Hej, z tej strony Pola ;) Wreszcie wakacje, a po wakacjach klasa maturalna...No cóż, powoli trzeba zabierać się za naukę, ja osobiście od kilku dni powtarzam pierwszą klasę z geografii, idzie mi to mozolnie, ale się staram.
Wszyscy gdzieś wyjeżdżają, a Esti i ja siedzimy w domach, jeszcze miesiąc i nasz upragniony Londyn :D Nie mogę się już doczekać. A jak Wam mijają wakacje? Mam nadzieję, że znajdziecie chwilę czasu na przeczytanie kolejnego rozdziału. Pozdrawiam ;)
-Pauline, ja wychodzę-
usłyszałam ciepły, przyjemny głos, a niedługo później lekkie
klepanie po lewym ramieniu. Ocknęłam się momentalnie, najwyraźniej
musiałam zasnąć przed telewizorem.
-Pauline, ja wracam do
siebie-powtórzył- przepraszam, że obudziłem, ale chciałem żebyś
zamknęła drzwi dla bezpieczeństwa- powiedział Liam zarzucając na
siebie lekką kurtkę. Przetarłam oczy i posłusznie wykonałam
polecenie Payne'a.
-Dobranoc- powiedział z
uśmiechem, podnosząc z podłogi jedną z kartek, która wypadła mu
z segregatora, po czym momentalnie odskakując, udał się do
samochodu. Stałam jeszcze chwilę na ganku, obserwując jak
odjeżdża, ale zimne jesienne powietrze zniechęciło mnie do
dalszego wpatrywanie się w latarnie, dlatego
niedługo po zniknięciu samochodu Liam'a wróciłam do środka. Zegar
wskazywał 3:40. Wyłączyłam telewizor, który najwyraźniej
działał przez co najmniej 3 godziny bez najmniejszego sensu. Zdążyłam jednak usłyszeć, o kolejnych niepokojących
przypadłościach nastolatków, jakimi są nadużywanie alkoholu, czy
też sięganie po narkotyki. Puszczając mimo uszu wiadomość, która
była mi doskonale znana, żyjąc w takim, a nie innym środowisku,
udałam się pod prysznic, a następnie do łóżka. Od razu lepiej
kładło się spać, ze świadomością, że jutro jest wolny dzień
od zajęć.
***
-Dzień dobry, pani Pauline
Henderson?-zapytał miły pan z wąsem, stojący o poranku na naszym
ganku. Przeczesałam palcami włosy do tyłu, naciągnęłam lekko
bluzkę od piżamy, która odsłaniała mi część brzucha i
potwierdziłam moją tożsamość, w niezbyt grzeczny sposób,
odpowiadając: „Yhym”.
-Najwyraźniej listonosz
pomylił się i wrzucił do mojej skrzynki pani list- dodał, po
chwili wpatrując się w kopertę, na której widniało moje imię i
nazwisko.
-Jeszcze nie miałam okazji
poznać naszego listonosza, dziękuję za fatygę- zdobyłam się na
odrobinę dyplomacji w mojej porannej, niedospanej wypowiedzi, na co
sąsiad zareagował szerokim uśmiechem. Nie otwierając koperty,
przypięłam ją magnesem do lodówki, nie byłam szczególnie ciekawa
zawartości, tym bardziej, że nie spodziewałam się niczego tudzież
wizyty nikogo. Nie zawracałam sobie tą sprawą głowy, zrobiłam
sobie śniadanie i usiadłam przed laptopem, napawając się
kolejnymi dołującymi informacjami prosto z Facebooka.
***
Około godziny 11:00 Esther
zeszła wolnym krokiem na parter, potykając się teatralnie o każdą
napotkaną na swojej drodze rzecz, przy okazji taszcząc do kuchni
tacę z kubkami po wypitej litrami wczorajszej kawie.
-Kiedy masz
egzamin?-rzuciłam wyglądając zza grubej oprawy książki.
