13 lipca, 2013

Rozdział 13.


Hej, z tej strony Pola ;) Wreszcie wakacje, a po wakacjach klasa maturalna...No cóż, powoli trzeba zabierać się za naukę, ja osobiście od kilku dni powtarzam pierwszą klasę z geografii, idzie mi to mozolnie, ale się staram. 
   Wszyscy gdzieś wyjeżdżają, a Esti i ja siedzimy w domach, jeszcze miesiąc i nasz upragniony Londyn :D Nie mogę się już doczekać. A jak Wam mijają wakacje? Mam nadzieję, że znajdziecie chwilę czasu na przeczytanie kolejnego rozdziału. Pozdrawiam ;)


-Pauline, ja wychodzę- usłyszałam ciepły, przyjemny głos, a niedługo później lekkie klepanie po lewym ramieniu. Ocknęłam się momentalnie, najwyraźniej musiałam zasnąć przed telewizorem.
-Pauline, ja wracam do siebie-powtórzył- przepraszam, że obudziłem, ale chciałem żebyś zamknęła drzwi dla bezpieczeństwa- powiedział Liam zarzucając na siebie lekką kurtkę. Przetarłam oczy i posłusznie wykonałam polecenie Payne'a.
-Dobranoc- powiedział z uśmiechem, podnosząc z podłogi jedną z kartek, która wypadła mu z segregatora, po czym momentalnie odskakując, udał się do samochodu. Stałam jeszcze chwilę na ganku, obserwując jak odjeżdża, ale zimne jesienne powietrze zniechęciło mnie do dalszego wpatrywanie się w latarnie, dlatego niedługo po zniknięciu samochodu Liam'a wróciłam do środka. Zegar wskazywał 3:40. Wyłączyłam telewizor, który najwyraźniej działał przez co najmniej 3 godziny bez najmniejszego sensu. Zdążyłam jednak usłyszeć, o kolejnych niepokojących przypadłościach nastolatków, jakimi są nadużywanie alkoholu, czy też sięganie po narkotyki. Puszczając mimo uszu wiadomość, która była mi doskonale znana, żyjąc w takim, a nie innym środowisku, udałam się pod prysznic, a następnie do łóżka. Od razu lepiej kładło się spać, ze świadomością, że jutro jest wolny dzień od zajęć.

***


-Dzień dobry, pani Pauline Henderson?-zapytał miły pan z wąsem, stojący o poranku na naszym ganku. Przeczesałam palcami włosy do tyłu, naciągnęłam lekko bluzkę od piżamy, która odsłaniała mi część brzucha i potwierdziłam moją tożsamość, w niezbyt grzeczny sposób, odpowiadając: „Yhym”.
-Najwyraźniej listonosz pomylił się i wrzucił do mojej skrzynki pani list- dodał, po chwili wpatrując się w kopertę, na której widniało moje imię i nazwisko.
-Jeszcze nie miałam okazji poznać naszego listonosza, dziękuję za fatygę- zdobyłam się na odrobinę dyplomacji w mojej porannej, niedospanej wypowiedzi, na co sąsiad zareagował szerokim uśmiechem. Nie otwierając koperty, przypięłam ją magnesem do lodówki, nie byłam szczególnie ciekawa zawartości, tym bardziej, że nie spodziewałam się niczego tudzież wizyty nikogo. Nie zawracałam sobie tą sprawą głowy, zrobiłam sobie śniadanie i usiadłam przed laptopem, napawając się kolejnymi dołującymi informacjami prosto z Facebooka.

