Witam, tutaj Pola.
Serdecznie zapraszam do czytania oraz przepraszam za wszelkie błędy. Do następnego razu! :)
Serdecznie zapraszam do czytania oraz przepraszam za wszelkie błędy. Do następnego razu! :)
Przechadzałam się właśnie główną
alejką, kiedy to ni stąd ni zowąd pojawiła się obok mnie
Esther.
-Pauline, dobrze, że cię zauważyłam.
Muszę koniecznie ci kogoś przedstawić.-powiedziała z satysfakcją.
-O nie, nie mam zamiaru zawierać
żadnych nowych znajomości. Póki co muszę skoncentrować się na
aklimatyzacji, a przede wszystkim na nauce, więc podziękuję-
powiedziałam po czym wyciągnęłam z torebki gruby podręcznik z
biologii. Estie gwałtownie wyrwała mi książkę z rąk i zaczęła
się na mnie wydzierać na cały głos, że mam wreszcie ruszyć dupę, a nie ciągle ślęczeć przy
książkach, bo w ostateczności zostanę starą panną z
pierdyliardem kotów. Odpuściłam. Blondynka zaciągnęła mnie do
fontanny. Podążając w owym kierunku, modliłam się tylko, żeby
moja sukienka pozostała na swoim miejscu i nie odsłoniła mi
tyłka, do czego ma niestety tendencję, a szczególnie wtedy, kiedy
się denerwuję, bo moje nogi zaczynają mi się plątać, tym samym
marszczą moją kieckę. Na szczęście nic takiego się nie stało i
ku mojemu zdziwieniu, ani nie potknęłam się, a tym bardziej nie
przewróciłam, a to dla mnie był nie lada sukces. Podeszłyśmy do
wyznaczonego miejsca, gdzie czekali chłopcy. Dwóch z nich już kojarzyłam: Harry, to ten wybawiciel Estie i ten wesolutki blondyn z
cukierni, towarzyszył im jednak ktoś jeszcze.
-Pauline to Liam, Liam to Pauline-
przedstawił nas sobie szatyn, po czym z zaciekawieniem dobrał się
do mojego podręcznika z biologii, który tymczasowo był w
posiadaniu zielonookiej.
-Miło mi cię poznać-powiedziałam cicho, po czym spojrzałam na Harrego, który niewątpliwie chciał zadać mi frapujące go pytanie.
-I ty masz zamiar to przeczytać?- zmarszczył czoło, po czym podrapał się po głowie.
-Przeczytać?-zaśmiałam się- chyba chciałeś powiedzieć-wykuć.
-Oj Paulcia- zachichotała Esther-ona tak ma-rzuciła- ja się przyzwyczaiłam, wy pewnie też-poklepała po ramieniu stojącego obok Nialla, a ten wesoło przytaknął.
-To co wybieracie się na jakiś lunch? Pora obiadowa się zbliża, mam rację?-zapytał momentalnie Horan.
-Ja muszę się zmywać, wybaczcie. Obiecałem Zaynowi, że pomogę mu w kawiarni, wiecie... teraz będzie największy ruch, a poza tym.. sami wiecie... jak z Zaynem-powiedział Liam, poprawiając kołnierz granatowej koszuli.
-To ty też znasz Zayna?-zapytałam bez namysłu.
-Tak, to nasz przyjaciel-powiedział szybko, po czym rzucił cicho "na razie" i pobiegł w kierunku kawiarni, mimo to zdążyłam zauważyć, że jego oczy w jednej sekundzie stały się szkliste.
-Powiedziałam coś złego?-zapytałam zdezorientowana patrząc na oddalającego się chłopaka.
-Nie, nie-zaprzeczył momentalnie Harry, po czym przygryzł wargę i szybko zmienił temat.
-To co skoczymy gdzieś?-zapytał.
-Jestem za- uśmiechnęła się Ess, po czym spojrzała na mnie wymuszając odpowiedź.
-Eee, nie przepraszam. Będzie lepiej, jeśli sobie pójdę, serio- odebrałam podręcznik z rąk szatyna i schowałam go, po czym spojrzałam na Esther. Wolałam nawet nie wiedzieć, jak wyklinała mnie w myślach, wiedziałam jednak dokładnie, jak wykład będzie czekał mnie w domu.
-Właśnie sprawdziłem MENU na iphonie-zaśmiał się blondyn- na pewno nie masz ochoty na wielkiego hamburgera? Przysięgam z ręką na sercu na prawdę są wyśmienite, a ja się znam, jak mało kto, prawda?-spojrzał na Hazzę i czekał na poparcie z jego strony. Ten wyrwał się momentalnie z transu-przyglądania się długim nogom Esther- i szybko przytaknął, za pewne nie wiedział nawet czemu.
-Miło z wszej strony, ale na prawdę będzie lepiej jeżeli zostawię was samych- odetchnęłam cicho.- Do zobaczenia!-zawołałam odchodząc. Słyszałam w tle namawiania, żebym wróciła, ale jednak jak to ja, wolałam spędzić ten czas sama.
Przerwę na lunch spędziłam w bibliotece w poszukiwaniu potrzebnych materiałów, na jutrzejsze wykłady. Jednak na kogoś się natknęłam, spojrzałam przez szczelinę pomiędzy książkami i dostrzegłam nikogo innego, jak Zayna. Przecież o tej porze powinien być w pracy, dziwne- pomyślałam. Stał w kącie i przeglądał, jakąś starą kronikę. Przyjrzałam mu się dokładniej. Chłopak z tatuażami, przeglądający takie starocie z takim skupieniem na twarzy, jak gdyby zawarta była tam tajemnica świata, tego nie widuje się codziennie.Po kilku minutach wpatrywania się z zaciekawieniem w chłopaka, wycofałam się wolno. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył i nie pozwie o stalkowanie.
