekawa zawartości, tym bardziej, że nie spodziewałam się niczego tudzież wizyty nikogo. Nie zawracałam sobie tą sprawą głowy, zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przed laptopem, napawając się kolejnymi dołującymi informacjami prosto z Facebooka.

***
Około godziny 11:00 Esther zeszła wolnym krokiem na parter, potykając się teatralnie o każdą napotkaną na swojej drodze rzecz, przy okazji taszcząc do kuchni tacę z kubkami po wypitej litrami wczorajszej kawie.
-Kiedy masz egzamin?-rzuciłam wyglądając zza grubej oprawy książki.
-W sumie sama nie wiem, Liam obiecał, że przyjedzie po mnie na czas- uśmiechnęła się, przeciągając się na wszelkie możliwe strony świata- Mam nadzieję, że tu jeszcze nie był?- zapytała zdesperowana.
-Nic mi o tym nie wiadomo- odpowiedziałam płynnie, przewracając kolejną stronę książki.
Po niecałych 7 minutach usłyszałyśmy klakson samochodu. Ess wpadła w szał, plątały jej się nogi, ręce trzęsły,  że nie potrafiła utrzymać pliku kartek, na których miała notatki, z których za pewne chciała powtórzyć tuż przed egzaminem.
-Będzie dobrze, nie stresuj się- pokazałam zaciśnięte kciuki.
-Dobrze ci mówić, leżąc na kanapie- odburknęła po czym zarzuciła na siebie szybkim ruchem gruby sweter, a torba z potrzebnymi materiałami powlokła się za blondyną po podłodze- Ok- odetchnęła krótko- idę- powiedziała stanowczo i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Korzystając z chwili samotności, otworzyłam ponownie laptop i włączyłam Skype'a dzwoniąc uprzednio do rodziców, czy nie znaleźliby chwili czasu na rozmowę z ich najukochańszą, pierworodną córką. Odpowiedź była pozytywna, także usiadłam na kanapie i włączyłam program.
-Nigdy nie nauczycie się obsługiwać komputera, mam rację?- zapytałam, widząc, że przed ekranem majstruje coś z kamerką moja młodsza siostra- Natalie.
-Ciesz się, że w ogóle próbujemy obcować z technologią- powiedział poważnym tonem ojciec.
-Już nie przesadzaj, Pauline- poparła go mama- Opowiadaj, co tam nowego? jak tam Estere? jak w szkole? Nie spaliłyście domu? Nie wycięli wam nerek? Tyle się teraz o tym słyszy...- zadała mi szereg pytań na jednym oddechu.
-Natalie, przesuń łeb z łaski swojej- przekrzywiłam głowę, chcąc dostrzec choć skrawek twarzy któregokolwiek rodzica.
-Sama spadaj- rzuciła obrażona-nie dość, że nie dostałam twojego pokoju, to jeszcze masz względem mnie takie wymagania- oburknęła, po czym wszyscy troje zaczęli się śmiać, względnie nie wiadomo z czego.
-Nieważne. Mamo? Poroszę...- dodałam zrezygnowana  uświadamiając sobie po chwili, sens pytań mojej rodzicielki. Nic się nie zmieniło, wszystko w porządku, tyle że Esther wyprała mi jeansy, wyobraź sobie, że akurat te, w których miałam dragi, no już przpadło, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem- spuściłam wzrok, po czym ukradkiem spojrzałam na ekran, chcąc widzieć miny członków mojej rodziny. Pewnie możecie sobie wyobrazić przerażenie w oczach moich rodziców połączone z niemiłosierną chęcią sprezentowania mi ślicznego szlabanu oraz minę Natalie pod tytułem „Wait wut?”.
-Jezu, brawo, ja i narkotyki? Serio?- dodałam zrezygnowana, po czym zaczęłam mieć ubaw w dalszym ciągu, z poprzedniej reakcji.- Tak mi ufacie, wiecie co?- pokręciłam głową z dezaprobatą.