***
Około godziny 11:00 Esther zeszła wolnym krokiem na parter, potykając się teatralnie o każdą napotkaną na swojej drodze rzecz, przy okazji taszcząc do kuchni tacę z kubkami po wypitej litrami wczorajszej kawie.
-Kiedy masz egzamin?-rzuciłam wyglądając zza grubej oprawy książki.
-W sumie sama nie wiem, Liam obiecał, że przyjedzie po mnie na czas- uśmiechnęła się, przeciągając się na wszelkie możliwe strony świata- Mam nadzieję, że tu jeszcze nie był?- zapytała zdesperowana.
-Nic mi o tym nie wiadomo- odpowiedziałam płynnie, przewracając kolejną stronę książki.
Po niecałych 7 minutach usłyszałyśmy klakson samochodu. Ess wpadła w szał, plątały jej się nogi, ręce trzęsły,  że nie potrafiła utrzymać pliku kartek, na których miała notatki, z których za pewne chciała powtórzyć tuż przed egzaminem.
-Będzie dobrze, nie stresuj się- pokazałam zaciśnięte kciuki.
-Dobrze ci mówić, leżąc na kanapie- odburknęła po czym zarzuciła na siebie szybkim ruchem gruby sweter, a torba z potrzebnymi materiałami powlokła się za blondyną po podłodze- Ok- odetchnęła krótko- idę- powiedziała stanowczo i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Korzystając z chwili samotności, otworzyłam ponownie laptop i włączyłam Skype'a dzwoniąc uprzednio do rodziców, czy nie znaleźliby chwili czasu na rozmowę z ich najukochańszą, pierworodną córką. Odpowiedź była pozytywna, także usiadłam na kanapie i włączyłam program.
-Nigdy nie nauczycie się obsługiwać komputera, mam rację?- zapytałam, widząc, że przed ekranem majstruje coś z kamerką moja młodsza siostra- Natalie.
-Ciesz się, że w ogóle próbujemy obcować z technologią- powiedział poważnym tonem ojciec.
-Już nie przesadzaj, Pauline- poparła go mama- Opowiadaj, co tam nowego? jak tam Estere? jak w szkole? Nie spaliłyście domu? Nie wycięli wam nerek? Tyle się teraz o tym słyszy...- zadała mi szereg pytań na jednym oddechu.
-Natalie, przesuń łeb z łaski swojej- przekrzywiłam głowę, chcąc dostrzec choć skrawek twarzy któregokolwiek rodzica.
-Sama spadaj- rzuciła obrażona-nie dość, że nie dostałam twojego pokoju, to jeszcze masz względem mnie takie wymagania- oburknęła, po czym wszyscy troje zaczęli się śmiać, względnie nie wiadomo z czego.
-Nieważne. Mamo? Poroszę...- dodałam zrezygnowana  uświadamiając sobie po chwili, sens pytań mojej rodzicielki. Nic się nie zmieniło, wszystko w porządku, tyle że Esther wyprała mi jeansy, wyobraź sobie, że akurat te, w których miałam dragi, no już przpadło, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem- spuściłam wzrok, po czym ukradkiem spojrzałam na ekran, chcąc widzieć miny członków mojej rodziny. Pewnie możecie sobie wyobrazić przerażenie w oczach moich rodziców połączone z niemiłosierną chęcią sprezentowania mi ślicznego szlabanu oraz minę Natalie pod tytułem „Wait wut?”.
-Jezu, brawo, ja i narkotyki? Serio?- dodałam zrezygnowana, po czym zaczęłam mieć ubaw w dalszym ciągu, z poprzedniej reakcji.- Tak mi ufacie, wiecie co?- pokręciłam głową z dezaprobatą.
Ci zlustrowali mnie, po czym stwierdzili, że przydałby mi się dobry psycholog.

***
       Pod wieczór postanowiłam spotkać się z Clarą w kawiarni obok collage'u  zaproponowałam jej spotkanie, wiedząc że wpadną tam ludzie z aktorstwa po pisemnym egzaminie, na czele z Esther i Liam'em. Dziewczyna przystała na moją propozycję, ostatnio często przesiadywałyśmy razem, czy to w porze lunchu, czy też po prostu przechadzając się po szkolnym korytarzu. Clara, jest na prawdę w porządku, studentka medycyny, rzecz jasna- poukładana, rozsądna, nie trzymały jej się dziwaczne wybryki, więc uznałam ją za godnego towarzysza, tudzież fajną kumpelę.
       Zayn'a nie było, rozczarowałam się szczerze mówiąc, myślałam, że uraczy mnie swoim tajemniczym spojrzeniem, jednakże musiałam się zadowolić, rytmicznymi pstryknięciami palców rudowłosego Steva, jak zdążyłam przeczytać, na jego fartuszku. Zamówiłyśmy sobie ciacha- tiramisu i udałyśmy się do wolnego stolika. Opowiedziałam szatynce o ostatniej nocy filmowej z Niall'em i Harry'm, ta stwierdziła, że ich zachowanie względem nas jest nieco podejrzane i uznała, że nie możemy im ot tak ufać w każdej kwestii  Wzięłam sobie jej słowa do serca. W zasadzie, miała rację akcje z Louis'em, dziwne zachowanie Malika... tu chyba faktycznie było coś na rzeczy.
-Nie masz ochoty, pójść ze mną na domówkę do moich znajomych- zaproponowała - chciałabym ci ich wreszcie wszystkich przedstawić- dodała z entuzjazmem.
-Wiesz, spasuję- przygryzłam dolną wargę i zaczęłam kreślić łyżeczką ślady po talerzu.
-Tylko nie mów, że się z nimi umówiłaś- spojrzała na mnie podejrzliwie, stukając o blat stolika swoimi krwisto-czerwonymi paznokciami.
Zaprzeczyłam.
-Więc, w czym rzecz? Dziewczyno trzeba otwierać się na nowych ludzi-zachęcała mnie, mimo to ja nadal stawiałam na swoim.- Och, wiedziałam, że tak będzie. Gdybyś ich poznała na pewno zmieniłabyś zdanie. Słowo daję.- zmuszała mnie poniekąd do nagłej odpowiedzi.
-Może innym razem-odpowiedziałam w wymijający sposób. Szatynka przeprosiła mnie na moment i wraz z torebką udała się do toalety, wypadła jej jednak jakaś ulotka. Odruchowo podniosłam, ją i ułożyłam po jej stronie stolika. Nie chciałam być wścibska i zaglądać w rzeczy innych, ale tytuł szczególnie mnie zainteresował- „Club Foggy Night, u nas doznasz niecodziennych wrażeń”. Okey, pomyślałam i w duchu zaśmiałam się, z dosyć beznadziejnej reklamy. Nieco niżej znajdował się adres, oraz godziny otwarcia, nic konkretnego, żadnych informacji, na odwrocie był jedynie dojazd. Club miał znajdować się w jakiejś piwnicy niedaleko skate parku. Cała ramówka była dosyć mroczna, ale były na niej dziwne przebłyski żółtego koloru, co nadawało jej dosyć tandetnego charakteru. Szybko odłożyłam ją na swoje miejsce, a kiedy Clara wróciła, momentalnie schowała ją we wnętrzu swojej torebki, nieco zmieszana całą sytuacją.
-Hejka- zawołała Ess, podbiegając do naszego stolika z szerokim uśmiechem na twarzy, który przed południem byłby wręcz rzeczą nie do pomyślenia- No? No kto zdał? Ha?- zaczęła skakać trzymając w dłoniach arkusz.
-A kto wczoraj szalał, jak psychiczny wrzeszcząc, że zawali, hę?- zapytałam, po czym uściskałam ją z całych sił- A gdzie Liam? Jak mu poszło?- zapytałam szybko rozglądając się po kawiarni. Clara zakaszlała cicho, dając mi tym samym do zrozumienia, że mieszanie się w sprawy chłopców, to nie jest dobry pomysł.
-Li? Liam poszedł do Chad'a, naszego kumpla, swoją drogą połowa naszej grupy poszła do niego oblać egzamin- wyjaśniła układają sweter na krześle obok.
-A ty dlaczego nie poszłaś- zapytałam szybko, zaginając na ćwiartkę papierową serwetkę.
-Miałam ochotę na koktajl- mrugnęła do mnie porozumiewawczo. No tak chciała uniknąć libacji alkoholowej, która za pewne miałaby tam miejsce- poza tym muszę odespać, siedziałam z Liam'em do 3:00- schowała twarz w dłoniach. Widać było, że Clara nie była zadowolona z tematu rozmowy i po około 10 minutach wyszła, tłumacząc się, że dostała SMS'a od przyjaciółki proszącej o szybkie spotkanie na mieście. No cóż.