***
Przerwę na lunch spędziłam w bibliotece w poszukiwaniu potrzebnych materiałów, na jutrzejsze wykłady. Jednak na kogoś się natknęłam, spojrzałam przez szczelinę pomiędzy książkami i dostrzegłam nikogo innego, jak Zayna. Przecież o tej porze powinien być w pracy, dziwne- pomyślałam. Stał w kącie i przeglądał, jakąś starą kronikę. Przyjrzałam mu się dokładniej. Chłopak z tatuażami, przeglądający takie starocie z takim skupieniem na twarzy, jak gdyby zawarta była tam tajemnica świata, tego nie widuje się codziennie.Po kilku minutach wpatrywania się z zaciekawieniem w chłopaka, wycofałam się wolno. Mam nadzieję, że mnie nie zauważył i nie pozwie o stalkowanie.
***
Wykłady ciągnęły się w nieskończoność, a to wcale nie był koniec, czekały mnie jeszcze 3 godziny zajęć praktycznych w laboratorium. Miałam opuścić mury szkoły dopiero o godzinie 20, a następnie czekał mnie długi spacer do domu. O dziwo, zajęcia były dosyć ciekawe, tym bardziej, ze ludzie z roku okazali się całkiem sympatyczni, także wszyscy pomagaliśmy sobie nawzajem, nawet nie sądziłam, ze złapię z kimś kontakt, a tu proszę, taka niespodzianka. Niestety po skończonej lekcji musiałam udać się w kierunku domu-sama, gdyż większość zamieszkiwała campus, także nikt nie szedł w moją stronę. Złożyłam słuchawki zarzuciłam na siebie ciemny sweter, założyłam kaptur, bo na dworze zrobiło się dużo chłodniej i rozmyślając o tym tajemniczym gościu, szłam powoli w kierunku mieszkania. Nagle usłyszałam pisk opon, a po chwili miliony przekleństw i trzask zamykanych drzwi samochodu.
-Co za idiotka, trzymajcie mnie, bo nie wyrobię-usłyszałam. Zdjęłam kaptur i odwróciłam się. Za mną stał nieco starszy chłopak ode mnie , który prawdopodobnie w danym momencie miał ciśnienie 220/130, a sądząc po minie z niezmierzoną przyjemnością udusiłby mnie na miejscu.
-Przepraszam-powiedziałam przestraszona i zdezorientowana całą sytuacją.
-Przepraszam?-zaśmiał się z ironią- pewnie, teraz przepraszam, fajnie się mówi, co?-oparł się o maskę samochodu- no tak, przecież to ja zawiniłem, jechałem jak wariat całe 30km/h. Mój błąd wybacz.- dodał z ironią.-Taka młoda, głupiutka nieogarnięta panienka wyskoczy ci na jezdnie.. ale ty się nie denerwuj, najwyżej przypłaciłaby życiem, co to takiego.
-Mówisz o mnie?-zapytałam z przerażeniem w głosie.
-Nie, o Gerard'zie Depardieu, cóż za ograniczona istota.
-Przestań się na mnie wyżywać, ok?-dodałam z pretensjami- nic nie zrobiłam.-rozejrzałam się jednak dookoła i zdałam sobie sprawę, że gość miał prawo być wściekły, chociaż 'wściekły' to zbyt małe określenie. Okazało się, że zeszłam z chodnika i kilka metrów wędrowałam sobie w najlepsze, po samiutkim środku jezdni. Matko, ze mną jest serio coś nie tak, skoro odwalam takie coś- pomyślałam i zaczęłam przepraszać owego kierowcę.
-Na prawdę miałam ciężki dzień, dopiero wracam z zajęć, cały dzień na nogach, zmęczenie wzięło górę.-zaczęłam się tłumaczyć, jednakże do chłopaka nic nie docierało.
-Daruj sobie. Ok? Mam nadzieję, że już nigdy w życiu nie będę musiał oglądać twojej gęby, smarkulo- dodał w złości.
-Świetnie i nawzajem. Takiego pajaca jak ty to nigdy nie spotkałam, wiesz? -chłopak spojrzał na mnie z niechęcią, po czym odebrał telefon dzwoniący od kilkunastu sekund.
-Co jest Zayn?-zapytał. Zayn? Dlaczego te imię musi ciągle mnie prześladować, fatum?- Tak z tej strony Louis, masz wątpliwości? Dlaczego?(...) Ja zdenerwowany? Jakaś smarkula, wyskoczyła mi na drogę, nieważne. Mów o co chodzi.(...). Kiedy zauważył, że staram się oddalić, momentalnie rozłączył się i ponownie zaczął mnie wyzywać.
-Człowieku, lecz się! To nie jest normalne, ok? Ile razy mam cię przepraszać? Zresztą...
-Idź w cholerę- machnął ręką i wsiadł do samochodu.
Kilka minut po 21 byłam już na naszej ulicy, powolnym krokiem kierowałam się w stronę domu. Coraz bliżej podchodząc do budynku słyszałam coraz to głośniejszą muzykę. Nadal byłam zirytowana całą tą sytuacją z panem Wielkie Ego, także dzisiejszego nocy nic nie mogło wyprowadzić mnie z równowagi. Weszłam do domu tylnymi drzwiami i co zastałam? ...
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Dziękuję.
Pozdrawiam, Pola xx.
Cudowne!<3 Nie mogę się doczekać następnego rozdziału! Jak ty to robisz, że to tak wciąga? ;D
OdpowiedzUsuń