Ci zlustrowali mnie, po czym stwierdzili, że przydałby mi się dobry psycholog.

***
       Pod wieczór postanowiłam spotkać się z Clarą w kawiarni obok collage'u  zaproponowałam jej spotkanie, wiedząc że wpadną tam ludzie z aktorstwa po pisemnym egzaminie, na czele z Esther i Liam'em. Dziewczyna przystała na moją propozycję, ostatnio często przesiadywałyśmy razem, czy to w porze lunchu, czy też po prostu przechadzając się po szkolnym korytarzu. Clara, jest na prawdę w porządku, studentka medycyny, rzecz jasna- poukładana, rozsądna, nie trzymały jej się dziwaczne wybryki, więc uznałam ją za godnego towarzysza, tudzież fajną kumpelę.
       Zayn'a nie było, rozczarowałam się szczerze mówiąc, myślałam, że uraczy mnie swoim tajemniczym spojrzeniem, jednakże musiałam się zadowolić, rytmicznymi pstryknięciami palców rudowłosego Steva, jak zdążyłam przeczytać, na jego fartuszku. Zamówiłyśmy sobie ciacha- tiramisu i udałyśmy się do wolnego stolika. Opowiedziałam szatynce o ostatniej nocy filmowej z Niall'em i Harry'm, ta stwierdziła, że ich zachowanie względem nas jest nieco podejrzane i uznała, że nie możemy im ot tak ufać w każdej kwestii  Wzięłam sobie jej słowa do serca. W zasadzie, miała rację akcje z Louis'em, dziwne zachowanie Malika... tu chyba faktycznie było coś na rzeczy.
-Nie masz ochoty, pójść ze mną na domówkę do moich znajomych- zaproponowała - chciałabym ci ich wreszcie wszystkich przedstawić- dodała z entuzjazmem.
-Wiesz, spasuję- przygryzłam dolną wargę i zaczęłam kreślić łyżeczką ślady po talerzu.
-Tylko nie mów, że się z nimi umówiłaś- spojrzała na mnie podejrzliwie, stukając o blat stolika swoimi krwisto-czerwonymi paznokciami.
Zaprzeczyłam.
-Więc, w czym rzecz? Dziewczyno trzeba otwierać się na nowych ludzi-zachęcała mnie, mimo to ja nadal stawiałam na swoim.- Och, wiedziałam, że tak będzie. Gdybyś ich poznała na pewno zmieniłabyś zdanie. Słowo daję.- zmuszała mnie poniekąd do nagłej odpowiedzi.
-Może innym razem-odpowiedziałam w wymijający sposób. Szatynka przeprosiła mnie na moment i wraz z torebką udała się do toalety, wypadła jej jednak jakaś ulotka. Odruchowo podniosłam, ją i ułożyłam po jej stronie stolika. Nie chciałam być wścibska i zaglądać w rzeczy innych, ale tytuł szczególnie mnie zainteresował- „Club Foggy Night, u nas doznasz niecodziennych wrażeń”. Okey, pomyślałam i w duchu zaśmiałam się, z dosyć beznadziejnej reklamy. Nieco niżej znajdował się adres, oraz godziny otwarcia, nic konkretnego, żadnych informacji, na odwrocie był jedynie dojazd. Club miał znajdować się w jakiejś piwnicy niedaleko skate parku. Cała ramówka była dosyć mroczna, ale były na niej dziwne przebłyski żółtego koloru, co nadawało jej dosyć tandetnego charakteru. Szybko odłożyłam ją na swoje miejsce, a kiedy Clara wróciła, momentalnie schowała ją we wnętrzu swojej torebki, nieco zmieszana całą sytuacją.
-Hejka- zawołała Ess, podbiegając do naszego stolika z szerokim uśmiechem na twarzy, który przed południem byłby wręcz rzeczą nie do pomyślenia- No? No kto zdał? Ha?- zaczęła skakać trzymając w dłoniach arkusz.
