Witajcie, z tej strony Pola ;) Od tego momentu startujemy z głównym opowiadaniem, które to było powodem założenia owego bloga. Raz-dwa razy w tygodniu będą pojawiały się tutaj rozdziały pisane na przemian przeze mnie oraz przez Esterę, którą miałyście/mieliście już okazję poznać. Takie rozwiązanie sprawy jest dla nas bardzo korzystne (choć nie ukrywam jest to nie lada wyzwanie) dlatego, że same zaskakujemy siebie nowymi pomysłami i zakończeniami rozdziałów, które w swoich rozdziałach musimy rozwijać :) Tak więc, poniższy part jest rozdziałem pilotażowym :) Mam nadzieję, że pomysł Wam się spodoba. Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania.
-Ess.. ile razy mam cię prosić, żeby te kartony zniknęły z przedpokoju...- westchnęłam, spoglądając na schody, z których to w podskokach zbiegała moja przyjaciółka Zwinnie pokonała owy odcinek, z uśmiechem na twarzy stanęła przede mną i powiedziała charakterystyczne: „Paulcia LUZ”.
-Ess.. ile razy mam cię prosić, żeby te kartony zniknęły z przedpokoju...- westchnęłam, spoglądając na schody, z których to w podskokach zbiegała moja przyjaciółka Zwinnie pokonała owy odcinek, z uśmiechem na twarzy stanęła przede mną i powiedziała charakterystyczne: „Paulcia LUZ”.
-Jesteśmy tu przecież od wczoraj, nie
ma rady, żebyśmy uporały się z wszystkimi bagażami w tak krótkim
czasie, poza tym moja droga NIKT nas nie pilnuje! Możemy robić co
chcemy, mam rację? Po co ja w ogóle się pytam? No pewnie, że mam.
Nie przejmuj się tak wszystkim. A ja ze swojej strony
obiecuję-położyła prawą dłoń na sercu, co miało oznaczać
śmiertelnie poważne przyrzeczenie że wszystkie pudła zawędrują
do mojego pokoju, jeszcze tego wieczoru, zgoda?- podskoczyła
rozpromieniona blondynka.
-Zgoda-odetchnęłam i wróciłam do
układania filiżanek na kuchennej półce.
Z Esther zaprzyjaźniłam się stosunkowo niedawno, bo pod koniec secondary school ,mając mniej więcej 16 wiosen. Mieszałyśmy w małych miasteczkach nieopodal Southampton. Od razu pierwszego dnia, kiedy poznałyśmy się na targach edukacyjnych nawiązałyśmy dosyć dobry kontakt i jak widać nic nie uległo zmianie. Szkołę tę wspominamy nie najlepiej, niski poziom nauczania, niewymagający nauczyciele, którzy najwyraźniej przyszli tam w celach jedynie rozrywkowych czyt. Kawa, ciasteczka i pogaduszki w pokoju nauczycielskim, ogółem szkoła nie reprezentowała sobą nic, poza całkiem niezłymi wynikami w sporcie, co trzymało ją jako tako przy 'życiu'. Nasza przyjaźń doprowadziła nas do, rzecz jasna, tego
samego college'u. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie to,
że zdałyśmy sobie sprawę, z jednej bardzo istotnej rzeczy, a
mianowicie, że owa uczelnia nie daję nam żadnych perspektyw na
przyszłość. Ess pragnęła pójść ścieżką aktorstwa, dla mnie
z kolei nie liczyło się nic poza naukami biologicznymi, a ten
college, był dobry-owszem, ale niestety nie satysfakcjonowało nas to
wystarczająco i bądź co bądź prestiżową szkołą nie był. Tak
więc, pół roku temu zaczęłyśmy poszukiwania odpowiedniego
college'u, a co za tym idzie mieszkania, trzeba było sprawdzić, co i
jak z dojazdem, prawdę mówiąc milion kwestii zostało poruszonych w
przeciągu tych kilku miesięcy. Na szczęście nasi rodzicie
wspierali nas, jak tylko mogli, pod względem nie tylko finansowym,
ale także chętnie służyli pomocą, dobrą radą i co
najważniejsze szanowali naszą decyzję. Wynajęłyśmy mały domek
na obrzeżach LONDYNU, zapisałyśmy się do szkoły, wszystko było
zapięte na ostatni guzik, wystarczyło się tylko pożegnać ze
starym miejscem i powitać nowe.
-Paulcia? Gdzie jesteś? Ach tutaj-
podbiegła zielonooka- nie będzie mnie sekundę-po chwili
zastanowienia szybko dodała- no może dwie, nieważne, jadę odebrać
nasze plany zajęć, bo za niedługo zaczynamy, także lepiej byłoby
wiedzieć już teraz, jak się to wszystko klaruje. Także tak.-
przystanęła chwilę, po czym rzuciła długie „pa”, które
zostawiło jeszcze przez kilkanaście sekund pogłos, unoszący się
w, póki co, zimnej i pustej przestrzeni salonu.