-W sumie sama nie wiem, Liam
obiecał, że przyjedzie po mnie na czas- uśmiechnęła się,
przeciągając się na wszelkie możliwe strony świata- Mam
nadzieję, że tu jeszcze nie był?- zapytała zdesperowana.
-Nic mi o tym nie wiadomo-
odpowiedziałam płynnie, przewracając kolejną stronę książki.
Po niecałych 7 minutach
usłyszałyśmy klakson samochodu. Ess wpadła w szał, plątały jej
się nogi, ręce trzęsły, że nie potrafiła utrzymać pliku
kartek, na których miała notatki, z których za pewne chciała
powtórzyć tuż przed egzaminem.
-Będzie dobrze, nie stresuj
się- pokazałam zaciśnięte kciuki.
-Dobrze ci mówić, leżąc
na kanapie- odburknęła po czym zarzuciła na siebie szybkim ruchem
gruby sweter, a torba z potrzebnymi materiałami powlokła się za
blondyną po podłodze- Ok- odetchnęła krótko- idę- powiedziała
stanowczo i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Korzystając z chwili
samotności, otworzyłam ponownie laptop i włączyłam Skype'a
dzwoniąc uprzednio do rodziców, czy nie znaleźliby chwili czasu na
rozmowę z ich najukochańszą, pierworodną córką. Odpowiedź
była pozytywna, także usiadłam na kanapie i włączyłam program.
-Nigdy nie nauczycie się obsługiwać komputera, mam rację?- zapytałam, widząc, że przed
ekranem majstruje coś z kamerką moja młodsza siostra- Natalie.
-Ciesz się, że w ogóle
próbujemy obcować z technologią- powiedział poważnym tonem
ojciec.
-Już nie przesadzaj,
Pauline- poparła go mama- Opowiadaj, co tam nowego? jak tam Estere?
jak w szkole? Nie spaliłyście domu? Nie wycięli wam nerek? Tyle
się teraz o tym słyszy...- zadała mi szereg pytań na jednym
oddechu.
-Natalie, przesuń łeb z
łaski swojej- przekrzywiłam głowę, chcąc dostrzec choć skrawek
twarzy któregokolwiek rodzica.
-Sama spadaj- rzuciła
obrażona-nie dość, że nie dostałam twojego pokoju, to jeszcze
masz względem mnie takie wymagania- oburknęła, po czym wszyscy
troje zaczęli się śmiać, względnie nie wiadomo z czego.
-Nieważne. Mamo?
Poroszę...- dodałam zrezygnowana uświadamiając sobie po chwili,
sens pytań mojej rodzicielki. Nic się nie zmieniło, wszystko w
porządku, tyle że Esther wyprała mi jeansy, wyobraź sobie, że
akurat te, w których miałam dragi, no już przpadło, nie ma co
płakać nad rozlanym mlekiem- spuściłam wzrok, po czym ukradkiem spojrzałam na ekran, chcąc widzieć miny członków mojej rodziny.
Pewnie możecie sobie wyobrazić przerażenie w oczach moich rodziców
połączone z niemiłosierną chęcią sprezentowania mi ślicznego
szlabanu oraz minę Natalie pod tytułem „Wait wut?”.
-Jezu, brawo, ja i
narkotyki? Serio?- dodałam zrezygnowana, po czym zaczęłam mieć
ubaw w dalszym ciągu, z poprzedniej reakcji.- Tak mi ufacie, wiecie
co?- pokręciłam głową z dezaprobatą.
Ci zlustrowali mnie, po czym
stwierdzili, że przydałby mi się dobry psycholog.