-A kto wczoraj szalał, jak psychiczny wrzeszcząc, że zawali, hę?- zapytałam, po czym uściskałam ją z całych sił- A gdzie Liam? Jak mu poszło?- zapytałam szybko rozglądając się po kawiarni. Clara zakaszlała cicho, dając mi tym samym do zrozumienia, że mieszanie się w sprawy chłopców, to nie jest dobry pomysł.
-Li? Liam poszedł do Chad'a, naszego kumpla, swoją drogą połowa naszej grupy poszła do niego oblać egzamin- wyjaśniła układają sweter na krześle obok.
-A ty dlaczego nie poszłaś- zapytałam szybko, zaginając na ćwiartkę papierową serwetkę.
-Miałam ochotę na koktajl- mrugnęła do mnie porozumiewawczo. No tak chciała uniknąć libacji alkoholowej, która za pewne miałaby tam miejsce- poza tym muszę odespać, siedziałam z Liam'em do 3:00- schowała twarz w dłoniach. Widać było, że Clara nie była zadowolona z tematu rozmowy i po około 10 minutach wyszła, tłumacząc się, że dostała SMS'a od przyjaciółki proszącej o szybkie spotkanie na mieście. No cóż.

***

-Twój list? Dlaczego go nie otworzyłaś?- zapytała blondynka, robiąc kanapki na kolację. 
-Sąsiad mi go rano przyniósł, jak chcesz to go otwórz- zawołałam siedząc po turecku na kanapie i oglądając, jakieś realty show. Blondynka przyszła z kuchni położyła talerz z górą kanapek na stole, po czym wóciła się po owy list. Obróciła go kilkakrotnie w dłoniach, przyglądając mu z każdej strony, po czym otworzyła go ostrożnie.
-To jakiś pismo ze starego college'u...- zaczęła czytać, mrużąc lekko oczy.
-No czytaj o co chodzi- popędziłam ją. Zabrałam jedną z kanapek z talerza, podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i zwróciłam się ponownie zwróciłam się do Estie.
-Czekaj, nie rozumiem- dodała zmieszana, przyglądając się dokumentowi w jej dłoniach- Napisali, że musisz przyjechać do nich ponownie, bo papiery, które u nich składałaś poprzednio zniknęły, ale... jak mogły zniknąć?-powiedziała Esther dedukując, każdy wers listu.
-Co? Jakim cudem?-od razu wstałam z miejsca i wyrwałam blondynce papier z rąk, po czym razem na głos czytałyśmy dalszy ciąg : „Chcielibyśmy poinformować panią, że dokumenty złożone dn.19.09.2011(...) Prosimy o niezwłoczne stawienie się w sekretariacie budynku (...) Sprawa wymaga interwencji (...) Część dokumentów, które wymagała pani nowa szkoła, została odebrana przez panią w dn. 22.06.2012 (...)
-Cholera- spojrzała na mnie, chwytając mnie za nadgarstki- ale jak to się mogło stać, że akurat twoje nagle wyparowały, o co chodzi?-rozmyślała głośno. Odgarnęłam włosy do tyłu i podążyłam w kierunku okna, Esther momentalnie poszła w ślad za mną.
-A może ktoś chciał działać na moją niekorzyść?-zapytałam podejrzliwie.
-Musisz tam jechać i wszystko wyjaśnić, twoje dane osobowe nie mogły nagle zniknąć, co za debilna kadra zarządza dokumentami uczniowskimi?- zapytała zaciskając pięści.




Dziękuję serdecznie :) 
Pozdrawiam Pola xx






08 lipca, 2013

Rozdział 12.

Witajcie kochani!! ;* Tu Nesti ;) Jak wam mijają wakacje? Mi osobiście wakacje zaczęły się genialnie!!  Tydzień temu byłam z Polą na koncercie ROOM94 w Krakowie, który był po prostu ZARĄBISTY ;D Aktualnie siedzę w domu i się opierniczam, jedyne co robię to chodzę o 17:00 na wykłady, bo zapisałam się na kurs prawa jazdy. Jak zawsze dodaję kolejny rozdział, mam nadzieję, że wam się spodoba ;)



- Wybacz Susan, ale msze już iść. -Powiedziałam to do zasmuconej czarnowłosej dziewczyny.