Po wyjściu przyjaciółki, zabrałam
się za urządzanie mojej sypialni, która podobnie, jak sypialnia
Esther znajdowała się na piętrze. Meblowałam, dekorowała,
ustawiałam... trwało to wieki nim wszystko zgodnie z zasadami feng
shui przyjęło swoje stałe miejsce. Niespodziewanie zadzwonił
dzwonek do drzwi. Nie miałam zielonego pojęcia, kogo mogłabym się spodziewać- jedyne, co przeszło mi na myśl to wizyta stęsknionych
rodziców, po niecałych dwóch dniach nieobecności ich córek.
Zeszłam na dół, niepewnie otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał
się brunet, niewiele starszy ode mnie, z misternie ułożoną
czupryną, nieszczególnie wysoki. Miał na sobie czarny niedbale
uszyty podkoszulek i rurki w tym samym kolorze, co wskazywało na to,
iż chłopak w niewielkiej mierze sili się na pozę 'bad boy'a'.
-Dzień dobry pani, panu. W imieniu
sąsiadów, chciałem przywitać państwa na naszym osiedlu. Drobny
upominek na początek, ciasto upieczone przez moją mamę- wydukał,
jak katarynka, nie podnosząc, nawet na moment, wzroku z czubków swoich butów. Położył ciasto na
ganku, odwrócił się na pięcie i odszedł z prędkością światła.
Zawołałam tylko:”Dziękuję, miło było poznać”, ale
wątpię, że usłyszał cokolwiek, gdyż miał założone słuchawki.
W każdym bądź razie miło z ich strony. Zabrałam ciasto do
środka, niestety, moja zwinność i koordynacja zawiodły i
potknęłam się o pierwszy z brzegu karton z napisem: „Ciuchy #8-
Esther”. Ciasto mimo wszystko się obstało, ja niestety nie.
Leżałam, jak długa, zajmując prawie całą powierzchnię tego
mikroskopijnego przedpokoju. Postanowiłam się tym zająć i
przenieść je do sypialni blondynki. Przy 11 kartonie z cuchami
myślałam, że nic mnie już w życiu nie zaskoczy, ale kiedy
zaczęłam wnosić po schodach pudła z napisami- „Ulubione filmy”,
„Ulubione książki”, „Ulubione płyty”(...)- mój kręgosłup
był tak zdezorientowany i przytłoczony ilością ciężaru, jaką
mu zafundowałam, że najwyraźniej zapomniał mnie boleć. No cóż, ale czego nie
robi się dla najlepszej kumpeli. Po wykonanej pracy, położyłam
się na łóżku i czekałam na Ess, nie trwało to zbyt długo, gdyż
po kilku minutach wylądowała obok mnie.
-Skąd te brownie w kuchni? Dlaczego ja
nic nie wiem o twoich zdolnościach kulinarnych? Trzeba to
wykorzystać- zaśmiała się Esther zarzucając włosy do tyłu.
-Ha-ha bardzo śmieszne. Nie, przyszedł
jakiś chłopak, od niechcenia rzucił parę uroczych zdań i wręczył
mi ciasto.- odpowiedziałam szybko, po czym zastanowiłam się nad
sensem mojej wypowiedzi..
-Jaki chłopak? w moim guście? Bo
wiesz.. jak tak, to cię ukatrupię! Pauline, on był w moim guście,
powiedz, że tak. Boże on był w moim guście! Dlaczego go tu nie
przetrzymałaś, nie zaparzyłaś mu kawy, albo czterech? Pauline! I
teraz co, on sobie ułoży życie, będzie miał trójkę dzieci
dwóch chłopców i dziewczynkę, będzie miał willę z kortem
tenisowym i trzema basenami, rozumiesz? Z trzema, a ja będę do
końca świata starą panną, bo nie wpuściłaś go na kawę?-po
skończonym monologu zapytała, czy nic czasem nie zareagowała na
całą sytuację zbyt impulsywnie.
-Obiecuję ci, że nie uraczyłabyś go
ani jednym spojrzeniem-powiedziałam poważnie-ale tak mówiąc
między nami to nieco, ale na prawdę ociupinkę przypominał
greckiego boga- skrzywiłam się, po czym dostałam centralnie w
twarz poduszką. Nietrudno było to przewidzieć. Na szczęście
usposobienie zielonookiej pozwoliło na korzystne dla obu stron
pojednanie, z finalnym skutkiem- zjedzeniem całego brownie na
kolacje- a dlaczego nie? Przecież jesteśmy niezależne, samodzielne
i przeokropnie dziecinne.
*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*
Z góry przepraszam za popełnione błędy.
Dziękuję :)
Pozdrawiam, Pola xx

wspaniałeeeeeeee ! :D
OdpowiedzUsuńna prawdę mi się strasznie spodobał, czekam na kolejne części ..
buziaczkii :* :*
~~ @angelkaaaa_13
fajnie się zapowiada ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na dalsze części;]
OdpowiedzUsuńŚwietne :3
OdpowiedzUsuńZaciekawiło mnie :)
Czekam na następną część :)
Całuski, @ZanciaLoves1D_
Zapowiada się nieźle :D
OdpowiedzUsuńCzekam na następną część!! @AwwwwwNiall