***
Pod wieczór postanowiłam
spotkać się z Clarą w kawiarni obok collage'u zaproponowałam jej
spotkanie, wiedząc że wpadną tam ludzie z aktorstwa po pisemnym
egzaminie, na czele z Esther i Liam'em. Dziewczyna przystała na moją
propozycję, ostatnio często przesiadywałyśmy razem, czy to w
porze lunchu, czy też po prostu przechadzając się po szkolnym
korytarzu. Clara, jest na prawdę w porządku, studentka medycyny,
rzecz jasna- poukładana, rozsądna, nie trzymały jej się dziwaczne
wybryki, więc uznałam ją za godnego towarzysza, tudzież fajną
kumpelę.
Zayn'a nie było,
rozczarowałam się szczerze mówiąc, myślałam, że uraczy mnie
swoim tajemniczym spojrzeniem, jednakże musiałam się zadowolić, rytmicznymi pstryknięciami palców rudowłosego Steva, jak zdążyłam przeczytać, na jego fartuszku. Zamówiłyśmy sobie ciacha- tiramisu i
udałyśmy się do wolnego stolika. Opowiedziałam szatynce o
ostatniej nocy filmowej z Niall'em i Harry'm, ta stwierdziła, że
ich zachowanie względem nas jest nieco podejrzane i uznała, że nie
możemy im ot tak ufać w każdej kwestii Wzięłam sobie jej słowa
do serca. W zasadzie, miała rację akcje z Louis'em, dziwne
zachowanie Malika... tu chyba faktycznie było coś na rzeczy.
-Nie masz ochoty, pójść
ze mną na domówkę do moich znajomych- zaproponowała - chciałabym
ci ich wreszcie wszystkich przedstawić- dodała z entuzjazmem.
-Wiesz, spasuję-
przygryzłam dolną wargę i zaczęłam kreślić łyżeczką ślady
po talerzu.
-Tylko nie mów, że się z
nimi umówiłaś- spojrzała na mnie podejrzliwie, stukając o blat
stolika swoimi krwisto-czerwonymi paznokciami.
Zaprzeczyłam.
-Więc, w czym rzecz?
Dziewczyno trzeba otwierać się na nowych ludzi-zachęcała mnie,
mimo to ja nadal stawiałam na swoim.- Och, wiedziałam, że tak
będzie. Gdybyś ich poznała na pewno zmieniłabyś zdanie. Słowo
daję.- zmuszała mnie poniekąd do nagłej odpowiedzi.
-Może innym
razem-odpowiedziałam w wymijający sposób. Szatynka przeprosiła
mnie na moment i wraz z torebką udała się do toalety, wypadła jej
jednak jakaś ulotka. Odruchowo podniosłam, ją i ułożyłam po jej
stronie stolika. Nie chciałam być wścibska i zaglądać w rzeczy
innych, ale tytuł szczególnie mnie zainteresował- „Club Foggy
Night, u nas doznasz niecodziennych wrażeń”. Okey, pomyślałam i
w duchu zaśmiałam się, z dosyć beznadziejnej reklamy. Nieco niżej
znajdował się adres, oraz godziny otwarcia, nic konkretnego,
żadnych informacji, na odwrocie był jedynie dojazd. Club miał
znajdować się w jakiejś piwnicy niedaleko skate parku. Cała
ramówka była dosyć mroczna, ale były na niej dziwne przebłyski
żółtego koloru, co nadawało jej dosyć tandetnego charakteru.
Szybko odłożyłam ją na swoje miejsce, a kiedy Clara wróciła,
momentalnie schowała ją we wnętrzu swojej torebki, nieco zmieszana całą sytuacją.
-Hejka- zawołała Ess,
podbiegając do naszego stolika z szerokim uśmiechem na twarzy,
który przed południem byłby wręcz
rzeczą nie do pomyślenia- No? No kto zdał? Ha?- zaczęła skakać trzymając w dłoniach arkusz.
-A kto wczoraj szalał, jak
psychiczny wrzeszcząc, że zawali, hę?- zapytałam, po czym
uściskałam ją z całych sił- A gdzie Liam? Jak mu poszło?-
zapytałam szybko rozglądając się po kawiarni. Clara zakaszlała
cicho, dając mi tym samym do zrozumienia, że mieszanie się w
sprawy chłopców, to nie jest dobry pomysł.