- Estie nie idź już, impreza się dopiero rozkręca.
- Przepraszam Cię, ale jutro mam wcześnie rano wykłady a jestem już trochę zmęczona przez ten wczorajszy wieczór filmowy z Harrym i Niallem, który nawiasem mówiąc trwał do 4 rano.
- Aha, rozumiem. -Mówiąc to Susan przytuliła mnie na pożegnanie i dała buziaka w policzek. - Trzymaj się.
- Pa.
Chwyciłam w swoje dłonie moją cienką kurtkę i wyszłam z pomieszczenia. Na dworze panował zimny
jesienny wiatr, który rozwiewał moje włosy, słonce już prawie całkowicie zaszło więc panowały egipskie ciemności. Szłam w stronę mojego domu mocniej okrywając się kurtką ponieważ było mi już trochę zimno. Nagle zauważyłam kontem oka, że jadący za mną wielki samochód, którego totalnie nie kojarzyłam nagle zahamował i zaczął jechać strasznie powolnym tempem, tak jakby mnie śledził, myślałam, że tylko ja sobie to ubzdurałam, ale gdy się zatrzymałam to pojazd za mną zrobił dokładnie to samo. Przełknęłam ślinę i zaczęłam iść normalnym tempem a samochód znów ruszył. Moje nogi zaczęły robić coraz to szybsze ruchy lecz nagle samochód przyspieszył i zbliżył się do mnie. Serce zaczęło mi bić jak szalone. Jest późny wieczór, zero ludzi dookoła, a ja spaceruje sobie całkiem sama. Auto zatrzymało się przede mną tak, że stałam twarzą do szyby kierowcy.
- CHOLER JASNA !! -Krzyknęłam na cały głos. -Lou to nie jest śmieszne!! -Rykłam do śmiejącego się na miejscu kierowcy chłopaka.
- Mi też miło Ciebie widzieć.
- Wiesz jak mnie wystraszyłeś!? Myślałam, że to jakiś.....
- Zbok!? -Przerwał mi szybko Lou - Wiele osób mi to mów.
- Lou to nie jest śmieszne!!
- A dla mnie jest. Żałuj, że nie widziałaś swojej miny.
- Strasznie zabawne. A ty tak zawsze straszysz ludzi?
- Nie tylko tak szłaś samotnie to sobie pomyślałem, a co będzie tak sama szła podwiozę ją.
- Masz gest. -Powiedziałam sarkastycznie.
- Co nie. -Powiedział chłopak uśmiechając się.
- To będziesz tak stała czy się ruszysz i wejdziesz do samochodu. Powiedział to po czym spojrzał na mnie pytająco.
Pewnym krokiem ruszyłam w stronę miejscu dla pasażera. Lou był dziwnym człowiekiem, ale wybierając pomiędzy samotnym spacerem o północy a bezpieczną przejażdżką samochodem odpowiedź nasuwała się sama. Pojazd ruszył z miejsca, Lou skupił swój wzrok na jezdni.
- Skąd wracałaś?
- Od koleżanki.
Zapadła chwilowa cisza, którą przerwał Lou.
- Czy może wczoraj Zayn Ciebie jakoś obraził?
- Nie, a coś się stało?
- Nie, nic chciałem Ci tylko powiedzieć, że jeśli powiedział coś niestosownego, albo Ciebie obraził to naprawdę nie miał nic złego na myśli.