***

-Twój list? Dlaczego go nie otworzyłaś?- zapytała blondynka, robiąc kanapki na kolację. 
-Sąsiad mi go rano przyniósł, jak chcesz to go otwórz- zawołałam siedząc po turecku na kanapie i oglądając, jakieś realty show. Blondynka przyszła z kuchni położyła talerz z górą kanapek na stole, po czym wóciła się po owy list. Obróciła go kilkakrotnie w dłoniach, przyglądając mu z każdej strony, po czym otworzyła go ostrożnie.
-To jakiś pismo ze starego college'u...- zaczęła czytać, mrużąc lekko oczy.
-No czytaj o co chodzi- popędziłam ją. Zabrałam jedną z kanapek z talerza, podciągnęłam nogi do klatki piersiowej i zwróciłam się ponownie zwróciłam się do Estie.
-Czekaj, nie rozumiem- dodała zmieszana, przyglądając się dokumentowi w jej dłoniach- Napisali, że musisz przyjechać do nich ponownie, bo papiery, które u nich składałaś poprzednio zniknęły, ale... jak mogły zniknąć?-powiedziała Esther dedukując, każdy wers listu.
-Co? Jakim cudem?-od razu wstałam z miejsca i wyrwałam blondynce papier z rąk, po czym razem na głos czytałyśmy dalszy ciąg : „Chcielibyśmy poinformować panią, że dokumenty złożone dn.19.09.2011(...) Prosimy o niezwłoczne stawienie się w sekretariacie budynku (...) Sprawa wymaga interwencji (...) Część dokumentów, które wymagała pani nowa szkoła, została odebrana przez panią w dn. 22.06.2012 (...)
-Cholera- spojrzała na mnie, chwytając mnie za nadgarstki- ale jak to się mogło stać, że akurat twoje nagle wyparowały, o co chodzi?-rozmyślała głośno. Odgarnęłam włosy do tyłu i podążyłam w kierunku okna, Esther momentalnie poszła w ślad za mną.
-A może ktoś chciał działać na moją niekorzyść?-zapytałam podejrzliwie.
-Musisz tam jechać i wszystko wyjaśnić, twoje dane osobowe nie mogły nagle zniknąć, co za debilna kadra zarządza dokumentami uczniowskimi?- zapytała zaciskając pięści.




Dziękuję serdecznie :) 
Pozdrawiam Pola xx






3 komentarze:

  1. Omfg czekam na następny *.*
    @madziulka123_1D
    zapraszam do siebie http://stolemyheeeart.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
  2. pięknie, pięknie , pięknie !
    jak zawsze, powtarzam się, ale to już popado w rutynę ;P
    jest bosko !
    @anhelkaaa_13

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zawsze jest CUDOWNIE! Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! <3

    OdpowiedzUsuń