-Li? Liam poszedł do
Chad'a, naszego kumpla, swoją drogą połowa naszej grupy poszła do
niego oblać egzamin- wyjaśniła układają sweter na krześle obok.
-A ty dlaczego nie poszłaś- zapytałam szybko, zaginając na ćwiartkę papierową serwetkę.
-Miałam ochotę na koktajl- mrugnęła do mnie porozumiewawczo. No tak chciała uniknąć libacji alkoholowej, która za pewne miałaby tam miejsce- poza tym muszę odespać, siedziałam z Liam'em do 3:00- schowała twarz w dłoniach. Widać było, że Clara nie była zadowolona z tematu rozmowy i po około 10 minutach wyszła, tłumacząc się, że dostała SMS'a od przyjaciółki proszącej o szybkie spotkanie na mieście. No cóż.
***
-Twój list? Dlaczego go nie otworzyłaś?- zapytała blondynka, robiąc kanapki na kolację.
-Sąsiad mi go rano
przyniósł, jak chcesz to go otwórz- zawołałam siedząc po
turecku na kanapie i oglądając, jakieś realty show. Blondynka
przyszła z kuchni położyła talerz z górą kanapek na stole, po
czym wóciła się po owy list. Obróciła go kilkakrotnie w
dłoniach, przyglądając mu z każdej strony, po czym otworzyła go
ostrożnie.
-To jakiś pismo ze starego
college'u...- zaczęła czytać, mrużąc lekko oczy.
-No czytaj o co chodzi-
popędziłam ją. Zabrałam jedną z kanapek z talerza, podciągnęłam
nogi do klatki piersiowej i zwróciłam się ponownie zwróciłam się
do Estie.
-Czekaj, nie rozumiem-
dodała zmieszana, przyglądając się dokumentowi w jej dłoniach-
Napisali, że musisz przyjechać do nich ponownie, bo papiery, które
u nich składałaś poprzednio zniknęły, ale... jak mogły
zniknąć?-powiedziała Esther dedukując, każdy wers listu.
-Co? Jakim cudem?-od razu
wstałam z miejsca i wyrwałam blondynce papier z rąk, po czym razem
na głos czytałyśmy dalszy ciąg : „Chcielibyśmy poinformować
panią, że dokumenty złożone dn.19.09.2011(...) Prosimy o
niezwłoczne stawienie się w sekretariacie budynku (...) Sprawa
wymaga interwencji (...) Część dokumentów, które wymagała pani
nowa szkoła, została odebrana przez panią w dn. 22.06.2012 (...)
-Cholera- spojrzała na
mnie, chwytając mnie za nadgarstki- ale jak to się mogło stać, że
akurat twoje nagle wyparowały, o co chodzi?-rozmyślała głośno.
Odgarnęłam włosy do tyłu i podążyłam w kierunku okna, Esther
momentalnie poszła w ślad za mną.
-A może ktoś chciał
działać na moją niekorzyść?-zapytałam podejrzliwie.
-Musisz tam jechać i
wszystko wyjaśnić, twoje dane osobowe nie mogły nagle zniknąć,
co za debilna kadra zarządza dokumentami uczniowskimi?-
zapytała zaciskając pięści.
Dziękuję serdecznie :)
Pozdrawiam Pola xx

Omfg czekam na następny *.*
OdpowiedzUsuń@madziulka123_1D
zapraszam do siebie http://stolemyheeeart.blogspot.com/?m=0
pięknie, pięknie , pięknie !
OdpowiedzUsuńjak zawsze, powtarzam się, ale to już popado w rutynę ;P
jest bosko !
@anhelkaaa_13
Jak zawsze jest CUDOWNIE! Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! <3
OdpowiedzUsuń