Chłopak nagle spoważniał tak jakby chciał szybko zmienić temat. Ta cała sprawa związana z Zaynem strasznie mnie ciekawiła, ale i jednocześnie przerażała. Niall, Harry, Liam oraz Lou unikali tego tematu jak ognia, widać było, że ukrywają przede mną i Pauline jakąś tajemnicę, ale boją się ją wyjawić. Ciągle zachodziłam w głowę co może być powodem dziwnego zachowania Zayna na meczu, ale nic nie dawało mi odpowiedzi. Popatrzyłam na boczną szybę, w której nie było nic widać oprócz zapalonych latarni.
- Dziękuję Ci bardzo Louis, że mnie podwozisz. -Powiedziałam przerywając ciszę. - Na dworze jest tak ciemno, że naprawdę bałabym się teraz wracać sama.
- Nie ma za co. -Powiedział Lou uśmiechając się. -Wiem, że może nie wyglądam, ale uwielbiam ratować damy z opresji.
- Albo je przejeżdżać. -Powiedziałam do niego sarkastycznym tonem, przypominając mu jak o mało wos nie przejechał Pauline. Droga przebiegła nam w bardzo miłej atmosferze kiedy już dotarliśmy na miejsce to pożegnałam się z Lou i weszłam do domu. Paulina jak zwykle leżała na kanapie jadła jogurt i oglądała na laptopie jakiś serial kryminalny.
- Hej! -Powiedziałam do blondynki kiedy tylko ją zauważyłam.
- Hej! -Odpowiedziała uśmiechając się na mój widok - I jak tam impreza?
- Ujdzie. Odpowiedziałam jej zdejmując z siebie kurtkę, ale w życiu nie zgadniesz kogo spotkałam kiedy wracałam do domu.
- No gadaj.
- Louisa! Wiesz jak ten kretyn mnie przestraszył myślałam normalnie, że się zesram przez niego ze strachu.
Usiadłam koło przyjaciółki i opowiedziałam jej całą historię.
- No nieźle. -Powiedziała Pauline kiedy powiedziałam jej już wszystko.
- Ale jakbyś ty wiedziała jak ja się wtedy bał....
Nie dokończyłam bo usłyszałam znany mi już dzwonek mojej komórki. Ruszyłam w stronę mojej torby i wyciągałam z niej mój telefon.
- Słucham. Powiedziałam przykładając komórkę do prawego ucha.
- Hej Estie.
- Hej Liam! -Powiedziałam uśmiechając się niekontrolowanie. -Co chcesz?
- Słuchaj masz może ostatnie notatki z zajęć?
- Wiesz nie jestem pewna w 100%, ale raczej powinnam je gdzieś mieć, a co?
- No bo wiesz one są mi strasznie potrzebne do jutrzejszego egzaminu.
- DO CZEGO !!?? -Krzyknęłam mając nadzieje, że się przesłyszałam.
- No do jutrzejszego egzaminu. Przecież Pan Smith powiedział, że jutro mamy mieć pisemny egzamin z historii teatru.
- ŻE CO !!?? -Zaczęłam szukać w głowie momentu kiedy Pan Smith mówił o tym pieprzonym egzaminie, ale nic nie umiałam znaleźć.
- Nie mów mi, że nie pamiętasz o tym egzaminie.
- No chyba właśnie jakby to powiedzieć, wyleciał mi on z głowy. KURDE !! -Krzyknęłam na cały głos -JA GO OBLEJE, nie ma bata, przecież ja nic nie umiem.
- Estie spokojnie, nauczysz się go.
- Liam wiesz ile tego jest!? Nie dam rady sama przerobić tego materiału.
- Poczekaj. -Chłopak zaczął nad czymś myśleć. Po chwili przerwał cisze mówiąc. - Daj mi 5 min to do Ciebie skocze i pouczymy się razem i tak mam jeszcze sporo materiału do nauczenia a we dwójkę zawsze raźniej.
- Liam, jesteś aniołem! nawet nie wiesz jak w tym momencie ratujesz mi tyłek.
Chłopak roześmiał się do słuchawki
- Nie przesadzaj, będę u Ciebie za 5 min, pa!
- Pa!
Odłożyłam telefon i odwróciłam się w stronę salonu, gdzie siedziała niedawno Paulcia, lecz zobaczyłam, że blondynka stała oparta o drzwi i śmiała się ze mnie.
- Esther, czy ty się kiedyś nauczysz zapamiętywać terminy egzaminów.
- Ale serio wyleciało mi to z głowy! A teraz wybacz bo muszę iść posprzątać swój pokój bo jak zwykle mam w nim totalny bulder.
Pobiegłam szybkim krokiem po schodach na górę otworzyłam drzwi do pokoju i wzięłam się za totalne porządki. Po jakiś 10 min pokój wyglądał przyzwoicie, nawet dało się po nim przejść.
- Hej!
Usłyszałam za sobą męski głos. Widoczne Pauline wpuściła Liama, bo ja nie słyszałam żadnego dzwonka do drzwi.
- Hej! Rozgość się, chcesz coś do picia?
- A masz jakiś sok?
- Pewnie zaraz przyniosę.
Zeszłam szybko do kuchni i nalałam soku do szklanki.
-Tylko mi się tam nie całujcie. -Powiedziałam Pauline wystawiając mi język
- Ha, ha bardzo śmieszne.
Odpowiedziałam posyłając jej gniewne spojrzenie po czym ruszyłam w stronę swojego pokoju. Nauka poszła w ruch siedzieliśmy nad książkami i notatkami do 3 w nocy. Byliśmy już tak zmęczeni, że postanowiliśmy zrobić sobie jakie 15 min przerwy.
- Przerobiliśmy już 3/4 materiału zostało nam jeszcze tylko ostatni temat. -Powiedział Liam trzymając książkę.
- Naprawdę nie wiem jak Ci dziękować Liam ja sam w życiu bym tego nie ogarnęła.
Chłopak się zaśmiał po czym zadał mi pytanie.
- Esther jaki trafił Ci się scenariusz?
- Jak scenariusz.? -Popatrzyłam na chłopaka pytająco.
- No wiesz..ten, który Pan Smith dawał na początkowych zajęcia.
- Aaa ten. Dostałam jakąś romantyczną scenę, a co?
- Bo wiesz ja też je dostałem i jak by to powiedzieć, nie mam żadnej partnerki do zagrania jej, więc czy zgodziła byś się ja ze mną zagrać?
- Pewnie. -Powiedziałam bez dłuższego namysłu. -Liam ty się dla mnie poświęciłeś i siedzisz ze mną od ponad 3h żeby wryć mi tą historię do mojej pustej głowy to tym bardziej ja mogę zrobić coś dla ciebie.
Powiedziałam uśmiechając się do niego.
- Dzięki wielkie.
- Już tak nie dziękuj bo się rozpłynę.
Mówiąc to wzięłam poduszkę i uderzyłam go nią z całej siły. Chłopak zaczął się śmiać, lecz nagle jego wzrok utkwił na czymś innym.
- To twoja gitara?
Zadał mi pytanie wstając z łóżka i podchodząc w stronę instrumentu.
- Nie, nie jest moja tylko mojego brata.
- Wspaniała.
Liam usiadł koło mnie chwytając gitarę w swoje dłonie i zaczął grać na niej spokojną piosenkę. Nie mówiła nic tylko wpatrywałam się w Liama, nie wiedziałam, że potrafi grać na gitarze. Widać było, że gra na niej daje mu niezłą radość bo z każdą sekundą zatracał się w niej coraz bardziej. Przypominał mi bardzo mojego młodszego brata Bena, którego ten instrument był własnością. On zachowywał się dokładnie tak samo kiedy miał ja w swoich rekach. Melodia, która wydobywała się za każdym razem kiedy Liam ruszał strunami tak mnie uspakajała i relaksowała, że bez dłuższego zastanowienia położyłam się koło chłopaka i wsłuchałam się w jego grę. Nie wiedząc nawet kiedy usnęłam.




  Z góry przepraszam za błędy i oczywiście czekam na wasze komentarze ;)
 Buziaczki, Nesti Xx